Zaślubiny Marlondu

Alina Wilk religie publikacja 25 Czerwiec 2008, 21:27 Poprawki 28 Październik 2009, 23:07 Gatunek Mity, Mitologie Inne Czytano 6499 razy
2 głosy

W kraju Adanów na Syrlockloth działy się od wieków złe rzeczy. O tym, co było tego przyczyną mówi inna opowieść. Prawdą jest jednak, że lud Adanów zamieszkujących królestwo Kisnevru, tylko z nazwy zjednoczonych księstw Lindal i Marlond, potrzebował mądrego i silnego władcy.

Piraci fornejscy, banici różnych krajów panoszyli się na morzach i wybrzeżach Kisnevru. W końcu butni piraci wdarli się do Marlondu i niemal zupełnie spustoszyli kraj osłabiony wewnętrznymi waśniami książąt elfickich.
Upadło księstwo Vidada zwanego Łagodnym, lecz książę uszedł z życiem. W stolicy Kisnevru, pięknym mieście Atear, gdzie się schronił, błagał innych możnych aby zaprzestali waśni, zjednoczyli się pod wodzą króla i stawili opór fornejczykom. Jednakże król Kisnevru był słaby i nie miał poparcia wśród książąt, wynikł zatem jeszcze gorętszy spór, o to kto miałby dowodzić przeciw piratom. Był to czas spisków i oszczerstw.
Powiedział Vidad, że sam mógłby dowodzić wojskami Kisnevru, jeśli otrzyma nad nimi władzę, jednakże książęta wraz z królem natychmiast oskarżyli Vidada o próbę przejęcia władzy.
Pojmano Vidada i w kajdanach zepchnięto ze skały wprost w spienione morze.
Był jednak ktoś jeszcze, komu fornejczycy byli największym utrapieniem, a kogo nie obchodziły spiskowania książąt elfickich. Był to duch potężny i groźny, pan wszelkiego oceanu, Tal, sługa Sawy.
Szczęśliwie złożyło się, iż niedaleko klifu, który miał być miejscem śmierci Vidada, przepływał zielony okręt Manandana, syna Tala, który był się wcześniej rozprawił z kilkoma okrętami piratów, nieopodal wybrzeży Marlondu.
Manandan, niewidoczny dla elfów, gdyż jego okręt podobny był do wielkiej fali, obserwował bacznie wydarzenia na skałach. Gdy tylko ujrzał spadającą postać rozkazał swej łodzi podpłynąć bliżej i zabrać elfa na pokład.
I tak, Vidad nie utonął. Wdzięczny Manandanowi opowiedział mu jak do tego doszło i spytał jak spłacić ma dług. Manandan wysłuchał opowieści i rzekł mu, że jeszcze raz mu pomoże, a Vidad spłaci później podwójny dług. Rzekł tak:
— Pomogę ci zdobyć wielką mądrość i siłę, która w mądrości drzemie, abyś stał się królem królów na swojej ziemi. Ale ty, zanim wrócisz do swego domu, otrzymasz ode mnie niezliczone wojsko i dowodzenie nad flotą, i uporasz się z ludem Fornu. A gdy powrócisz na ląd, uporasz się z waśniami twego ludu, zasiądziesz na tronie, a na klifie, z którego cię pchnięto wybudujesz świątynię i w tej świątyni zaślubisz mi krainę Marlond. W każdą rocznicę naszego spotkania zaślubiny będziesz odnawiać wrzucając pierścień w morskie głębiny, a Marlond będzie mi służyć tak długo jak zdecyduję. Gdy morze zwróci ci pierścień będzie to znak, że skończyła się służba Marlondu. Ale skończy się wtedy i jego spokój. Będzie to znak, że znów nadeszły czasy niepokoju.
Vidad przystał na to i szczerze zaprzyjaźnił się z Manandanem w czasie morskiej podróży.
Okręt syna Tala był szybki, choć nie miał żagli ni wioseł, nie tonął, choć zdało się, że płynęli pod wodą, lśnił w słońcu jak wszystkie szmaragdy świata i śpiewał gromkim głosem nieznane Vidadowi pieśni żeglarzy. Nie mógł się elf nadziwić takim cudom, a Manandan śmiejąc się objaśniał wszystko przyjacielowi.
Po wielu dniach żeglugi Manandan rzekł, że są już blisko źródła mądrości. Rzekł tak:
— W najgłębszych głębinach Ciemnego Morza, w piasku, z którego powstała Trzygłowa Wyspa, tkwią korzenie świętego dębu, tego samego, w którego konarach, wysoko nad głowami śmiertelników, po drugiej stronie tafli Jasnego Morza, siedzą dwa święte gołębie, których imion nawet bogowie nie znają. Spod korzeni świętego drzewa bije źródło, a kto się z niego napije posiądzie wielka mądrość.
Elf nie pojął wszystkiego co rzekł mu syn Tala, uścisnęli się jednak i Vidad zanurkował odważnie w odmętach, gdyż Manandan przyrzekł, że woda tu nie odbierze mu życia. Książę płynął wciąż w dół i w dół, a cuda, które wokół siebie widział opisał później w przepięknym poemacie.
W końcu dotknął rękoma pnia świętego drzewa, a niedługo potem stopami piasku na dnie Ciemnego Morza.
Na jego widok zdziwiły i ucieszyły się dobre duchy strzegące źródła mądrości, ponieważ był pierwszym śmiertelnikiem, który dotarł do korzeni Dębu. Stanąwszy w szeregach po obu stronach podmorskiej ścieżki, przepuściły Vidada do źródła.
Źródełko było niewielkie, dzikie, piękne i niezmącone. Tryskało spośród omszałych korzeni, nietknięte niczyją ręką, jak w dniu kiedy powstał świat, a w kryształowej wodzie żywo podskakiwały bielutkie kamyki. Nad źródłem czekała przecudna pani w szmaragdowej sukni. Perłowe loki opadały jej na ramiona i plecy jak wzburzona piana morska. Cudowna pani nie przedstawiła się, ale rzekła głosem głębokim i spokojnym jak uśpione morze:
— Witaj, Vidadzie. Jesteś pierwszym i ostatnim śmiertelnikiem, który tu dotarł, zatem pij z tego źródła, mądrze korzystaj z daru jaki otrzymujesz i wracaj do królewicza morskiego spłacić dług.
I podała mu srebrny puchar by mógł zaczerpnąć wody. Gdy się już napił oślepiło go wielkie światło i stracił świadomość, a morskie duchy o rybich ogonach wyniosły go na powierzchnię.
Ocknął się na pokładzie okrętu Manandana. Inny zaś poemat opowiada o tym jak syn Tala i książę Vidad Łagodny zaprowadzili porządek na morzu zmuszając piratów do powrotu na wody fornejskie, a po powrocie do stolicy Kisnevru Vidad uznany został królem królów i na powrót zjednoczył krainy Marlond i Lindal.
A gdy wreszcie zasiadł na tronie w Atear, opowiedział wszystkim, co mu się przydarzyło na morzu i nakazał wybudować na klifie kamienną świątynię i umieścił w niej kapłanów. Zaś w rocznicę spotkania z Manandanem król Vidad wraz ze swym orszakiem udał się do świątyni i głośno wymawiając przyrzeczenie wiecznej przyjaźni rzucił  do morza złoty pierścień i zaślubił Manandanowi, synowi Tala Marlond, morskie księstwo Adanów.

Komentarze 3 z 3 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

stanisław oskwarek
04 Lipiec 2008, 17:57

Zaślubiny Marlondu : :zzz

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Bartosz Kowa
13 Lipiec 2008, 14:35

Nie wiem o czym, o kim, po co? Przez dwa tygodnie trzy razy podchodziłem do tej opowieści i przeczytać jej ni razu do końca nie podołałem. Same nic nieznaczące nazwy. ...a może to jest streszczenie jakiejś księgi?

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Wiedźma Nyja:)
13 Lipiec 2008, 22:58

Blisko... Blisko. Może nie streszczenie, ale fragment innego, nieco dłuższego opowiadania w formie legendy. Zdaję sobie sprawę z tego że na razie te nazwy nikomu nic nie mówią, ale mam nadzieję, że jeśli dołączę do tego opowiadania następne, to w pewnym momencie zaczną się one łączyć w pewną całość - może nie pod względem chronologicznym ale geograficznym. 
Jeśli to opowiadanie rodzi pytania, to jest to dla mnie motywacja do złożenia przynajmniej części wyjaśnień w następnym...:)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi