A serca w sobie ludzkiego nie miała

Ewa Kocyk Wyróżniona w I Konkursie Literackim Baśnie.pl za "A serca w sobie ludzkiego nie miała" publikacja 19 Listopad 2009, 20:49 Poprawki 20 Listopad 2009, 01:58 Gatunek Mity, prasłowiańskie Czytano 6537 razy
Recenzja 2 głosy
Spis treści utworu
A serca w sobie ludzkiego nie miała
Strona 2

Dobrosułka szła przez pole, między złotymi kłosami. Szła posapując, krokiem nieco ociężałym, jako że gorąc był okrutny i narzędzia ciężkie ze sobą targała. Co i rusz przystawała, coby pot z czoła ogarnąć i włosy, w kosy płowe splecione, na plecy odrzucić, a postękiwała przy tym i klęła z cicha, jako że sama jedna z robotą została. Słonko sunęło po błękitnym niebie i już prawie z samej góry na świat spozierało, głaszcząc pola swoimi promieniami, aż powietrze zdawało się drgać lekko od tej pieszczoty. Dobrosułka spojrzała tęsknie w stronę brzózek, co za ostatnimi rzędami pszenicy bielały i rzucały na ziemię upragniony cień. Przyspieszyła, ale kilku kroków nie uszła, gdy stanęła jak wryta.
Tuż przed nią, w małym poletku wyżętego zboża, leżała na brzuchu Nawoja, Dobrosułki siostra rodzona, młodsza o dwie wiosny, co się w połowie roboty gdzieś zapodziała, że aż do teraz nijak jej nie szło wzrokiem ułowić. Zapaskę aż po same uda podkasała, nogi w kolanach ugięła i majtała nimi radośnie w powietrzu. Siostry widzieć nie mogła, bo plecami do niej leżała, z główką jasną na dłoniach podpartą i oczami modrymi wlepionymi w Mysława, co obok niej się wyciągnął i cosik jej szeptał do ucha.
— Próżnujcie tak dalej, nikt płakać nie będzie, jak was baba żelaznym zębiszczem ucapi – warknęła na nich Dobrosułka, aż oboje zerwali się na nogi, przestraszeni. Nie czekając aż coś do niej rzekną, puściła narzędzia, co je do tej pory w dłoni ściskała i szybko ruszyła przed siebie, bo i patrzeć na nich nie chciała i strach był dłużej w polu zostawać, jako że się rzeczywiście pora południcy zbliżała.
— Dobroś! – krzyczała za nią Nawoja – Dobroś, czekaj no! Ale ona ani myślała przystawać czy nawet spoglądać za siebie. Dłonie w piąstki zacisnęła, usta w wąską kreskę zwarła i szła szybkim krokiem, a wściekła była okrutnie. I wcale nie o to, że się Nawojka w zbożu wylegiwała, miast w pracy pomóc, nie o to, że ją samą z robotą zostawiła, jeno o te szeptania sekretne, o spojrzenia miłosne. Boć to przecie nieraz zwierzała się Nawojce ze swoich wzdychań i tęsknot, z uczuć gorących, jakie od zeszłego lata do Mysława żywiła. A siostra pocieszała ją, a doradzała, a wróżby czynić pomagała. I nijak by Dobrosułce w głowie nie postało, że tak z niej zadrwi okrutnie, sama za jej plecami Mysława uwodząc.
Cały dzionek już o niczym innym rozmyślać nie mogła, a żal głęboki i wściekłość takie jej łzy rzewne na oczy cisnęły, że się raz wraz chować musiała w miejsca ustronne, coby się wypłakać do woli. Nawoja znów gdzieś przepadła, ale to Dobrosi nie smuciło, jako że jej wcale oglądać nie chciała. Dopiero wieczorem, gdy znad rzeki szła z praniem, zobaczyła siostrę siedzącą przed chatą i bawiącą rodzeństwo najmłodsze, Świechnę i Niemoja. I taka w niej naraz złość wezbrała, że mokre szmaty precz od siebie odrzuciła i biegiem ruszyła w ich stronę , jakby chciała Nawoję z rozpędu na ziemię powalić.
— Tak się z nimi zabawiasz słodko jak się i ze mną bawiłaś, ścierwo! – wrzasnęła – a to ciekawam kiedy im ta miłość siostrzana kością w gardle stanie!
Nawoja pochyliła się ku dzieckom i rzekła im spokojnie, coby już się spać kładły, a potem spojrzała prosto w gniewne oczy Dobrosułki.
— Dobroś, ja nic nie winowata. Siądź sobie i odetchnij nieco, a ja ci zaraz rzeknę jak to wszystko było.
— Przecie żem sama widziała jak było! Taka z ciebie siostra ukochana, co najpierw moich płaczów słucha a rady dobre daje a potem się z moim lubym we zbożu pokłada!
— Żeby on był twoim lubym, toby cię jeszcze musiał chcieć!
— Zechciałby, gdybyś nam w drogę nie wlazła jak jakie bydlę!
— Temu do bydlęcia bliżej, kogo nikt całować nie chce! – rzekła jej Nawoja ze złością i zniknęła we wnętrzu chaty.
Dobrosułka twarz dłońmi zakryła i od płaczu się zatrzęsła, zupełnie sama przed chatą zostawszy. Zmierzchało, świerszcze hałasowały i zagłuszały Dobrosine łkania.
Mrok coraz gęściejszy spowijał świat, zmieniając wszystkie barwy w szarości, a potem w czarne cienie. Kiedy nieszczęśliwa dziewczyna przetarła wreszcie oczy i odsłoniła je, z początku nic nie widziała, tylko ciemne zarysy krzewów i chat. Potem coś błysnęło leciutko, zaszemrało i czarny jakiś kształt przesunął się w mroku. Dobrosułka westchnęła tylko, biorąc to za zwidy jakieś, i już miała do chaty się chować, kiedy tuż przed nią stanęło złe.
Wyglądało jak przykurczona, chuda starucha, w łachmany obleczona, z łbem omotanym szmatą. W pomarszczonej twarzy ziała czarna jama, paszcza paskudztwa, w której połyskiwał jedyny ząb. Powyżej nieco garbił się krótki nochal, a znad niego łypało na przerażoną dziewkę jedno ślepie, wielkie i wyłupiaste, od którego wszystkie myśli jej się mieszać zaczęły.
— Taką krzywdę ci smarkula wyrządziła, taką krzywdę – odezwał się stwór.
— Kochanka mojego dla siebie wzięła – poskarżyła się Dobroś płaczliwie.
— Siostrze rodzonej!
— A jak łgała, jak zapewniała, że mi szczęśliwości życzy?
— I sama teraz szczęśliwa ma być, kiedy tobie z żalu serce pęka? Nie dla niej miłowanie i pieszczoty, sama cierpieć powinna, coby swoją winę pojęła!
— Pojmie, nie pojmie, to za jedno, kochanka mi i tak nie odda.
— Jak chłopak bez dziewki zostanie to sam sobie inszej poszuka! – tak jej licho odrzekło i rozpłynęło się gdzieś w ciemnościach.
Dobrosułka stała chwilę, skołowana, nie wiedząc, czy się jej od tych nieszczęść we łbie nie zaczęło mieszać. Rozglądała się, ale staruchy jednookiej nigdzie już nie mogła dostrzec. Otrząsnęła się nieco i po cichu, by nikogo nie zbudzić weszła do chaty i w ubraniu padła na posłanie.
Ale zasnąć wcale nie mogła. Przewracała się z boku na bok i ciągle myślała o tym, co jej licho powiedziało. Upłynęło tak trochę czasu, aż w końcu usłyszała ruch jakiś, i choć niewiele w ciemnościach widziała, była pewna, że to Nawoja się z chaty wymyka. Wstała i po omacku ruszyła za nią.
Nawojka szła szybko i coraz bardziej się oddalała. Wreszcie zatrzymała się, tuż nad rzeką, przy maleńkim zagajniczku. Pewnikiem tu na Mysława czeka, pomyślała sobie Dobrosułka, podkradając się bliżej.
— Nie dla niej pieszczoty a kochania – usłyszała nagle tuż przy uchu szept licha.
— Nie dla niej ?powtórzyła – nie dla niej? dla mnie to wszystko? – mamrotała tak sobie cicho, a jej ręce sięgnęły między płowe włosy, odpinając czółko skórzane, na którym srebrne kabłączki połyskiwały i pobrzękiwały tak jakoś złowrogo.
— Dla mnie! Dla mnie! – krzyknęła wyskakując z cienia i całkiem zaskoczonej Nawojce pasek skórzany na szyję zarzucając.
— Dobroś! Dobroś! – szeptała Nawojka, jako że okrzyk żaden nijak się nie chciał ze ściśniętego gardła wydobyć. I zanim trzeci raz jej imię wyrzekła, głowa jej opadła i całe ciało zawisło na Dobrosinym pasku bez życia.
I chciała Dobrosułka zapłakać nad sobą i nad siostrą, ale wiedziała, że czasu na to nie ma, bo w każdej chwili mógł się Mysław pojawić. Chwyciła martwą pod ręce i jęła ciągnąć ją wzdłuż rzeki, by wreszcie ciało wrzucić do wody, w miejscu gdzie nurt był silny, aby sobie precz popłynęło.
Ledwie kilka chmurek zdążyło się wedle miesiąca przesunąć, kiedy do zagajnika dotarł Mysław, zdyszany nieco po biegu. Rozejrzał się, a że nigdzie Nawojki nie dostrzegł, zaczął ją cichym głosem wołać po imieniu. Żadnej odpowiedzi nie usłyszał, tylko plusk jakiś odległy. Ani chybi wodniki sobie przy miesiączku harcują – tak sobie pomyślał i usiadł na ziemi, swojej kochanki wyczekując.
Nocka była ciepła, pogodna, a ziemia wciąż jeszcze od żaru nagrzana. Dobrze mu się tak siedziało w ciemnościach, ale w końcu zdjął go niepokój srogi o dziewczynę, której wciąż nie było. Może się jej po drodze co złego przytrafiło – dumał sobie, ale zaraz tę myśl odepchnął. A może zaspała? Albo czekała tu prędzej i poszła sobie, jego spóźnieniem zniecierpliwiona?
— Pewnikiem tak było – mruknął, wstał, otrzepał gacie parciane i poszedł do siebie spać.
A już z samego rana szukał Nawojki, żeby sobie wyjaśnili, czemu im schadzka nie wyszła. Nie było jej nigdzie w polu, nie było przy rzece, nawet nie widział coby się wedle chałupy kręciła. Snuł się cały dzień zatroskany, że się gdzie przed nim kochanka ukrywa, kiedy wreszcie po południu napatoczył się na Dobrosułkę, co od lasu kosze owoców niosła.
— Czekaj, Dobrosia! – zawołał na nią ale ona tylko kroku przyspieszyła – Zaczekaj! A gdzie to Nawojka?
Dziewczyna zatrzymała się, odwróciła do niego i nie patrząc mu w oczy, bąknęła:
— Nikt nie wie. W nocy gdzieś znikła i dotąd nie wróciła.
Mysław oczy wytrzeszczył, bo nijak mu się to nie chciało w głowie pomieścić.
— Ale jak to?… A szukał jej kto?



Recenzja redakcji

Mit Odrodzony! Najlepsza opowieść prozą w I Literackim Konkursie BASNIE.PL. Kapituła jak w każdej konkursowej pracy, tak i tu dopatrzyła się niedostatków: raz to niepewność, kto główny bohater, raz, niespójność logiczna, lecz czekali bodaj kiegoś fantazmatu wymarzonej literatury, nie zaś dzieła żywej reakcji, boć ta opowieść odpowiedziała na temat konkursu trafnie i płynnie jak niemal żadna inna. 
Aktualność, temat przemawia do dzisiejszego czytelnika (wieczny). Mit, oryginalne przedstawienie demonicznej hierarchii od zła czystego - Licha, do wtórnego - Rusałki, rodzonej nam w czasie opowieść obrazami sprawnego języka z okresu (innego, nie starego - bo dopatrzono się stylu języka z różnych, do siebie nie przystających czasów). A w samej prozie, wyjątkowo trafnie dobierane opisy - częściej smacznie krótkie (np. "tkało się nowe ciało, ze szlamu, wody i tataraku"). 
Jeśli teraz, mówić o zadowoleniu naszego pięciogłowego szydercy czytelni, chyba wszystkie głowy były by zadowolone, gdyby tylko publiczność miała szanse czytać wcześniej tę opowieść. Tymczasem cieszą się nie lada cztery głowy. 
[red. b.k.]

Komentarze 4 z 4 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Bartosz Kowa
20 Listopad 2009, 03:18

Więcej! Więcej! Chcemy więcej! Opowiedz nam inne historyje, prosimy...

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Ratomir Wilkowski
03 Czerwiec 2011, 12:52

1 Na samym początku brak mi choćby skrótowej charakterystyki postaci... Dopiero w dalszej części można się domyślić, że nie jest to stara baba (jak można by się początkowo sugerować jej zachowaniem) lecz prawdopodobnie młoda dziewczyna. Moim zdaniem do poprawy przez autora... Trochę nierównomierne śledzenie postaci głównego bohatera - ni to Dobrosulka, ni to Nawoja ni to Myslaw...

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Ratomir Wilkowski
03 Czerwiec 2011, 12:56

2 Drobny zgrzyt - być może również do poprawy, doszlifowania przez autora - we fragmencie gdy Mysław czekał na Nawojkę. Wołał ja po imieniu, a jak usłyszał plusk wody przypisał go wodnikowi... OK, ale każdy inny myśląc o dziewczynie i słysząc plusk przypisywany wodnikowi, od razu zastanowił by się czy to może nie dziewczyna zostaje właśnie wciągana przez demona... Tym czasem ten 'siadł sobie na ziemi' i czekał dalej... Dopiero po pewnym czasie ogarnęły go obawy - czy on był ociężały umysłowo czy jak? ;)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Ratomir Wilkowski
03 Czerwiec 2011, 12:59

3 Generalnie jednak praca ma potencjał, spory plus za klimat mitu, a także za wierne przedstawienie postaci licha czy rusałki. Ocena mogłaby być znacznie wyższa gdyby poprawić zaznaczone wyżej niedociągnięcia. 
Koniecznie należałoby się zwrócić do autora (przed szersza publikacja pracy) o doszlifowanie wymienionych wyżej niedociągnięć, bo inaczej powieść traci na wiarygodności, głębi... Generalnie jednak widziałbym ja w zbiorze antologii.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi