O Piascie Kolodzieju

Ratomir Wilkowski publikacja 09 Grudzień 2009, 15:13 Poprawki 09 Grudzień 2009, 15:39 Gatunek Mity, prasłowiańskie Czytano 5877 razy
1 głos

Dawno, dawno temu… Niedaleko kruszwickiego grodu, w którym władzę sprawował książę Popiel, żył ubogi oracz Piast.

Z uprawy niewielkiego pola i wyrobu drewnianych kół do wozów, utrzymywał on swą żonę Rzepichę oraz gromadkę zdrowych i wesołych dzieci będących największą radością rodziców. Gdy najstarszy z piastowych synów ukończył siedem lat, zgodnie z prastarym słowiańskim zwyczajem postanowiono wyprawić mu postrzyżyny. Był to czas ważny nie tylko dla chłopca, ale i dla całej wspólnoty, gdyż przejęcie przez ojca głównej opieki nad synem wiązało się z początkiem przygotowania go do roli prawdziwego mężczyzny. Od tej chwili nie wypadało by taki szurek1, któremu w trakcie owego obrzędu przycięto włosy i nadano nowe imię, chował się za matczyną spódnicą. Przeszedłszy spod opieki białek2 pod pieczę ojca, winien odtąd pomagać mu w gospodarce, oswajać się z polowaniem a nawet zaznajamiać z bronią. Z tej to szczególnie uroczystej okazji zaprosił kołodziej na święto licznych swoich sąsiadów i krewnych. Nikomu nie żałowano chleba ni mięsa, piwa ni miodu, choć zazwyczaj w tym domu bieda była częstszym gościem niźli dostatek. Wszyscy ucztowali przy wystawionych na podwórze stołach i bawili wokół trzaskającego w niebo iskrami olbrzymiego ogniska. Śpiewy, krzyki i śmiech daleko się niosły po polach…
Późny już wieczór był, gdy Rzepicha dostrzegła dwóch znużonych, nikomu nieznanych, wędrowców zmierzających traktem. Odziani byli w długie, luźne szaty, wsparci na rzeźbionych, drewnianych laskach, a ich buty pokrywał kurz.
— Pokój temu domowi i wszystkim tu zebranym – pozdrowili domowników stanąwszy w bramie podwórza.
— I wam dostojni wędrowcy niechaj bogowie sprzyjają – odparł Piast. – Co was sprowadza w te strony?
— Daleką drogę mamy za sobą, a jeszcze dalszą przed sobą… Mieliśmy nadzieję zatrzymać się na noc w kruszwickim grodzie lecz ponoć niebawem postrzyżyny synów Popiela, to i próżno nam było tam szukać wolnego miejsca na spoczynek…
— I mój syn kończy dziś siódmą wiosnę, a chata moja przed wami otwarta – szczerze przywitał Piast przybyłych. – Radzi będziemy, jeśli przy stole z nami siądziecie i weźmiecie udział w naszej uroczystości… A i chętnie posłuchamy opowieści, których zapewne wiele ze sobą niesiecie z różnych stron świata…
— Abyś z naszego przybycia zyskał obfitość dóbr, a z potomstwa honor i sławę3 – podziękowali wędrowcy, po czym obmywszy się z podróżnego kurzu wnet do jadła zasiedli.
Kiedy ugasili pragnienie i zaspokoili pierwszy głód, nadszedł czas przeprowadzenia obrzędu postrzyżyn. Wszyscy obecni zgromadzili się przy ogniu a matka przed ojcowskie oblicze przywiodła ubranego w lnianą koszulę syna. Jasne, słomiane włosy opadały chłopcu na ramiona, a na jego twarzy malowało się skupienie. Szurek schylił głowę przed ojcem oddając się w ten sposób pod jego pieczę. Piast ujął w palce włosy syna, które zsunęły się zasłaniając czoło chłopca.
— Niech imię twoje będzie Ziemowit… Niech sławę ci ono przyniesie i przychylność bogów… – z powagą ojciec odciął spory pukiel włosów i z należytym szacunkiem poświecił go płomieniom ogniska. Włosy zaskwierczały cicho i wzlatując wysoko chwilowo rozświetliły się jaśniejszym płomieniem.
— Niech wasze dłonie to samo uczynią, a usta wypowiedzą imię, które od dziś mój syn nosić będzie… – zwrócił się Piast do pozostałych, przekazując nożyce wędrowcom.
— Przez cztery żywioły jakimi są powietrze i ziemia, ogień i woda, przez ten kosmyk włosów składany płomieniom w ofierze, los twój powierzamy rodzimym bogom4. – z powagą równą ojcowskiej, przybysze kontynuowali ceremonię postrzyżyn. – Bądź wierny sobie i dumnie podążaj w swe przyszłe życie. Niech będzie ono prawe i podoba się Świętowitowi… Niech imię twoje będzie Ziemowit…
Następnie obaj wykonali nad głową chłopca stary znak solarny, mający zapewnić chłopcu dobrobyt i przychylność losu. Kolejno teraz podchodzili do Ziemowita pozostali goście, z których każdy odcinał pasemko włosów i wypowiadając życzenia ciskał je w żar płomieni. Po dokonaniu postrzyżyn, którym długo jeszcze towarzyszyły obrzędowe pieśni, wędrowcy raz jeszcze podeszli do Piasta.
— Piaście, syn twój posiądzie włości i sławę wielkim księciem będąc… Na wieki ród twój królewskim uczyni, ziemie te rozsławiając… – przyszłość chłopcu przepowiedzieli, jako że żadnych innych darów dla niego nie mieli. To uczyniwszy i nad chatą Piasta i Rzepichy ponownie ów tajemniczy znak solarny czyniąc, w dalszą drogę ruszyli. Pozostali zaś kończąc uroczystość, podążyli do leżącego nieopodal świętego gaju, by żertwami5 duchy przodków uczcić.
Drugiego dnia wśród mieszkańców Kruszwicy rozeszła się wieść, iż kmiecie zbierają się by nowego księcia wybrać na miejsce nie lubianego Popiela. Ten bowiem niechętnie dzielił się władzą i coraz rzadziej organizował wiece, na których wspólnie winno się ważkie podejmować decyzje. Ze wszystkich stron schodzili się zacni gospodarze, podążając w kierunku kruszwickiego grodu. Po drodze wielu z nich zatrzymywało się przy nadal gościnnej zagrodzie Piasta. Ten witał ich serdecznie i mimo obaw czy aby w spiżarni starczy jadła dla wszystkich, nikomu go nie żałował. Z niepokojem jednak spoglądał na żonę, aż w końcu wysłał ją by sprawdziła ile jeszcze dobra zostało. Kiedy jednak Rzepicha pobiegła do komory, gdzie przechowywano zapasy, ze zdumieniem stwierdziła, że niemal nic z nich nie ubyło. Z beczki, z której jeszcze wczoraj częstowano dwóch nieznanych wędrowców, nie ubyła nawet kwarta piwa… A przecież właśnie napełniono nim wszystkie naczynia częstując nowo przybyłych. Podobnie było z mięsiwem, którego wcześniej kosztowali tajemniczy goście. Nadal, pomimo tego co już podano na stoły, zajmowało ono aż dziesięć cebrów. Zobaczywszy te cuda, Piast i Rzepicha zaraz domyślili się czyja to zasługa… W końcu wielu z ciągle częstowanych gości zaczęło chwalić gospodarność Piasta.
— Dobry z ciebie gospodarz, skoro masz zapasy dla tak wielkiej gromady… – mówili.
— Nie moja w tym zasługa – tłumaczył skromnie kołodziej. – Świętych snadź wędrowców wczoraj gościłem, których błogosławieństwo ową przychylność bogów mi zapewniło… Zdumieli się wszyscy i wysłuchawszy od Piasta całej historii zasiedli radzić.
— Nie trzeba nam iść dalej, szukać nowego księcia – zdecydowali. – Któż będzie lepszy niż ten, któremu sami bogowie sprzyjają? Toć widać, że kmieć ten choć ubogi, jest ich łaską obdarzony… Niech odtąd Piast mądrze i sprawiedliwie nam rządzi!
I w ten oto sposób Piast – kołodziej zasiadł na tronie w Kruszwicy. A tajemniczy wędrowcy? Kim byli? Skąd i dokąd zmierzali? Któż to wie… Ci co ucztowali na postrzyżynach Ziemowita twierdzili, że to wołchwowie6 lub nawet żercy7 byli… Być może arkońscy, zmierzający na świętą górę Ślężę. Inni powiadali jeszcze, że dotarłszy śćdzą8 do skraju pobliskiego lasu, przemienili się w dwa białe orły, które odleciały szybując wysoko. Jeszcze inni, że rozpłynęli się w rannej mgle, a ślady ich stóp urywały się raptem… Że pod postaciami dwóch wędrowców objawiły się Rodzanice9, a może nawet i sam Rod10
A przepowiednia? A jakże – spełniła się! Ziemowit zdobył sobie rozgłos zacnością i zaszczytną sławą, a po śmierci Popiela, z poważania ludu na tron powołany został. Granice swego księstwa rozszerzył zaś dalej, niż ktokolwiek przed nim. Po śmierci Ziemowita zasiadł zaś na tronie syn jego Leszek, a następnie wnuk Ziemomysł. Kolejny był prawnuk Mieszko, który przez siedem wiosen ślepy był od urodzenia. Kiedy jednak wedle zwyczaju i jemu odprawiano postrzyżyny, ten wzrok cudownie odzyskał… Ponoć to również wiązało się z tajemniczymi gośćmi i pewną przepowiednią… Że tak jak chłopak wzrok swój odzyskał w trakcie rodzimego, starego obrzędu, by w dalszym życiu zaoszczędzić sobie przyszłych potknięć, tak kraj ten by uniknąć wielu niebezpieczeństw, winien starą zachować wiarę… Ale to już zupełnie inna historia.

K O N I E C

  1. Szurek – chłopiec
  2. Białka— kobieta
  3. Kronika anonima zwanego Galem
  4. Fragment liturgii żerców Rodzimego Kościoła Polskiego
  5. Żartwa – ofiara
  6. Wołchw – wróżbita, czarownik, odpowiednik szamana
  7. Żerca – kapłan słowiański
  8. Śćdza – wąska ścieżka wydeptana najczęściej przez zwierzęta
  9. Rodzanice – boginie, przypuszczalnie córki Roda, pomagające mu w określaniu ludzkiego przeznaczenia i pilnujące by się dopełniło.
  10. Rod – bóg losu i przeznaczenia. Wyznaczał nowonarodzonym ich przyszły los, szczęście i długie życie lub troski i rychłą śmierć.

Komentarze 1 z 1 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Bartosz Kowa
09 Grudzień 2009, 17:57

No! Jest opowieść. Wcale nudna, człowiek nie haczy o zbędne słowa i czegoś się można dowiedzieć. Za przypisy wielki uścisk dłoni. Ciekawe, Bardzo dobre. Szkoda tylko, że mało oryginalna.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Źle czytać z monitora? - drukuj pobrane nowele PDF. Zaglądaj do ulubionej treści on-line, może być poprawiana lub rozwijana.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi