Niebezpieczna rusałka
1 głos
| Spis treści utworu |
|---|
| Niebezpieczna rusałka |
| Strona 2 |
| Strona 3 |
| Strona 4 |
| Strona 5 |
Ochłonął dopiero po dłuższym czasie. Wystraszył się jak dzieciak, a
przecież skończył już sześć lat i miał iść do pierwszej klasy. Dobrze,
że nikt tego nie widział! Ciotka stoi w progu domu, widocznie go wyglądała.
Paweł przeprosił za spóźnienie i opowiedział, jak spędził dzień. Nie
pominął nawet wiewiórki, tylko zmienił nieco miejsce jej spotkania, bo wstyd
mu było się przyznać, że złamał słowo i wszedł na teren zakazany. Co
prawda nie więcej niż na dziesięć – piętnaście metrów, ale jednak.
Ciotka w tym czasie szykowała kolację, a on umył ręce i wypakował zakupy.
Po kolacji, jak co wieczór, Paweł usiadł z ciotką na werandzie, wypatrując
pierwszych gwiazd.
— Ciociu – zaczął ostrożnie Paweł –
opowiedz mi jeszcze raz o tym bagnie.
— A co, zachciało ci się historii
o duchach? – uśmiechnęła się ciotka, nieco zdziwiona pytaniem.
— To tam są duchy? – teraz zdziwił się
Paweł.
— No, jeśli utonęli w nim ludzie, to
i duchy powinny być, prawda? – zażartowała.
— Chyba tak. Więc tam straszy?
— Można tak powiedzieć. Nikt jednak nie wie
tego na pewno, bo nie znajdzie się śmiałek, który by tam poszedł po
zmierzchu. W dzień zresztą też jest niebezpiecznie, ale duchy się wtedy
rzadziej pokazują.
— A ile osób tam zginęło?
— Dokładnie nie wiadomo. Z naszej wioski
i najbliżej okolicy mówi się o dziewięciu osobach, ale co do czterech są
wątpliwości.
— Jak to?
— Widzisz, ci ludzie zaginęli. Dopiero po
jakimś czasie, gdy bagno zmarzło, znaleziono ich szczątki lub rzeczy do nich
należące. Dlatego z całą pewnością wiemy, że te pięć osób
pochłonęło bagno. Po czterech innych całkiem ślad zaginął, co nie znaczy
że też się utopili. Mogli wyjechać, zacząć nowe życie i nawet umrzeć
z dala od rodzinnego domu.
— To by chyba znaczyło, że udało im się
przedostać przez bagno?
— Możliwe. Ale jak dotąd nikt nie wrócił,
żeby się tym pochwalić. Poza tym może nie poszli przez bagno. Widziano ich w
tamtej okolicy, ale przecież nikt nie sprawdzał, czy weszli na teren
moczarów.
— Od dawna macie to bagno?
— Jeśli nie od zawsze, to niewiele
krócej – uśmiechnęła się ciotka. – Moi dziadkowie też opowiadali
takie historie o ludziach, którzy tam zaginęli. A przedtem ich dziadkowie.
Tylko, że oni dodawali do swoich opowieści różne złe duchy, które jakoby
celowo zwodziły podróżnych i sprowadzały ich na manowce, by potem utopić w
bagnie. Często wabiły podróżnych jakąś błyskotką leżącą pod wodą, by
zaraz potem wciągnąć nieszczęśnika i utopić.
— Opowiedz mi taką historię, ciociu! –
zapalił się Paweł, choć błyskotka w wodzie przypomniała mu niedawne
przeżycia.
— Niezbyt dobrze je pamiętam. W jednej był
to duch zmarłego, który zginął gwałtowną śmiercią. W innej upiór,
utopiec, wodnik albo rusałka. Te ostatnie, zwykle pod postacią pięknych
kobiet, zwabiały mężczyzn prosto na bagna, gdzie się nieszczęśnicy topili.
I do tego sprowadza się sedno wszystkich tych historii. Jak sam widzisz, nie
ma co opowiadać.
— Co to znaczy, że ktoś zginął
gwałtowną śmiercią?
— To znaczy, że nie była to śmierć
naturalna, jak na przykład ze starości czy w wyniku choroby. Został zabity
lub popełnił samobójstwo.
— Acha. A ten wodnik i utopiec to co?
— To takie demony słowiańskie. Utopcem
stawał się ktoś utopiony i po śmierci starał się, żeby żywych spotkał
ten sam los. A wodnik wciągał kąpiących się lub pijących wodę z rzeki
czy jeziora. Czasem ich zabijał, a czasem czegoś żądał. Kazał sobie nawet
przyprowadzać dziecko ofiary jako zakładnika. Większość tych legend mówi
o istotach nadprzyrodzonych związanych z wodą lub duchach osób, które
zginęły w okolicy wody i teraz są skazane na wieczną tułaczkę, więc
mszczą się na żywych.
— A za co się mszczą?
— Hm… Właściwie to nie wiem. Może po
prostu zazdroszczą innym życia i dlatego próbują ich zabić?
— To bardzo nieładnie komuś
zazdrościć.
— Masz rację. Jeśli się jednak
zastanowić, to życie jest rzeczywiście najcenniejszą wartością i gdy taki
duch widzi, co na zawsze utracił… Kto wie, czy nawet szlachetny człowiek by
w końcu nie pozazdrościł…
— Taki człowiek poszedłby do nieba, a nie
błąkał się jako duch – zawyrokował Paweł.
Ciotka wybuchnęła śmiechem.
— Widzisz, jesteś mądrzejszy ode mnie!
Oczywiście, masz rację. Ale na dziś już wystarczy historii o duchach. Marsz
do łóżka!
Komentarze 1 z 1
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.



Anna Wołosiak
22 Listopad 2008, 12:58
Bez fajerwerków Ni mnie ten tekst grzeje ni ziębi. Momentami narracja nieco infantylna, momentami wdzierają się kolokwializmy.
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu