Niebezpieczna rusałka

Aneta Ponomarenko Nie mam konta w czytelni, ale mam opowieść. publikacja 16 Październik 2008, 17:20 Poprawki 10 Listopad 2009, 06:38 Gatunek Mity, prasłowiańskie Czytano 8584 razy
1 głos
Spis treści utworu
Niebezpieczna rusałka
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5

Ochłonął dopiero po dłuższym czasie. Wystraszył się jak dzieciak, a przecież skończył już sześć lat i miał iść do pierwszej klasy. Dobrze, że nikt tego nie widział! Ciotka stoi w progu domu, widocznie go wyglądała. Paweł przeprosił za spóźnienie i opowiedział, jak spędził dzień. Nie pominął nawet wiewiórki, tylko zmienił nieco miejsce jej spotkania, bo wstyd mu było się przyznać, że złamał słowo i wszedł na teren zakazany. Co prawda nie więcej niż na dziesięć – piętnaście metrów, ale jednak. Ciotka w tym czasie szykowała kolację, a on umył ręce i wypakował zakupy. Po kolacji, jak co wieczór, Paweł usiadł z ciotką na werandzie, wypatrując pierwszych gwiazd.
— Ciociu – zaczął ostrożnie Paweł – opowiedz mi jeszcze raz o tym bagnie.
— A co, zachciało ci się historii o duchach? – uśmiechnęła się ciotka, nieco zdziwiona pytaniem.
— To tam są duchy? – teraz zdziwił się Paweł.
— No, jeśli utonęli w nim ludzie, to i duchy powinny być, prawda? – zażartowała.
— Chyba tak. Więc tam straszy?
— Można tak powiedzieć. Nikt jednak nie wie tego na pewno, bo nie znajdzie się śmiałek, który by tam poszedł po zmierzchu. W dzień zresztą też jest niebezpiecznie, ale duchy się wtedy rzadziej pokazują.
— A ile osób tam zginęło?
— Dokładnie nie wiadomo. Z naszej wioski i najbliżej okolicy mówi się o dziewięciu osobach, ale co do czterech są wątpliwości.
— Jak to?
— Widzisz, ci ludzie zaginęli. Dopiero po jakimś czasie, gdy bagno zmarzło, znaleziono ich szczątki lub rzeczy do nich należące. Dlatego z całą pewnością wiemy, że te pięć osób pochłonęło bagno. Po czterech innych całkiem ślad zaginął, co nie znaczy że też się utopili. Mogli wyjechać, zacząć nowe życie i nawet umrzeć z dala od rodzinnego domu.
— To by chyba znaczyło, że udało im się przedostać przez bagno?
— Możliwe. Ale jak dotąd nikt nie wrócił, żeby się tym pochwalić. Poza tym może nie poszli przez bagno. Widziano ich w tamtej okolicy, ale przecież nikt nie sprawdzał, czy weszli na teren moczarów.
— Od dawna macie to bagno?
— Jeśli nie od zawsze, to niewiele krócej – uśmiechnęła się ciotka. – Moi dziadkowie też opowiadali takie historie o ludziach, którzy tam zaginęli. A przedtem ich dziadkowie. Tylko, że oni dodawali do swoich opowieści różne złe duchy, które jakoby celowo zwodziły podróżnych i sprowadzały ich na manowce, by potem utopić w bagnie. Często wabiły podróżnych jakąś błyskotką leżącą pod wodą, by zaraz potem wciągnąć nieszczęśnika i utopić.
— Opowiedz mi taką historię, ciociu! – zapalił się Paweł, choć błyskotka w wodzie przypomniała mu niedawne przeżycia.
— Niezbyt dobrze je pamiętam. W jednej był to duch zmarłego, który zginął gwałtowną śmiercią. W innej upiór, utopiec, wodnik albo rusałka. Te ostatnie, zwykle pod postacią pięknych kobiet, zwabiały mężczyzn prosto na bagna, gdzie się nieszczęśnicy topili. I do tego sprowadza się sedno wszystkich tych historii. Jak sam widzisz, nie ma co opowiadać.
— Co to znaczy, że ktoś zginął gwałtowną śmiercią?
— To znaczy, że nie była to śmierć naturalna, jak na przykład ze starości czy w wyniku choroby. Został zabity lub popełnił samobójstwo.
— Acha. A ten wodnik i utopiec to co?
— To takie demony słowiańskie. Utopcem stawał się ktoś utopiony i po śmierci starał się, żeby żywych spotkał ten sam los. A wodnik wciągał kąpiących się lub pijących wodę z rzeki czy jeziora. Czasem ich zabijał, a czasem czegoś żądał. Kazał sobie nawet przyprowadzać dziecko ofiary jako zakładnika. Większość tych legend mówi o istotach nadprzyrodzonych związanych z wodą lub duchach osób, które zginęły w okolicy wody i teraz są skazane na wieczną tułaczkę, więc mszczą się na żywych.
— A za co się mszczą?
— Hm… Właściwie to nie wiem. Może po prostu zazdroszczą innym życia i dlatego próbują ich zabić?
— To bardzo nieładnie komuś zazdrościć.
— Masz rację. Jeśli się jednak zastanowić, to życie jest rzeczywiście najcenniejszą wartością i gdy taki duch widzi, co na zawsze utracił… Kto wie, czy nawet szlachetny człowiek by w końcu nie pozazdrościł…
— Taki człowiek poszedłby do nieba, a nie błąkał się jako duch – zawyrokował Paweł.
Ciotka wybuchnęła śmiechem.
— Widzisz, jesteś mądrzejszy ode mnie! Oczywiście, masz rację. Ale na dziś już wystarczy historii o duchach. Marsz do łóżka!



Komentarze 1 z 1 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Anna Wołosiak
22 Listopad 2008, 12:58

Bez fajerwerków Ni mnie ten tekst grzeje ni ziębi. Momentami narracja nieco infantylna, momentami wdzierają się kolokwializmy.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Losowy tytuł - loteria nieocenionych przez Ciebie. Oceniaj i korzystaj z funkcji do odszukiwania nieczytanych opowieści.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi