Niebezpieczna rusałka
1 głos
| Spis treści utworu |
|---|
| Niebezpieczna rusałka |
| Strona 2 |
| Strona 3 |
| Strona 4 |
| Strona 5 |
Nazajutrz Paweł całe przedpołudnie zbierał z ciotką maliny i bób. Po
obiedzie mógł się iść bawić. W sadzie nudziło mu się trochę, w ogóle
najbliższą okolicę znał jak własną kieszeń. Zdecydowanie wolałby się
zapuścić gdzieś dalej. W końcu poszedł w stronę lasu za polem ciotki,
żeby sprawdzić, czy nie pokazały się już kurki. Byłaby pyszna kolacja!
Szedł zamyślony, nie zwracając uwagi na
okolicę. Tymczasem podświadomie tak manewrował, że ani się spostrzegł, jak
trafił w pobliże polanki z leśnym jeziorkiem i bagnem. Znów poczuł
nieprzepartą ochotę, by zajrzeć do wody i sprawdzić, co też tam
błyskało. Stał chwilę, mocując się z wyrzutami sumienia, ale jakby się
tak zastanowić, to co złego by się stało? Jeśli będzie ostrożnie stąpał
i sprawdzał, czy grunt jest twardy, to nic nie powinno się stać. Może sobie
znaleźć solidny kij, którym by badał drogę przed sobą. A zresztą przy
samym jeziorku wczoraj grunt był twardy jak kamień, więc tam na pewno jest
bezpiecznie. A w duchy przecież nie wierzy, choć przyjemnie się o nich
słucha.
Zanim się na coś zdecydował, usłyszał
szelest i kroki, kogoś przedzierającego się przez krzaki.
— Pokrzywy, psiakrew! – dobiegł jego uszu
jakiś męski nieznany głos.
Paweł szybko dał nurka w rosnące obok kępy
wielkich paproci, sprawdzając mimo woli, czy nie ma tam pokrzyw. Potem
ostrożnie wyjrzał, żeby zobaczyć kto idzie. Zobaczył mężczyznę w wieku
około trzydziestu lat, ubranego elegancko, co zupełnie nie pasowało do
leśnej eskapady. Mężczyzna miał jasne, krótko przystrzyżone włosy, jasny,
letni garnitur, białą koszulę i krawat. Nieznajomy akurat przystanął
i oparł się o pień drzewa. Otarł chusteczką spocone czoło i wyjął
z kieszeni telefon komórkowy. Wybrał jakiś numer i zaczął rozmowę. Głos
miał zirytowany, najwyraźniej coś mu się nie podobało.
— Wezwij pomoc drogową, ośle! Taki
samochód załatwiłeś, że się rozkraczył na środku drogi. I to gdzie? W
samym środku totalnego zadupia!
Nastała chwila milczenia, podczas której
mężczyzna prawdopodobnie wysłuchiwał odpowiedzi drugiej strony. Po chwili
znów podjął:
— Co ty nie powiesz?! – wybuchnął ze
złością. – Idę już z kilometr w tym upale i nie ma żadnych domów!
Nie, nie wiem, gdzie jestem! Mam GPS w komórce, to mnie namierz, do cholery!
Co? Dobra, poczekam, ale pospiesz się!
Z irytacją trzasnął klapką telefonu
i zapalił papierosa. Po chwili telefon znów zadzwonił.
— No? Na głowę upadłeś? Wsiadaj w
samochód i przyjeżdżaj! Oooooooo! Ależ cudo!
Ten ostatni okrzyk wyrażał zachwyt i nie
odnosił się bynajmniej do rozmówcy.
— Nie do ciebie, kretynie! Muszę kończyć,
a ty przyjeżdżaj. Tak, będę czekał – warknął. – Mam towarzystwo.
Czego nie rozumiesz? Nieważne, rusz wreszcie tyłek, baranie!
Paweł wyjrzał ostrożnie zza paproci. Był
ciekawy, co spowodowało ten niespodziewany zachwyt mężczyzny. Ze zdziwieniem
zobaczył plecy kobiety z długimi włosami sięgającymi pasa. Nie widział
jej twarzy, ale sądząc po zachwycie w oczach elegancika, musiała być ładna.
Zachowanie mężczyzny zmieniło się diametralnie i rozśmieszyło Pawła.
Przeginał się, zaglądał jej w oczy, obejmował ramieniem, usiłował
pocałować. Kobieta natomiast stała nieruchomo, jakby te zabiegi nie robiły
na niej wrażenia. Po chwili mężczyzna rozłożył pod drzewem marynarkę
i oboje usiedli. Ona coś nuciła.
Paweł, trochę zdrętwiały od długiego
kucania, uznał, że tamci są na tyle zajęci sobą, że może zmienić
pozycję. Ostrożnie zaczął wyprostowywać nogę, powodując szelest
zeschłych liści. Paweł zerknął w stronę pary i zdrętwiał
z przerażenia. Mężczyzna chyba w ogóle nic nie usłyszał, kobieta
natomiast!… Boże, co za oczy, pomyślał Paweł i znieruchomiał. Kobieta
rozglądała się wokół niczym gad, niemal w ogóle nie poruszając głową.
Oczy świeciły jej żółtym blaskiem, a źrenice! O, te były najgorsze!
Miały kształt elipsy ustawionej pionowo. Uśmiech nie schodził z jej warg,
ale Pawłowi przywodził on na myśl krwiożerczą piranię, szykująca się do
obiadu. Przeszedł go dreszcz, co spowodowało kolejny szelest suchych liści
i zmartwiał, widząc, że gadzie oczy zaczęły się wpatrywać dokładnie w
miejsce, w którym siedział. Kobieta uczyniła ruch, jakby zamierzała wstać,
ale mężczyzna skorzystał z jej nieuwagi i chwycił za rękę, obsypując
ją pocałunkami. Wtedy kobieta znów zwróciła się w jego stronę i coś
powiedziała.
Paweł nie usłyszał ani słowa. Nie
żałował tego jednak, pragnął bowiem znaleźć się jak najdalej stąd.
Poczuł, jak zimny pot spływa mu strumyczkami po plecach. Z trudem
powstrzymywał szczękanie zębami. Miał wrażenie, jakby lodowata dłoń
ściskała jego szamoczące się serce. Gorączkowo myślał, jak się stąd
wydostać, zanim ta straszna piękność podejdzie do niego. Był pewien, że
wyczuła jego obecność. Bał się, lecz desperacko postanowił wyjrzeć, by
zobaczyć, czy para jest na tyle zajęta, że mógłby się niepostrzeżenie
oddalić.
Tym razem nie wysunął głowy, lecz ostrożnie
rozchylił paprocie. Nadal widział plecy i włosy siedzącej kobiety.
Mężczyzna półleżał, obejmując ją ramieniem i co chwilę coś mówił,
ale na tyle cicho, że Paweł nie rozróżniał juz słów. Nagle kobieta
odwróciła się i spojrzała prosto na Pawła. Chłopak poczuł, jak włosy
jeżą mu się na głowie. Ta twarz! Czyste okrucieństwo! Uśmiechnęła się
z triumfem, a wargi odsłoniły potwornie ostre zęby. Pochyliła się nad
mężczyzną i jednym ruchem odgryzła mu częściowo głowę tak, że ta
zwisła do tyłu. Z przodu szyi ziała straszna rana. Wszystko trwało zaledwie
ułamki sekund.
Komentarze 1 z 1
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.



Anna Wołosiak
22 Listopad 2008, 12:58
Bez fajerwerków Ni mnie ten tekst grzeje ni ziębi. Momentami narracja nieco infantylna, momentami wdzierają się kolokwializmy.
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu