Niebezpieczna rusałka

Aneta Ponomarenko Nie mam konta w czytelni, ale mam opowieść. publikacja 16 Październik 2008, 17:20 Poprawki 10 Listopad 2009, 06:38 Gatunek Mity, prasłowiańskie Czytano 8691 razy
1 głos
Spis treści utworu
Niebezpieczna rusałka
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5

Kobieta znów odwróciła się w stronę Pawła, lecz tym razem jej twarz była ledwie widoczna zza spływającej po niej krwi mężczyzny. Przerażenie całkowicie go sparaliżowało. Nie mógł się ruszyć, nawet wtedy, gdy poczuł na nodze strugę gorącego moczu. Wstrząsały nim dreszcze, a umysł zaczął powoli odpływać, by nie popaść w szaleństwo po tym, czego był świadkiem. Przed oczyma chłopca stanęły błogie obrazy z wczesnego dzieciństwa, gdy ktoś go przytulał i okrywał kołderką. Teraz było mu potwornie zimno, trząsł się i słyszał szczękanie czyichś zębów. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że to jego własne zęby.
Z trwogą pomyślał, że to już koniec, ten potwór przebrany za kobietę pewnie zaraz stanie nad nim i też mu odgryzie mu głowę. Umysł chciał znów odpłynąć w bezpieczne wspomnienia, ale instynkt samozachowawczy nakazywał natychmiastową ucieczkę. Musiał się zmobilizować, tyle że to następowało za wolno! Paweł czuł, że siły i czucie w kończynach wracają mu zbyt powoli. O, już słychać nadchodzący od tamtej strony trzask łamanej gałązki i lekkie kroki oraz coś, jakby cichy warkot dobywający się czegoś, co na pewno nie było ludzkim gardłem. Paweł nie sądził, że można bać się jeszcze bardziej niż on przed chwilą, a jednak na ten dźwięk zalała go nowa fala obezwładniającego przerażenia. Wiedział, że nie ma już szans, nie zdoła uciec. Wciąż zaciskał oczy w nadziei, jakby mógł dzięki temu zniknąć. Wiedział, że to dziecinne, ale nic nie mógł na to poradzić. Mimo że spodziewał się najgorszego, przeżył szok, gdy nagle koścista dłoń zacisnęła się na jego ramieniu. Żołądek podskoczył mu do gardła, zmieniając się w gorącą, bolesną kulę. Wydawało się, że wszystko na moment zamarło w bezruchu.
Sekundę później tę straszliwą ciszę rozdarł dźwięk telefonu komórkowego. Paweł z trudem uniósł głowę i otworzył zaciśnięte dotąd oczy. Zobaczył, że kobieta zawahała się na moment i odwróciła w stronę ciała mężczyzny. Paweł w ostatnim akcie desperacji wyrwał się i wystrzelił z paproci jakby miał turbodoładowanie. Niewiele potem zapamiętał z samej ucieczki, poza tym, że w ręce potwora została część jego koszulki, a on pobił wszelkie rekordy szybkości. Zmordowany i zdyszany dotarł w końcu do domku ciotki.
— Dziecko! Co się stało? Jak ty wyglądasz?
Chłopiec nie był w stanie wykrztusić słowa, więc zaprowadziła go do kuchni, okryła kocem i przygotowała napar z jakichś ziół. Przypilnowała, by je wypił do ostatniej kropli i po chwili przestał się trząść i szczękać zębami. Uspokoił się na tyle, że mógł opowiedzieć, co mu się przydarzyło. Ciotka wysłuchała go w milczeniu, choć widział, jak zacisnęła usta, gdy przyznał się, że mimo jej zakazów poszedł na bagno.
— Czy ty mi wierzysz, ciociu? – zapytał w końcu nieśmiało.
— Wierzę, ci, Pawełku. Ale sam zobacz, do czego prowadzi nieposłuszeństwo – westchnęła. – No cóż, nic tak nie ciągnie jak zakazany owoc.
— Czy ona tu może przyjść? – zapytał i mimo woli zadygotał.
— Nie wiem – ciotka była przygnębiona. – Muszę poradzić się księdza Jankowskiego. Zostań tu chwilkę, ja do niego zadzwonię.
Paweł jednak za nic w świecie nie chciał zostać sam, więc podreptał za ciotką. Przysiadł przy niej na schodku w hallu i przysłuchiwał się rozmowie. Niewiele z niej zrozumiał poza przywitaniem, bo ciotka mówiła krótko i enigmatycznie.
— Chłopiec był tam, ledwo uciekł.
Słuchała przez chwilę w milczeniu, potem powiedziała:
— Złapała go za ramię.
Znów chwila ciszy i w końcu Paweł usłyszał:
— Tak. Czekam.
Odłożyła słuchawkę i zwróciła się do chłopca.
— Jeśli masz jeszcze trochę siły, to pomóż mi zabezpieczyć dom.
Następne pół godziny spędzili, rysując poświęconą kredą krzyże na wszystkich oknach, drzwiach i ścianach. Ciotka weszła nawet na dach i namalowała krzyż także na kominie. Potem we wszystkich otworach wieszali wiązki suszonego piołunu i główki czosnku, choć słyszał, jak ciotka mruczała do siebie, że to strata czasu. Gdy ją o to zapytał, odburknęła:
— Nie wiem, czy to coś pomoże, ale strzeżonego pan Bóg strzeże.
Z tym akurat się zgadzał i już z własnej inicjatywy zawiesił nad drzwiami wejściowymi różaniec i poumieszczał w oknach obrazki ze świętymi, które znalazł w modlitewniku. Ciotka skrzywiła się, ale nic nie powiedziała. Po kwadransie usłyszeli prychający samochód i w progu stanął proboszcz.
— Pochwalony! – zagrzmiał na powitanie, a jego wielka, barczysta postać wypełniła całe drzwi. Musiał się pochylić, by nie zawadzić głową o futrynę. Paweł na jego widok nabrał otuchy. – Przywiozłem wodę święconą – i machnął pięciolitrowym baniakiem, jakby ten nic nie ważył. – Masz spryskiwacz? Tak będzie szybciej.
Ciotka skinęła głową i poszperała w szafie. Wyjęła dwie butelki z płynem do mycia szyb, których zawartość przelała do słoików. Starannie opłukała butelki, a ksiądz napełnił je wodą święconą.



Komentarze 1 z 1 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Anna Wołosiak
22 Listopad 2008, 12:58

Bez fajerwerków Ni mnie ten tekst grzeje ni ziębi. Momentami narracja nieco infantylna, momentami wdzierają się kolokwializmy.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Źle czytać z monitora? - drukuj pobrane nowele PDF. Zaglądaj do ulubionej treści on-line, może być poprawiana lub rozwijana.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi