Niebezpieczna rusałka
1 głos
| Spis treści utworu |
|---|
| Niebezpieczna rusałka |
| Strona 2 |
| Strona 3 |
| Strona 4 |
| Strona 5 |
Kobieta znów odwróciła się w stronę Pawła, lecz tym razem jej twarz
była ledwie widoczna zza spływającej po niej krwi mężczyzny. Przerażenie
całkowicie go sparaliżowało. Nie mógł się ruszyć, nawet wtedy, gdy
poczuł na nodze strugę gorącego moczu. Wstrząsały nim dreszcze, a umysł
zaczął powoli odpływać, by nie popaść w szaleństwo po tym, czego był
świadkiem. Przed oczyma chłopca stanęły błogie obrazy z wczesnego
dzieciństwa, gdy ktoś go przytulał i okrywał kołderką. Teraz było mu
potwornie zimno, trząsł się i słyszał szczękanie czyichś zębów.
Dopiero po chwili uświadomił sobie, że to jego własne zęby.
Z trwogą pomyślał, że to już koniec, ten
potwór przebrany za kobietę pewnie zaraz stanie nad nim i też mu odgryzie mu
głowę. Umysł chciał znów odpłynąć w bezpieczne wspomnienia, ale instynkt
samozachowawczy nakazywał natychmiastową ucieczkę. Musiał się
zmobilizować, tyle że to następowało za wolno! Paweł czuł, że siły
i czucie w kończynach wracają mu zbyt powoli. O, już słychać nadchodzący
od tamtej strony trzask łamanej gałązki i lekkie kroki oraz coś, jakby
cichy warkot dobywający się czegoś, co na pewno nie było ludzkim gardłem.
Paweł nie sądził, że można bać się jeszcze bardziej niż on przed
chwilą, a jednak na ten dźwięk zalała go nowa fala obezwładniającego
przerażenia. Wiedział, że nie ma już szans, nie zdoła uciec. Wciąż
zaciskał oczy w nadziei, jakby mógł dzięki temu zniknąć. Wiedział, że to
dziecinne, ale nic nie mógł na to poradzić. Mimo że spodziewał się
najgorszego, przeżył szok, gdy nagle koścista dłoń zacisnęła się na jego
ramieniu. Żołądek podskoczył mu do gardła, zmieniając się w gorącą,
bolesną kulę. Wydawało się, że wszystko na moment zamarło w bezruchu.
Sekundę później tę straszliwą ciszę
rozdarł dźwięk telefonu komórkowego. Paweł z trudem uniósł głowę
i otworzył zaciśnięte dotąd oczy. Zobaczył, że kobieta zawahała się na
moment i odwróciła w stronę ciała mężczyzny. Paweł w ostatnim akcie
desperacji wyrwał się i wystrzelił z paproci jakby miał turbodoładowanie.
Niewiele potem zapamiętał z samej ucieczki, poza tym, że w ręce potwora
została część jego koszulki, a on pobił wszelkie rekordy szybkości.
Zmordowany i zdyszany dotarł w końcu do domku ciotki.
— Dziecko! Co się stało? Jak ty
wyglądasz?
Chłopiec nie był w stanie wykrztusić słowa,
więc zaprowadziła go do kuchni, okryła kocem i przygotowała napar
z jakichś ziół. Przypilnowała, by je wypił do ostatniej kropli i po
chwili przestał się trząść i szczękać zębami. Uspokoił się na tyle,
że mógł opowiedzieć, co mu się przydarzyło. Ciotka wysłuchała go w
milczeniu, choć widział, jak zacisnęła usta, gdy przyznał się, że mimo
jej zakazów poszedł na bagno.
— Czy ty mi wierzysz, ciociu? – zapytał w
końcu nieśmiało.
— Wierzę, ci, Pawełku. Ale sam zobacz, do
czego prowadzi nieposłuszeństwo – westchnęła. – No cóż, nic tak nie
ciągnie jak zakazany owoc.
— Czy ona tu może przyjść? – zapytał
i mimo woli zadygotał.
— Nie wiem – ciotka była
przygnębiona. – Muszę poradzić się księdza Jankowskiego. Zostań tu
chwilkę, ja do niego zadzwonię.
Paweł jednak za nic w świecie nie chciał
zostać sam, więc podreptał za ciotką. Przysiadł przy niej na schodku w
hallu i przysłuchiwał się rozmowie. Niewiele z niej zrozumiał poza
przywitaniem, bo ciotka mówiła krótko i enigmatycznie.
— Chłopiec był tam, ledwo uciekł.
Słuchała przez chwilę w milczeniu, potem
powiedziała:
— Złapała go za ramię.
Znów chwila ciszy i w końcu Paweł
usłyszał:
— Tak. Czekam.
Odłożyła słuchawkę i zwróciła się do
chłopca.
— Jeśli masz jeszcze trochę siły, to
pomóż mi zabezpieczyć dom.
Następne pół godziny spędzili, rysując
poświęconą kredą krzyże na wszystkich oknach, drzwiach i ścianach. Ciotka
weszła nawet na dach i namalowała krzyż także na kominie. Potem we
wszystkich otworach wieszali wiązki suszonego piołunu i główki czosnku,
choć słyszał, jak ciotka mruczała do siebie, że to strata czasu. Gdy ją
o to zapytał, odburknęła:
— Nie wiem, czy to coś pomoże, ale
strzeżonego pan Bóg strzeże.
Z tym akurat się zgadzał i już z własnej
inicjatywy zawiesił nad drzwiami wejściowymi różaniec i poumieszczał w
oknach obrazki ze świętymi, które znalazł w modlitewniku. Ciotka skrzywiła
się, ale nic nie powiedziała. Po kwadransie usłyszeli prychający samochód
i w progu stanął proboszcz.
— Pochwalony! – zagrzmiał na powitanie, a
jego wielka, barczysta postać wypełniła całe drzwi. Musiał się pochylić,
by nie zawadzić głową o futrynę. Paweł na jego widok nabrał otuchy. –
Przywiozłem wodę święconą – i machnął pięciolitrowym baniakiem,
jakby ten nic nie ważył. – Masz spryskiwacz? Tak będzie szybciej.
Ciotka skinęła głową i poszperała w
szafie. Wyjęła dwie butelki z płynem do mycia szyb, których zawartość
przelała do słoików. Starannie opłukała butelki, a ksiądz napełnił je
wodą święconą.
Komentarze 1 z 1
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.



Anna Wołosiak
22 Listopad 2008, 12:58
Bez fajerwerków Ni mnie ten tekst grzeje ni ziębi. Momentami narracja nieco infantylna, momentami wdzierają się kolokwializmy.
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu