Prasłowiańska Zamieć

Darek Domagalski publikacja 30 Wrzesień 2008, 16:03 Poprawki 10 Listopad 2009, 04:22 Gatunek Mity, prasłowiańskie Czytano 12286 razy
3 głosy
Spis treści utworu
Prasłowiańska Zamieć
2. Wyjście z portu
3. Nowa Prawda
4. Przewrót, na bogów?
5. Księga Welesa
6. Razy Pięścią
7. To ja, Wrona...
8. Ofiara w Panierce
9. Nie koleś! - Swaróg!
10. Dym w Wyraju
11. Dryf na Spitsbergen

Co się urodzi musi też umrzeć, ale co umrze również się odrodzi

-1-

Dumnie kroczyłem w kierunku swojej kajuty. Dostojnie, majestatycznie, rzekłbym nawet – ostentacyjnie, żeby wszyscy zdążyli zauważyć złote pagony na moim mundurze. Insygnia składały się z trzech wąskich, prostych galonów i czwartego, z pętelką na górze. Tak, dobrze zgadliście. Dostałem awans na kapitana.
Nareszcie. Należał mi się od dawna.
Odsłużyłem na okręcie podwodnym pięć lat, w trudzie i znoju, pokonując własne słabości. Właściwie to częściej one pokonywały mnie. W każdym razie i tak byłem weteranem tych walk. Niemniej, awans zawsze z jakichś błahych powodów był odsuwany w czasie. A to, że pijany na służbie, a to, że nie w ten cel torpedy odpalone, a to, że nie w porę o ataku Cthulhu ostrzegłem. Myślę, że głównym powodem były tu jednak uprzedzenia dowództwa i raporty księdza Henryka. Ten zapijaczony klecha, donosił o moich zainteresowaniach parapsychologią i ezoteryką, a komandory w admiralicji to wszystko święte. Każdego ranka do kaplicy biegają, zdrowaśki w południe klepią i zamiast tradycyjnego „Czołem“ witają się: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica“. Podobno w następnym roku będzie to już oficjalne przywitanie na okrętach Polskiej Marynarki Wojennej
Zastanawiam się, jak zareaguje na to komandor podporucznik Włodzimierz Borsuk.
Pewnego razu na bankiecie w admiralicji, znany ze swoich sympatii do poprzedniej epoki, po wypiciu przemysłowej ilości alkoholu (która w jego wypadku oznacza dwa razy więcej, niż przewiduje śmiertelna dawka), gdy zebrane towarzystwo śpiewało papieską „Barkę“, wstał i na całe gardło ryknął:

Rascwietali jabloni i gruszy,
Poplyli tumany nad rekoj
Wyhodila na bierieg Katiusza
Na wysokij bierieg, na krutoj

Podobno po tym występie przydziału sztabowego już nigdy nie otrzymał.

-2-

– Cześć! – Porucznik Jan Maria Kózka, drugi oficer na ORP „Dzik“, dogonił mnie na korytarzu. Spojrzał wodnistymi, chytrymi oczkami na moje kapitańskie insygnia.
— Uuu… A jednak to prawda. Dostałeś awans? – Niedowierzanie i ironia w jego głosie rozdrażniły mnie. Jakoś nie mogłem polubić tego aroganckiego, pewnego siebie dupka. Nie dość, że na każdym kroku właził w tyłek Staremu, to jeszcze miał plecy w admiralicji. Jego wujek był prezesem skrajnie prawicowej partii, znajdującej się obecnie u steru władzy. To wystarczyło, żeby naraził się na ostracyzm załogi. Budził też niechęć w Borsuku: im więcej dowódca antypatii okazywał Kózce, tym bardziej Kózka starał się mu podlizywać. Oczywiście nie dotyczyło to innych oficerów. Tutaj Jan Maria wykazywał kompletny brak szacunku, nawet dla starszych stopniem.
— Kózka, sprawdź, czy cię w maszynowni nie ma – zignorowałem jego zaczepkę.
— Nie ma. Przecież jestem tutaj – zamrugał oczami zaskoczony. Inteligencja nie była jego mocną stroną.
Chcesz czegoś? Czy tak towarzysko zagaiłeś? – odburknąłem.
Kózka spojrzał na mnie spode łba, wydął gniewnie usta i prawdopodobnie odszedłby obrażony, widocznie jednak sprawa była na tyle intrygująca, że przezwyciężył urażoną dumę.
Coś się dzieje – rozpoczął konspiracyjnie.
Zastanawiam się, dlaczego ludzie związani z prawicą mają takie nawyki. Szepty, rozglądanie się na boki, totalna konspira. Pewnie to genetyczne lub memetyczne uwarunkowanie od czasów podziemia.
— Wyobraź sobie, że tym razem w rejs zabieramy pasażerów. Godzinę temu na pokład weszła grupa podejrzanych jak dla mnie osób? – Dla porucznika Kózki to nic nowego. Paranoję odziedziczył po ojcu i wujku, którzy aktywnie walczyli z komuną. Zamiast bajek dla dzieci karmiony był kombatanckimi opowieściami o roznoszeniu ulotek i bohaterskim uciekaniu przed ubekami. – Mnie tam wyglądają na byłych ubeków.
No i potwierdziły się moje podejrzenia. Totalna paranoja.
— Dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Nie zdążyłem im się dobrze przyjrzeć, bo Stary ich od razu do swojej kajuty zgarnął i zamknął drzwi. Siedzą tam jeszcze i gadają. Borsuk wyszedł tylko na chwilę i kazał przygotować kajuty dla gości. Był podenerwowany. Coś się dzieje, a ja nie wiem, o co chodzi – To musiało być dla Kózki niezwykle frustrujące. Odkąd pamiętam, wszędzie wtykał swój kozi nos. Nie do pomyślenia, żeby nie posiadał wiedzy o tym, co się dzieje na okręcie.
— I wiesz, co ci jeszcze powiem?
— Co? – odparłem zniecierpliwiony.
— Wydaje mi się, że admiralicja nic nie wie. Stary zachowywał się tak, jakby obecność gości na pokładzie chciał ukryć. Myślisz, że powinienem o tym donieść?
— Oczywiście, Kózka, oczywiście.
Sykofant pierdolony.
Wzruszyłem ramionami, wyminąłem zadumanego Kózkę i skierowałem się w stronę luków torpedowych. Odchodząc usłyszałem jeszcze, jak wyciąga komórkę i dzwoni do sztabu.

-3-

Wiecie, do czego służą luki torpedowe na okręcie podwodnym? Do przechowywania torped, powiecie. Teoretycznie tak. Może na innych okrętach, ale nie na ORP „Dzik“. Najnowocześniejszy okręt podwodny Polskiej Marynarki Wojennej uchodził za najnowocześniejszy dlatego, że gdy wychodził z portu, nie musiał towarzyszyć mu pływający dźwig typu „Maja“. Jako jedyny w naszej flocie okręt podwodny potrafił wynurzyć się bez pomocy lin i haków. Dawało to niezwykły komfort pracy. Niestety załadunek i wyładunek torped przy każdym rejsie za dużo kosztował podatników, więc ORP „Dzik“ pływał z pustymi lukami. Nie oznacza to jednak, że tak duża przestrzeń marnowała się, o nie. Marynarze magazynowali tam swoje rzeczy osobiste, żeby nie zalegały w kajutach. Pożyteczne rozwiązanie.
Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy wchodząc do przedziału torpedowego, zobaczyłem tam torpedy. Tak jest. Prawdziwe, śliczne, metaliczne i lśniące torpedy. Szok.
Kurwa mać – usłyszałem za sobą głos bosmana.
Zazwyczaj milczący, uważny, wyważony emocjonalnie chłop jak dąb z lubelskiego mówił niewiele, ale kiedy już mówił, to konkrety.
— Racja, bosmanie – przytaknąłem.
— Widział pan porucznik… – na szczęście szybko się zreflektował – pan kapitan kiedyś coś takiego?
— Nigdy.
— Wojna jakaś czy co? – To się chłop rozgadał.
— Pewnie na odprawie dowiemy się, o co chodzi – uspokajałem. Mimo to kręciłem głową, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę.
— Gdzie my teraz będziemy spirytus trzymać? – jęknął bosman.
— O tym nie pomyślałem. Zabranie torped na pokład „Dzika“ wiązało się z większymi niedogodnościami, niż można było przypuszczać.
Dalsze moje rozmyślania zostały brutalnie przerwane przez syrenę alarmową, która rozległa się na całym okręcie.



Komentarze 3 z 3 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Bartosz Kowa
30 Wrzesień 2008, 18:10

Prawie odyseja polska Nasuwają się pytania. Fabuła zdradza cechy bohaterów i przygody, które już przed wydarzeniami tej opowieści musiały być obrazowane bardziej. Przygody załogi okrętu ORP Dzik to faktycznie kolejny epizod z serii, tego samego autora, a publikowane drukiem w periodyku SFFiH w 2006 roku.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Anna Wołosiak
01 Październik 2008, 17:43

Komentarz chyba zbędny Tekst jest po prostu bardzo dobry, a nawet lepszy (no nie, jeszcze nie "Arcydzieło" :P ). Owszem, miałabym do niego szereg uwag natury technicznej, ale szkoda na to czasu, poza tym w komentarzach i tak jest za mało miejsca. ;) 
Natomiast czyta się to z prawdziwą przyjemnością. Po prostu. :)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Maciej Domagalski
03 Październik 2008, 01:31

kto powiedział że to pijacka załoga?! Żeby nie wyszło na wazeliniarstwo, ja z tym panem nie mam nic wspólnego. To po prostu zbieżność nazwisk! ;) Oczywiście żart. ORP jest nie do zdarcia, szkoda tylko że dalsze dzieje najbardziej zaawansowanego technicznie okrętu polskiego poszły w las, a miejsce zastąpiły jakiechś Grunwaldy. Miejmy nadzieję, że "ORP Dzik" jeszcze powróci do łask autora. A tak nawiasem mówiąc czytałem lepsze opowiadanka o zwariowanej załodze Dzika. Może jeszcze ujrzymy je na łamach Baśni.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi