Prasłowiańska Zamieć

Darek Domagalski publikacja 30 Wrzesień 2008, 16:03 Poprawki 10 Listopad 2009, 04:22 Gatunek Mity, prasłowiańskie Czytano 12558 razy
3 głosy
Spis treści utworu
Prasłowiańska Zamieć
2. Wyjście z portu
3. Nowa Prawda
4. Przewrót, na bogów?
5. Księga Welesa
6. Razy Pięścią
7. To ja, Wrona...
8. Ofiara w Panierce
9. Nie koleś! - Swaróg!
10. Dym w Wyraju
11. Dryf na Spitsbergen

-8-

– Co?! Czapa?! – Wrona zerwał się na równe nogi. Jednakże pod surowym spojrzeniem dowódcy opadł z powrotem na krzesło. – No to w takim układzie o awansie mogę spokojnie zapomnieć – mruknął już tylko do siebie.
W mesie rozległ się gwar podniesionych głosów. Ksiądz Henryk przeżegnał się kilka razy. Jeden z bliźniaków spytał naiwnie, czy można się jeszcze wypisać. Drugi zaczął się histerycznie śmiać. Któryś z młodszych chorążych zaczął uciekać, krzycząc coś o szalupie ratunkowej. Biedny idiota zapomniał, że jest na okręcie podwodnym.
Wtedy z krzesła podniósł się bosman. Milczący, skupiony, jakby nie przestawał medytować, lub po prostu analizował i układał sobie wszystko w głowie.
— Zamknąć ryje, jak pan komandor mówi! – ryknął na całe gardło.
Cisza, jaka zaległa w mesie, mogła śmiało konkurować z idealną ciszą próżni kosmicznej. Słychać było tylko, jak siedząca na suficie mucha czułki sobie czyści. Ksiądz Henryk nawet przestał się żegnać.
— Dziękuję, bosmanie. – Borsuk skinął głową i kontynuował swój wywód – Panowie. Ojczyzna jest zagrożona. Do władzy w Polsce doszły te… jak im tam?
— Skurwysyny? – podpowiedział Wrona.
— Nie. Ignoranci. Ludzie niekompetentni.
— Zostali wybrani w demokratycznych wyborach – oponowałem.
Stary spojrzał na mnie spode łba, wydął wargi i już chciał powiedzieć, co sądzi o całej tej demokracji, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
— Nie będę owijał w bawełnę. W naszej ojczyźnie nie dzieje się dobrze. Bezrobocie, masowa emigracja, złe zarządzanie gospodarką kraju, afery na najwyższych szczeblach władzy. Już od dłuższego czasu wysocy rangą oficerowie planowali przewrót wojskowy. Zaangażowali w to flotę, siły powietrzne, nawet zielone wojsko – grymas przemknął po jego twarzy. Wiadomo, flota z piechotą nigdy się nie dogadywała. Sytuacja musiała być poważna, skoro doszło do takiej współpracy. – Chcemy usunąć z kluczowych dla państwa stanowisk ludzi chciwych, skorumpowanych i zwyczajnie głupich.
— To kto zostanie? – bąknął Wrona.
— Oczywiście zaraz po przywróceniu porządku oddamy władzę w odpowiedzialne i kompetentne ręce.
— Czyli komu? – spytałem.
Borsuk spojrzał na mnie z niechęcią po raz drugi w ciągu ostatniej minuty.
— W odpowiednie i kompetentne ręce – powtórzył z naciskiem.
— W takim razie, jakie są dalsze plany?
— Nasz okręt na podstawie zarządzenia Rady Rewolucyjnej – już miałem zapytać, kto wchodzi w skład tej rady, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język – otrzymał zadanie bardzo ważne dla dalszego powodzenia przedsięwzięcia. W celu wykonania misji obraliśmy kurs do punktu 44? E i 88? N…
— Morze Barentsa! – zawołał jeden z bliźniaków.
— To już prawie Artyka! – zawtórował mu drugi.
— Po co tam płyniemy? – chciałem wiedzieć.
— Musimy pozyskać sojuszników – odpowiedział Borsuk.
— Ruskich?! – oburzył się Wrona.
— Nie. Kogoś potężniejszego.

-9-

Są takie chwile w życiu człowieka, kiedy uświadamia sobie, że niewiele jeszcze widział i doświadczył. Chwile, w których wali się cały jego światopogląd, w których stwierdza, że świat tak naprawdę nie jest stabilny, lecz szalony, wariacki i nonsensowny. Teraz taka właśnie chwila nadeszła dla mnie.
Po raz drugi mesa przekształciła się w kosmiczną próżnię. Nawet mucha przestała czyścić czułki.
Jak mają zareagować ludzie, którzy pół godziny temu dowiedzieli się, że zostali wspólnikami porwania okrętu wojennego, piętnaście minut temu, że uczestniczą w puczu wojskowym, a pięć minut temu, że płyną na rokowania ze starosłowiańskimi bóstwami w sprawie pomocy militarnej? Jest takie powiedzenie o szczękach zbieranych z podłogi. Wiecie co? Ono wcale nie jest tak abstrakcyjne, jakby się mogło wydawać.
Pierwszy zareagował ksiądz Henryk.
— To bluźnierstwo! Ja na to nie pozwolę! Katolikowi się godzi się wzywać jakichś Świętowitów, Swarożyców, Perunów i innych pogańskich bóstw. O pertraktacjach z nimi nie wspominając!
— Wiem, co ksiądz czuje – odparł spokojnie Stary. – Ja na ten przykład jestem ateistą i coś takiego burzy też mój światopogląd. Ale co robić, wyższa racja. Racja stanu.
Ksiądz Henryk chwycił się za głowę, zamknął oczy i zaczął klepać zdrowaśki.
Dlaczego akurat 44? E i 88? N? – zapytałem.
Chodzi o portal do Wyraju, krainy zamieszkiwanej przez bogów. Otwiera się
raz w roku, czwartego kwietnia, dokładnie na tej szerokości i długości geograficznej. Ma to związek z magiczną liczbą 44. Pamiętacie, Pierwszy, ze szkoły tego wieszcza Ignacego Mickiewicza?
— Adama – poprawiłem.
— No właśnie. Adama Ignacego Mickiewicza. A imię jego będzie czterdzieści i cztery. Cztery razy po 44. Czwarty kwiecień, długość geograficzna 44 i dwa razy po 44 w szerokości geograficznej.
— I tak po prostu portal się dla nas otworzy?
— Nie tak po prostu? – Dowódca zmarszczył czoło. – Potrzebny będzie obrzęd otwarcia bramy. Musi go odprawić kapłan.
— I komandor myśli, że ksiądz Henryk się zgodzi? – zapytałem z powątpiewaniem.
— Nigdy! – Klecha poderwał się z krzesła.
— Nie! Nie on! – zaprzeczył natychmiast Stary. – Portal otworzą żercy i kapłanki z Rodzimego Kościoła Polskiego.
— Jak rozumiem, to właśnie nasi goście?
— Tak.
— Ostatnie pytanie, komandorze.
— Słucham, Pierwszy.
— Załóżmy, że bezpiecznie dotrzemy na Morze Barentsa, odnajdziemy portal, nasi pogańscy przyjaciele go otworzą, wpłyniemy do Wyraju i odnajdziemy kompetentnych słowiańskich bogów. Kto będzie z nimi negocjował?
Dowódca był wyraźnie skonsternowany.
— Wychodzi na to, że ja – odparł.
Jęknąłem w duchu.
Przeczuwałem kłopoty. Duże kłopoty.

-10-

Rozeszliśmy się do swoich obowiązków i kolejne dni, mimo towarzyszącego nam napięcia, upływały spokojnie. Nawet dużo nie piliśmy.
ORP „Dzik“ szedł pełnym ciągiem jakieś sto metrów pod powierzchnią wody i byłem pewny, że na polskich wodach terytorialnych nikt nas nie wykryje. Co będzie dalej, gdy wejdziemy na Morze Północne, a potem w strefę operacyjną Rosyjskiej Floty Północnej? O tym wolałem nie myśleć.
Radiotelegrafista poinformował nas o sytuacji w kraju. Druga dywizja zmechanizowana z okręgu śląskiego ruszyła na Warszawę, lotniska w Pruszczu Gdańskim i Babich Dołach zostały opanowane przez rebeliantów pod dowództwem Bronka, kolegi Borsuka ze szkolnej ławy. Zdobyli eskadrę F-16, kilka migów i śmigłowców uderzeniowych. Oddział specjalny ?Formozy? przyłączył się do buntu, ?Grom? zaś pozostał wierny Rządowi. Korzystając z zamieszania Gdańsk ogłosił się Wolnym Miastem, Kraków ponownie stał się stolicą, Śląsk zadeklarował chęć stworzenia niezależnego państwa, a w Lublinie reaktywowano Manifest Lipcowy i wywieszono czerwone flagi.
Prezydent wprowadził stan wojenny.
Niezła chryja.



Komentarze 3 z 3 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Bartosz Kowa
30 Wrzesień 2008, 18:10

Prawie odyseja polska Nasuwają się pytania. Fabuła zdradza cechy bohaterów i przygody, które już przed wydarzeniami tej opowieści musiały być obrazowane bardziej. Przygody załogi okrętu ORP Dzik to faktycznie kolejny epizod z serii, tego samego autora, a publikowane drukiem w periodyku SFFiH w 2006 roku.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Anna Wołosiak
01 Październik 2008, 17:43

Komentarz chyba zbędny Tekst jest po prostu bardzo dobry, a nawet lepszy (no nie, jeszcze nie "Arcydzieło" :P ). Owszem, miałabym do niego szereg uwag natury technicznej, ale szkoda na to czasu, poza tym w komentarzach i tak jest za mało miejsca. ;) 
Natomiast czyta się to z prawdziwą przyjemnością. Po prostu. :)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Maciej Domagalski
03 Październik 2008, 01:31

kto powiedział że to pijacka załoga?! Żeby nie wyszło na wazeliniarstwo, ja z tym panem nie mam nic wspólnego. To po prostu zbieżność nazwisk! ;) Oczywiście żart. ORP jest nie do zdarcia, szkoda tylko że dalsze dzieje najbardziej zaawansowanego technicznie okrętu polskiego poszły w las, a miejsce zastąpiły jakiechś Grunwaldy. Miejmy nadzieję, że "ORP Dzik" jeszcze powróci do łask autora. A tak nawiasem mówiąc czytałem lepsze opowiadanka o zwariowanej załodze Dzika. Może jeszcze ujrzymy je na łamach Baśni.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi