Prasłowiańska Zamieć
3 głosy
-8-
– Co?! Czapa?! – Wrona zerwał się na równe nogi. Jednakże pod
surowym spojrzeniem dowódcy opadł z powrotem na krzesło. – No to w takim
układzie o awansie mogę spokojnie zapomnieć – mruknął już tylko do
siebie.
W mesie rozległ się gwar podniesionych
głosów. Ksiądz Henryk przeżegnał się kilka razy. Jeden z bliźniaków
spytał naiwnie, czy można się jeszcze wypisać. Drugi zaczął się
histerycznie śmiać. Któryś z młodszych chorążych zaczął uciekać,
krzycząc coś o szalupie ratunkowej. Biedny idiota zapomniał, że jest na
okręcie podwodnym.
Wtedy z krzesła podniósł się bosman.
Milczący, skupiony, jakby nie przestawał medytować, lub po prostu analizował
i układał sobie wszystko w głowie.
— Zamknąć ryje, jak pan komandor
mówi! – ryknął na całe gardło.
Cisza, jaka zaległa w mesie, mogła śmiało
konkurować z idealną ciszą próżni kosmicznej. Słychać było tylko, jak
siedząca na suficie mucha czułki sobie czyści. Ksiądz Henryk nawet przestał
się żegnać.
— Dziękuję, bosmanie. – Borsuk skinął
głową i kontynuował swój wywód – Panowie. Ojczyzna jest zagrożona. Do
władzy w Polsce doszły te… jak im tam?
— Skurwysyny? – podpowiedział Wrona.
— Nie. Ignoranci. Ludzie niekompetentni.
— Zostali wybrani w demokratycznych
wyborach – oponowałem.
Stary spojrzał na mnie spode łba, wydął
wargi i już chciał powiedzieć, co sądzi o całej tej demokracji, ale w
ostatniej chwili się powstrzymał.
— Nie będę owijał w bawełnę. W naszej
ojczyźnie nie dzieje się dobrze. Bezrobocie, masowa emigracja, złe
zarządzanie gospodarką kraju, afery na najwyższych szczeblach władzy. Już
od dłuższego czasu wysocy rangą oficerowie planowali przewrót wojskowy.
Zaangażowali w to flotę, siły powietrzne, nawet zielone wojsko – grymas
przemknął po jego twarzy. Wiadomo, flota z piechotą nigdy się nie
dogadywała. Sytuacja musiała być poważna, skoro doszło do takiej
współpracy. – Chcemy usunąć z kluczowych dla państwa stanowisk ludzi
chciwych, skorumpowanych i zwyczajnie głupich.
— To kto zostanie? – bąknął Wrona.
— Oczywiście zaraz po przywróceniu
porządku oddamy władzę w odpowiedzialne i kompetentne ręce.
— Czyli komu? – spytałem.
Borsuk spojrzał na mnie z niechęcią po raz
drugi w ciągu ostatniej minuty.
— W odpowiednie i kompetentne ręce –
powtórzył z naciskiem.
— W takim razie, jakie są dalsze plany?
— Nasz okręt na podstawie zarządzenia Rady
Rewolucyjnej – już miałem zapytać, kto wchodzi w skład tej rady, ale w
ostatniej chwili ugryzłem się w język – otrzymał zadanie bardzo ważne
dla dalszego powodzenia przedsięwzięcia. W celu wykonania misji obraliśmy
kurs do punktu 44? E i 88? N…
— Morze Barentsa! – zawołał jeden
z bliźniaków.
— To już prawie Artyka! – zawtórował mu
drugi.
— Po co tam płyniemy? – chciałem
wiedzieć.
— Musimy pozyskać sojuszników –
odpowiedział Borsuk.
— Ruskich?! – oburzył się Wrona.
— Nie. Kogoś potężniejszego.
-9-
Są takie chwile w życiu człowieka, kiedy uświadamia sobie, że niewiele
jeszcze widział i doświadczył. Chwile, w których wali się cały jego
światopogląd, w których stwierdza, że świat tak naprawdę nie jest
stabilny, lecz szalony, wariacki i nonsensowny. Teraz taka właśnie chwila
nadeszła dla mnie.
Po raz drugi mesa przekształciła się w
kosmiczną próżnię. Nawet mucha przestała czyścić czułki.
Jak mają zareagować ludzie, którzy pół
godziny temu dowiedzieli się, że zostali wspólnikami porwania okrętu
wojennego, piętnaście minut temu, że uczestniczą w puczu wojskowym, a pięć
minut temu, że płyną na rokowania ze starosłowiańskimi bóstwami w sprawie
pomocy militarnej? Jest takie powiedzenie o szczękach zbieranych z podłogi.
Wiecie co? Ono wcale nie jest tak abstrakcyjne, jakby się mogło wydawać.
Pierwszy zareagował ksiądz Henryk.
— To bluźnierstwo! Ja na to nie pozwolę!
Katolikowi się godzi się wzywać jakichś Świętowitów, Swarożyców,
Perunów i innych pogańskich bóstw. O pertraktacjach z nimi nie
wspominając!
— Wiem, co ksiądz czuje – odparł
spokojnie Stary. – Ja na ten przykład jestem ateistą i coś takiego burzy
też mój światopogląd. Ale co robić, wyższa racja. Racja stanu.
Ksiądz Henryk chwycił się za głowę,
zamknął oczy i zaczął klepać zdrowaśki.
Dlaczego akurat 44? E i 88? N? –
zapytałem.
Chodzi o portal do Wyraju, krainy
zamieszkiwanej przez bogów. Otwiera się
raz w roku, czwartego kwietnia, dokładnie na
tej szerokości i długości geograficznej. Ma to związek z magiczną liczbą
44. Pamiętacie, Pierwszy, ze szkoły tego wieszcza Ignacego Mickiewicza?
— Adama – poprawiłem.
— No właśnie. Adama Ignacego Mickiewicza.
A imię jego będzie czterdzieści i cztery. Cztery razy po 44. Czwarty
kwiecień, długość geograficzna 44 i dwa razy po 44 w szerokości
geograficznej.
— I tak po prostu portal się dla nas
otworzy?
— Nie tak po prostu? – Dowódca
zmarszczył czoło. – Potrzebny będzie obrzęd otwarcia bramy. Musi go
odprawić kapłan.
— I komandor myśli, że ksiądz Henryk się
zgodzi? – zapytałem z powątpiewaniem.
— Nigdy! – Klecha poderwał się
z krzesła.
— Nie! Nie on! – zaprzeczył natychmiast
Stary. – Portal otworzą żercy i kapłanki z Rodzimego Kościoła
Polskiego.
— Jak rozumiem, to właśnie nasi goście?
— Tak.
— Ostatnie pytanie, komandorze.
— Słucham, Pierwszy.
— Załóżmy, że bezpiecznie dotrzemy na
Morze Barentsa, odnajdziemy portal, nasi pogańscy przyjaciele go otworzą,
wpłyniemy do Wyraju i odnajdziemy kompetentnych słowiańskich bogów. Kto
będzie z nimi negocjował?
Dowódca był wyraźnie skonsternowany.
— Wychodzi na to, że ja – odparł.
Jęknąłem w duchu.
Przeczuwałem kłopoty. Duże kłopoty.
-10-
Rozeszliśmy się do swoich obowiązków i kolejne dni, mimo towarzyszącego
nam napięcia, upływały spokojnie. Nawet dużo nie piliśmy.
ORP „Dzik“ szedł pełnym ciągiem jakieś
sto metrów pod powierzchnią wody i byłem pewny, że na polskich wodach
terytorialnych nikt nas nie wykryje. Co będzie dalej, gdy wejdziemy na Morze
Północne, a potem w strefę operacyjną Rosyjskiej Floty Północnej? O tym
wolałem nie myśleć.
Radiotelegrafista poinformował nas o sytuacji
w kraju. Druga dywizja zmechanizowana z okręgu śląskiego ruszyła na
Warszawę, lotniska w Pruszczu Gdańskim i Babich Dołach zostały opanowane
przez rebeliantów pod dowództwem Bronka, kolegi Borsuka ze szkolnej ławy.
Zdobyli eskadrę F-16, kilka migów i śmigłowców uderzeniowych. Oddział
specjalny ?Formozy? przyłączył się do buntu, ?Grom? zaś pozostał wierny
Rządowi. Korzystając z zamieszania Gdańsk ogłosił się Wolnym Miastem,
Kraków ponownie stał się stolicą, Śląsk zadeklarował chęć stworzenia
niezależnego państwa, a w Lublinie reaktywowano Manifest Lipcowy i wywieszono
czerwone flagi.
Prezydent wprowadził stan wojenny.
Niezła chryja.
Komentarze 3 z 3
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

Komentarz chyba zbędny Tekst jest po prostu bardzo dobry, a nawet lepszy (no nie, jeszcze nie "Arcydzieło" :P ). Owszem, miałabym do niego szereg uwag natury technicznej, ale szkoda na to czasu, poza tym w komentarzach i tak jest za mało miejsca.
Natomiast czyta się to z prawdziwą przyjemnością. Po prostu.

kto powiedział że to pijacka załoga?! Żeby nie wyszło na wazeliniarstwo, ja z tym panem nie mam nic wspólnego. To po prostu zbieżność nazwisk!
Oczywiście żart. ORP jest nie do zdarcia, szkoda tylko że dalsze dzieje najbardziej zaawansowanego technicznie okrętu polskiego poszły w las, a miejsce zastąpiły jakiechś Grunwaldy. Miejmy nadzieję, że "ORP Dzik" jeszcze powróci do łask autora. A tak nawiasem mówiąc czytałem lepsze opowiadanka o zwariowanej załodze Dzika. Może jeszcze ujrzymy je na łamach Baśni.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.




Bartosz Kowa
30 Wrzesień 2008, 18:10
Prawie odyseja polska Nasuwają się pytania. Fabuła zdradza cechy bohaterów i przygody, które już przed wydarzeniami tej opowieści musiały być obrazowane bardziej. Przygody załogi okrętu ORP Dzik to faktycznie kolejny epizod z serii, tego samego autora, a publikowane drukiem w periodyku SFFiH w 2006 roku.
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu