Prasłowiańska Zamieć

Darek Domagalski publikacja 30 Wrzesień 2008, 16:03 Poprawki 10 Listopad 2009, 04:22 Gatunek Mity, prasłowiańskie Czytano 12299 razy
3 głosy
Spis treści utworu
Prasłowiańska Zamieć
2. Wyjście z portu
3. Nowa Prawda
4. Przewrót, na bogów?
5. Księga Welesa
6. Razy Pięścią
7. To ja, Wrona...
8. Ofiara w Panierce
9. Nie koleś! - Swaróg!
10. Dym w Wyraju
11. Dryf na Spitsbergen

-11-

Kiedy wychodziliśmy z cieśniny Skagerrak, spotkała nas niemiła przygoda. Sonar zasygnalizował poruszający się przed nami obiekt. Domyślaliśmy, się co to oznacza. Wszyscy obecni na mostku pobledli i być może pierwszy raz w życiu ogarnął ich pierwotny zwierzęcy strach. Podporucznik Wrona był najszybciej przy urządzeniu. Porównał odczyty.
Brytyjski okręt podwodny typu „Trafalgar“ – powiedział łamiącym się głosem.
Może to HMS „Triumph“? Zawsze rutynowo patroluje ten rejon Morza Północnego. Mam tam znajomego. – Wrona próbował nas pocieszyć.
— Raczej ekipa poszukiwawcza. Założę się, że ścigają nas teraz wszystkie jednostki NATO. – Nigdy nie tryskałem nadmiernym optymizmem.
— Wyłączyć zbędną elektronikę. Cisza w eterze! Uruchomić pole maskujące! – Komandor wyrzucał z siebie rozkazy niczym karabin maszynowy kule.
Tylko system kamuflażu akustycznego i radiometrycznego mógł nam uratować tyłek. Zamarliśmy w oczekiwaniu. Sygnał był coraz silniejszy. Brytyjski okręt zbliżał się nieubłaganie.
— Jesteśmy w zasięgu jego torped – poinformował szeptem Wrona.
— Cicho! – Borsuk był wyraźnie zdenerwowany.
Nie słyszałem, żeby ktoś wcześniej porwał okręt wojenny państwa należącego do NATO. Można powiedzieć, że w tym względzie byliśmy prekursorami. Zdarzenie bez precedensu, ale nietrudno się było domyślić, jakie rozkazy otrzymała ekipa pościgowa. Prawdopodobne brzmiały one: ?Seek and destroy!?
Oczyma wyobraźni widziałem, jak torpedy typu Mk 24 Tigerfish startują z wyrzutni umieszczonych tuż za hydrolokatorem dziobowym Angoli, docierają do celu i rozrywają kadłub naszego „Dzika“. Pożary, ciśnienie rozrywające bębenki w uszach, woda zalewająca nozdrza…
No cóż, pesymista ze mnie?
Sygnał narastał.
Jeden z chorążych od radiometrii zaczął płakać i trząść się jak galareta. Uspokoił się, kiedy bosman położył mu swoją wielką dłoń na ramieniu. Komandor z kamienną miną stukał bezgłośnie palcem o ścianę, podporucznik Wrona obgryzał paznokcie, a bosmanmat Albert Wagner zaczął morfować.
Jego szczęka wydłużyła się, kości policzkowe rozszerzyły, zęby wychynęły zza obrzmiałych, sinych warg. Do tego wszystkiego gładką dotychczas jak u niemowlęcia twarz pokrył bujny zarost.
— Co mu jest? – spytał Borsuk, wskazując podwładnego lekkim ruchem brody.
— Zaraz mu przejdzie – uspokajałem.
— On tak zawsze?
— Tylko w sytuacjach stresowych.
— Aha – odparł Stary, ale nadal przypatrywał się krytycznie.
Cały problem polega na tym, że Albert Wagner nie jest człowiekiem. Można powiedzieć, że należy do gatunku potworów. Strasznych, przerażających istot, których dziedziną jest ciemność i noc. Wyłaniających się z mroku, żeby pożreć, rozszarpać, rozczłonkować człowieka, tudzież porwać dziecko i wychować na swojego sługę.
Bosmanmat Albert Wagner nie był jednak taki.
Grendel – gdyż tak brzmiało jego prawdziwe imię – fizjonomię może i miał ohydną, ale tak naprawdę był bardziej ludzki niż większość z nas. Pragnął jedynie akceptacji i przyjaźni. Próbował zbratać się z ludźmi już kilka wieków temu w Danii, ale spotkał się z szykanami i ostrą reakcją środowisk kościelnych. Musiał uciekać po tym, jak okrutnie okaleczył go niejaki Beowulfa. Teraz, po setkach lat tułaczki, znalazł nareszcie miejsce, gdzie czuł się dobrze. Tylko sztuki iluzji jeszcze do końca nie opanował i w sytuacjach stresogennych zdarzało się, że ukazywał prawdziwe oblicze.
— Albercik, spokojnie – powiedziałem łagodnie, odpowiednio modulując głos.
— Oddychaj głęboko. No już, oddychamy razem. Raz i dwa, raz i dwa. Widzisz, jak ci dobrze idzie? – uśmiechnąłem się szeroko, kiedy ponownie przybrał oblicze dobrodusznego Wagnera.
Tymczasem sygnał sonaru, oznaczający brytyjską jednostkę, zaczął cichnąć. Angole nas nie zauważyli. Odpłynęli. Tym razem nam się udało.

-12-

– Co Stary twoim zdaniem zamierza? – zapytał podporucznik Wrona zgniatając pustą puszkę po piwie. Rzucił nią, próbując trafić do kosza na śmieci. Oczywiście nie trafił, tak jak poprzednie siedem razy. Natomiast wszystkie moje puszki ulokowane były w koszu. Czy miało znaczenie, że on pił ?Żywca?, a ja ?Tyskie?? Czy puszki z żywieckiego browaru miały uszkodzoną aerodynamikę? Czy to raczej Wrona nie potrafił odpowiednio skoordynować pracy rąk z narządem wzroku? Próbując rozwikłać arcyciekawe zagadnienie psychoruchowe, nie zwróciłem w pierwszej chwili uwagi na pytanie.
— Co? – Moje myśli dopiero teraz zaczęły powoli wracać do rzeczywistości.
— Pytałem, o co może chodzić Staremu. Czemu dał się wkręcić w tak śmierdzącą sprawę jak polityka? – powtórzył zniecierpliwiony, otwierając następne piwo.
— Władza, Wrona. Władza, kobiety i pieniądze… – odparłem filozoficznie.
— Myślisz?
— No.
— Mój towarzysz libacji długo się zastanawiał nad kolejnym pytaniem. Wydawało się, że coś rozważa, analizuje. Wystawił nawet język, co jak wiadomo, w stanie wskazującym na spożycie pomaga się skupić i zebrać myśli. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że już sformułował tezę, że zaraz ją wyartykułuje, ale po chwili z powątpiewaniem pokręcił głową.
— Nie mogłem być tak okrutny.
— O co chodzi, Wrona? – zapytałem.
— No bo wiesz… – zaczął z pewną dozą nieśmiałości. – Ja dowódcę to zawsze za takiego idealistę miałem. Taki nieżyciowy jest. On nawet nie wie, co oznacza słowo nepotyzm, o praktycznym zastosowaniu nie wspomnę. Wierny ideałom młodości ma swoje zasady, a tu taki numer. Polityka. Jakoś mi to do niego nie pasuje.
Wrona może i był pijany, ale musiałem przyznać mu rację. Coś nie grało. Za poczynaniami Borsuka nie mogła się kryć małostkowość ani chęć dochrapania czegoś u politycznego koryta władzy. To by do niego nie pasowało.
Ale co w takim razie pasowało?
Wyciągnięcie galowego munduru na 1 maja i 22 lipca. Wywieszanie szturmówki na różnorakie narodowe święta. Deklarowanie wszem wobec swojego ateizmu. Obsypywanie kobiet goździkami i wręczanie im w prezencie rajstop. Negacja wszystkiego co amerykańskie. Nostalgia za czasami PRLu…
Nagle do mnie dotarło. To było jak grom z jasnego nieba, jak oświecenie bez konieczności medytacji.
Komandor podporucznik Włodzimierz Borsuk chciał przy pomocy prasłowiańskich bóstw przywrócić w Polsce komunizm.



Komentarze 3 z 3 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Bartosz Kowa
30 Wrzesień 2008, 18:10

Prawie odyseja polska Nasuwają się pytania. Fabuła zdradza cechy bohaterów i przygody, które już przed wydarzeniami tej opowieści musiały być obrazowane bardziej. Przygody załogi okrętu ORP Dzik to faktycznie kolejny epizod z serii, tego samego autora, a publikowane drukiem w periodyku SFFiH w 2006 roku.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Anna Wołosiak
01 Październik 2008, 17:43

Komentarz chyba zbędny Tekst jest po prostu bardzo dobry, a nawet lepszy (no nie, jeszcze nie "Arcydzieło" :P ). Owszem, miałabym do niego szereg uwag natury technicznej, ale szkoda na to czasu, poza tym w komentarzach i tak jest za mało miejsca. ;) 
Natomiast czyta się to z prawdziwą przyjemnością. Po prostu. :)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Maciej Domagalski
03 Październik 2008, 01:31

kto powiedział że to pijacka załoga?! Żeby nie wyszło na wazeliniarstwo, ja z tym panem nie mam nic wspólnego. To po prostu zbieżność nazwisk! ;) Oczywiście żart. ORP jest nie do zdarcia, szkoda tylko że dalsze dzieje najbardziej zaawansowanego technicznie okrętu polskiego poszły w las, a miejsce zastąpiły jakiechś Grunwaldy. Miejmy nadzieję, że "ORP Dzik" jeszcze powróci do łask autora. A tak nawiasem mówiąc czytałem lepsze opowiadanka o zwariowanej załodze Dzika. Może jeszcze ujrzymy je na łamach Baśni.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi