Prasłowiańska Zamieć

Darek Domagalski publikacja 30 Wrzesień 2008, 16:03 Poprawki 10 Listopad 2009, 04:22 Gatunek Mity, prasłowiańskie Czytano 12203 razy
3 głosy
Spis treści utworu
Prasłowiańska Zamieć
2. Wyjście z portu
3. Nowa Prawda
4. Przewrót, na bogów?
5. Księga Welesa
6. Razy Pięścią
7. To ja, Wrona...
8. Ofiara w Panierce
9. Nie koleś! - Swaróg!
10. Dym w Wyraju
11. Dryf na Spitsbergen

-27-

– Posłuchaj mnie, głupku – przemówił ich przywódca. – Świętowit to tylko idea. Abstrakcja, dzięki której potrafimy wytłumaczyć sobie powstanie świata, tego, co nas otacza, istnienie nas samych. Może przy innej okazji lepiej i dogłębniej ci to wytłumaczę, ale teraz mam inne sprawy na głowie. Chętnie bym się dowiedział, jak tutaj trafiliście i kim jesteście. Weles wspominał, że przypłynęliście z Polszy. Niestety zjawiliście się w nieodpowiednim czasie. Mamy tutaj kolejną wojnę Kauków. Tak więc do widzenia, zapraszam ponownie po wojnie. Weles przepuści was przez bramę. Żegnam.
Pochylił się nad stołem, na którym w nieładzie leżało kilka map. Kompletnie nas zignorował. Wiedziałem, że tak to się nie skończy. Znałem Starego.
Wolnego, koleś. – Dowódca odezwał się poirytowanym głosem.
Koleś? Mów do mnie Swaróg i nie zapominaj, że jestem twoim bogiem! -
Mężczyzna wybuchnął gniewem, urósł dobre półtora metra, a jego postać otoczyła trudna do zidentyfikowania aura. Przestraszeni cofnęliśmy się parę kroków. Tylko Borsuk, pozostał w miejscu, niewzruszony.
— Posłuchajcie, Swarogu. Przebyliśmy długą drogę. B a r d z o długą drogę, żeby tu dotrzeć, a nasz własny bóg nas po prostu zlewa. Zbyt wielkie środki zostały zaangażowane w operację, zbyt wiele nadziei z nią się wiąże, żebyśmy teraz odeszli z kwitkiem. Uważam, że należy nam się jakieś wytłumaczenie.
— A to dlaczego?
Komandor spojrzał prosto w oczy słowiańskiego boga. Mijały sekundy, a nam się
wydawało, że całe wieki. Konfrontacja dwóch potężnych sił. Zimne, chłodne i boskie spojrzenie Swaroga, zdawało się nasycone eonami trwania i przemijania. Straszliwe w swojej wieczności. Oczy Starego niejedno już widziały. Jego spojrzenie, surowe i wnikliwe, przewiercało duszę boga na wylot, docierało do najgłębszych zakamarków, obnażając wszystkie słabości. Swaróg zaczął mięknąć. Nerwowy tik twarzy i pot na czole zdradzały jego zdenerwowanie. Komandor wiedział, że zdobył przewagę psychologiczną.
— A to dlatego, że przed waszym pałacem czeka w gotowości bojowej nasz okręt wojenny wyposażony w torpedy kalibru 533,4 mm.
Nie wiadomo, co byłoby dalej. Jak zakończyłaby się konfrontacja?
Lecz nagle do sali wbiegł niski, gruby mężczyzna ubrany niczym chłop pańszczyźniany. Na głowie miał czapkę z nausznikami, z naszywką radzieckiej czerwonej gwiazdy. Dyszał ciężko, nie mogąc wydobyć z siebie słowa.
— Strzybóg, co się stało?! – Swaróg dopiero teraz oderwał wzrok od naszego dowódcy.
— Strzybóg? Władca wiatrów, powietrza, najszybszy i najśmiglejszy z bogów. To grube, niskie coś wyglądające jak? jak hobbit. To miał być Strzybóg?
— Żmijowie! Żmijowie nadlatują! – wycharczał w końcu.

-28-

Ewakuacja! – zarządził Swaróg.
Start eskadry smoków! Niech nas osłaniają! – wydawał dalsze polecenia.
Bogowie zwinęli mapy ze stołu i zaczęli uciekać w kierunku wyjścia. Pobiegliśmy za nimi. Cóż mieliśmy robić?
Wtedy runęła ściana za naszymi plecami. Odwróciłem się i nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Na krystalicznych gruzach stała potężna wyverna. Rozpostarła błoniaste szkarłatne skrzydła, z jaszczurzego pyska dobył się potężny ryk. Zionęła ogniem w miejsce, gdzie staliśmy jeszcze chwilę temu. Ze stołu została kupa popiołu.
Przyspieszyłem, nie oglądając się więcej za siebie, ale i tak jako jeden z ostatnich wybiegłem na zewnątrz. Stanąłem jak wryty. To co się działo, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Na fioletowym niebie walczyły ze sobą dwa rodzaje skrzydlatych istot. Ziały ogniem, rozrywały sobie wzajem ciała szponami i zębami. Jedne, podobne temu, którego miałem okazję spotkać w pałacu – latające szkarłatne jaszczury, drugie zielone, niczym smoki wyciągnięte prosto z bajek dla dzieci. Te zdawały się w mniejszości i próbowały ochronić ewakuujących się bogów, którzy bronili się całym dostępnym arsenałem, używając boskich atrybutów.
Perun walił błyskawicami do pikujących jaszczurów. Trafione spadały z głośnym pluskiem do wody. Borewit i Lesza stworzyli i utrzymywali nad naszymi głowami osłonę z kolczastych krzewów. Próbujące się przedostać stworzenia okrutnie raniły sobie pyski. Bobo kopał z kopyta, natomiast Żywia używała blasku swoich oczu niczym zwierciadła na bazyliszki. I żmije jak przystało na bazyliszki padały. Blond-włosy Jaryło, wyprowadzał z dłoni białe światło, które oślepiało napastników, a Strzybóg wyjął ruską pepeszę i zaczął do nich po prostu strzelać. Zdaje się, że właśnie jego broń była najskuteczniejsza.
Komandor podporucznik Włodzimierz Borsuk nie stracił zimnej krwi. Wyjął służbowego glocka i spokojnie, jakby wykonywał egzekucję, zaczął odstrzeliwać skrzydlate stwory. Kule w magazynku szybko się jednak skończyły.
Wszyscy na okręt! – zarządził.
Zaczęliśmy przebijać się do prowizorycznej kei, gdzie ?zaparkowaliśmy? „Dzika“. Osłaniani przez arsenał bogów, pepeszę Strzyboga i nasze glocki, posuwaliśmy się do przodu.
Nagle jeden ze stworów zastąpił nam drogę. Usiadł pół metra przed bosmanem i zaczął szczerzyć zęby. Nasz bosman nie z takimi miał do czynienia. Podobno kiedyś w Hongkongu stanął mu na drodze sam Bruce-Lee.
Finał znamy.
Później w książkach i biografiach rozpisywano się o wibrującej pięści, o tajemniczych technikach walki. Prawda jest bardziej prozaiczna. Dwa strzały na korpus i jeden w twarz.
Tym razem wydawało się jednak, że sytuacja jest poważniejsza. Nic z tych rzeczy. Bosman nawet nie wziął dużego zamachu. Tak od niechcenia wyprowadził prawy prosty. Stworzenie oberwało między oczy i padło jak ścięte.
Zauważyłem szacunek w oczach Swaroga i innych bogów.
Tymczasem podporucznik Wrona stanął na wysokości powierzonego mu zadania. Widząc zbliżającą się naszą gromadkę doskoczył do działka pokładowego i zaczął nas osłaniać. Kaliber 104 mm wywołał niemały popłoch wśród atakujących szwadronami napastników. Czerwone bestie dość szybko poradziły sobie z zielonymi obrońcami i teraz spokojnie mogły się skoncentrować na nalotach.
Dzielna postawa Wrony dała nam czas na dotarcie do okrętu.
Ledwo zamknęliśmy za sobą właz, dowódca nakazał pełne zanurzenie.

-29-

Swaróg siedział na koi ze szklaneczką spirytusu w dłoniach. Wcale się nie krzywiąc, pociągał spore łyki. Obserwowaliśmy go wraz z komandorem, oczekując na wyjaśnienia. Resztę wesołej gromadki umieściliśmy w mesie, z której wypuściliśmy buntowników. Po pierwsze potrzebowaliśmy w miarę dużej wolnej przestrzeni, po drugie brakowało nam obsady na stanowiskach, a zaczęło się robić gorąco.
Porucznik Kózka, ksiądz Henryk, bliźniacy, inni oficerowie, podoficerowie i marynarze należący do rebelii dali słowo honoru, że odstąpią od dalszych prób buntu i będą współpracować, dopóki nie minie kryzysowa sytuacja. Nie wątpiłem, że po powrocie do portu Kózka nie omieszka napisać wyczerpującego donosu, a ksiądz Henryk udzieli wywiadu na antenie wiadomej rozgłośni radiowej, gdzie da wyraz swojemu oburzeniu.
Na razie jednak wszyscy zgodnie wykonywali polecenia Starego.
— Wdepnęliście w niezłe gówno, kniaziu – rozpoczął Swaróg, zwracając się bezpośrednio do Borsuka. – Można rzec, że trafiliście na eskalację działań wojennych pomiędzy Czarnogłowem a Białobogą.
— Kim? – zapytałem.
— Ech… jak wy mało wiecie. Jak z taką wiedzą Wyraj odnaleźliście? No więc od początku. Naszym światem rządzą dwie przeciwstawne sobie siły, reprezentowane przez bliźniaków zwanych Kaukami. Pierwszym jest Czarnogłów, reprezentujący wszystko, co jasne i męskie. Jego siostra Białoboga, reprezentuje to, co ciemne i kobiece.
— Takie yin i yang – wtrąciłem.
— Co? Nie znam ich? Pochodzą z Wyraju? – zainteresował się Swaróg.
— Nie. To tylko taka symbolika.
— No tak, symbolika. U nas niestety nie są czczą symboliką. Kaukowie istnieją realnie i toczą ze sobą wieczne wojny. Czarnogłowowi służę ja, moi towarzysze, których mieliście honor i przyjemność uratować, kilka pomniejszych demonów i ażdahowie.
— Ażdahowie? – tym razem zapytał komandor.
— Tak. Smoki.
— To te zielone były, co nam pomagały?
— Zgadza się. Trzecia eskadra smoków Peruna. Obawiam się, że wszystkie straciliśmy. Psia jego mać! Skąd my teraz nowe jaja weźmiemy? – zamyślił się chwilę, lecz zaraz podjął dalej swoją opowieść. – Białobodze zaś służą ażdahowie żmijowi. Uprzedzę wasze pytanie. To te szkarłatne paskudztwa. Przyboczne bogini to Dziewanna, Pogoda, Marzanna. Nasz wywiad doniósł, że na jej stronę przeszedł też Dażbog, Rod i ten chuj Kupała. – Swaróg plunął trzy razy za siebie, opluwając makatkę ze zdjęciem Lenina, którą Stary z Moskwy sobie przywiózł. – Nalejcie jeszcze. – Bóg wyciągnął ku mnie pustą szklankę. Nalałem do pełna.
— Nie będę przed wami udawał. Jesteśmy w odwrocie – rozłożył bezradnie ręce.
— To może rozpocznijcie pertraktacje pokojowe? – zaproponowałem nieśmiało.
— Co?! Pertraktacje! Z tą suką! Niedoczekanie! – Brodacz poderwał się z miejsca, rozlewając spirytus po całej kajucie.
— No już dobrze, dobrze – uspokajałem rozgniewanego boga. – Ale w takim układzie jakie macie wyjście?
Swaróg uśmiechnął się chytrze, odsłaniając cały wachlarz spróchniałych zębów.
— Wspominaliście, kniaziu, o jakichś torpedach, prawda?



Komentarze 3 z 3 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Bartosz Kowa
30 Wrzesień 2008, 18:10

Prawie odyseja polska Nasuwają się pytania. Fabuła zdradza cechy bohaterów i przygody, które już przed wydarzeniami tej opowieści musiały być obrazowane bardziej. Przygody załogi okrętu ORP Dzik to faktycznie kolejny epizod z serii, tego samego autora, a publikowane drukiem w periodyku SFFiH w 2006 roku.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Anna Wołosiak
01 Październik 2008, 17:43

Komentarz chyba zbędny Tekst jest po prostu bardzo dobry, a nawet lepszy (no nie, jeszcze nie "Arcydzieło" :P ). Owszem, miałabym do niego szereg uwag natury technicznej, ale szkoda na to czasu, poza tym w komentarzach i tak jest za mało miejsca. ;) 
Natomiast czyta się to z prawdziwą przyjemnością. Po prostu. :)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Maciej Domagalski
03 Październik 2008, 01:31

kto powiedział że to pijacka załoga?! Żeby nie wyszło na wazeliniarstwo, ja z tym panem nie mam nic wspólnego. To po prostu zbieżność nazwisk! ;) Oczywiście żart. ORP jest nie do zdarcia, szkoda tylko że dalsze dzieje najbardziej zaawansowanego technicznie okrętu polskiego poszły w las, a miejsce zastąpiły jakiechś Grunwaldy. Miejmy nadzieję, że "ORP Dzik" jeszcze powróci do łask autora. A tak nawiasem mówiąc czytałem lepsze opowiadanka o zwariowanej załodze Dzika. Może jeszcze ujrzymy je na łamach Baśni.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi