Białowieski krąg magiczny
3 głosy
W dawnych czasach, gdy Puszczę przemierzały niezmierzone stada turów, a dęby konarami sięgały nieba, białowieską krainą władał potężny bóg o czterech twarzach – Lasowid. Słowiański bożek, w przeciwieństwie do greckich bogów, miast dziedzin w niebiesiech upodobał sobie lasy i strumienie.
Pewnej księżycowej nocy, nad jedną z puszczańskich krynic, ujrzał
Lasowid wielce powabną nimfę o wdzięcznym imieniu Czerlonka, od którego to
imienia wzięła swą nazwę jedna z białowieskich osad.
Owocem krótkiego, acz burzliwego romansu, był
syn Wisz, który wyrósł na wielkiego mocarza o nieposkromionej ambicji. Warto
w tym miejscu wspomnieć, że czterotwarzy ojciec po skonsumowaniu tejże
znajomości nie interesował się zbytnio jej owocem. Żyła wówczas w
białowieskiej kniei wiedźma Ksantypa. Leciwa niewiasta, biegła wielce w
czarach, wyróżniająca się niespożytą energią i nie mniejszym
zamiłowaniem do czarodziejskiej wiedzy.
Jak powszechnie wiadomo, do odprawiania czarów
musi być spełnionych wiele warunków. Jednym z nich jest znajomość miejsc
szczególnych, które dziś określamy miejscami mocy.
Właśnie tam bowiem Matka Ziemia obdarza
wtajemniczonych szczególną siłą, która oczyszcza umysł pozwalając karmić
się energią biegnącą wprost z Praźródła. Tak przynajmniej przedstawiają
to religie Wschodu.
Ksantypa podczas swych puszczańskich wycieczek
odnalazła co najmniej jedno z takich miejsc, zwanych współcześnie
czakramami Ziemi. Będąc już wówczas kobietą leciwą, a co za tym idzie
o zmysłach nieco przytępionych, by skorzystać w pełni z tej wspaniałej
krynicy, potrzebowała czegoś, co obecnie określilibyśmy jako wzmacniacz.
Do skonstruowania tegoż urządzenia niezbędne
były wielkie kamienie wydobyte z dna najgłębszego jeziora. Skąd jednak
wziąć w Puszczy jezioro, a tym bardziej siłę do wydobycia i przeniesienia
kamieni? I tu właśnie w naszej historii pojawia się Wisz, który, jak już
wcześniej wspomniano, obok wielkiej krzepy fizycznej odznaczał się
nieposkromioną ambicją. Ksantypa, korzystając z pośrednictwa leśnej
poczty, czyli sójek (Garrulus glandarius), zaproponowała bożkowi z pozoru
korzystną transakcję. On dostarczy jej wielkie głazy z dna jeziora Hańcza
do zbudowania magicznego kręgu, ona zaś obdarzy go wiedzą tajemną
pozwalającą zdetronizować ojca.
Sęk w tym, że aż takiej wiedzy wiedźma nie
posiadała.
Wisz wywiązał się ze swego zadania w ciągu
jednej nocy. Była to noc szczególna – przesilenie wiosenne, podczas
którego wszelkie czary odprawia się dużo łatwiej i przyjemniej, niż
podczas zwykłych nocy.
Gdy kamienny krąg był gotów, a księżyc w
pełni, wiarołomna kobieta rozpaliła wielkie ognisko i kazała bożkowi
usiąść wewnątrz nowej, leśnej świątyni.
Sama zaś, dorzuciwszy do ognia nieco
kocimiętki, wilczego ziela, liści dziurawca, poczęła medytować,
posiłkując się zapewne uniwersalną mantrą „Om mane padme hum”.
Rzuciwszy po pewnym czasie jakieś
słowiańskie, silne zaklęcie, przemieniła Wisza w kamień, który do dziś
możemy podziwiać w centrum kamiennego kręgu.
O dalszych losach Ksantypy kroniki milczą.
Być może z tej to przyczyny, iż słowa pisanego wówczas nie znano, a być
może i z tego powodu, iż wraz z nową wiarą spopielono świadectwa
dawniejszych religii. Wieść gminna jednak głosi, iż muskularny Wisz obudzi
się z wielowiekowego letargu dopiero, gdy białowieską dziedziną rządzić
będą ci, którzy ponad własną korzyść przedkładają wspólne dobro.
Górka przed hotelem, kamienne kręgi w oddziale 495, krakowski Wawel
i wiele innych miejsc o szczególnym promieniowaniu, to tak zwane czakramy
Ziemi. Zgodnie z wiedzą geomantyczną, w takich właśnie miejscach występuje
silne natężenie szczególnego rodzaju pola energetycznego, które ma
polepszyć nasz nastrój, sprzyjać medytacji, a nawet leczyć różne
przypadłości ciała i duszy.
W ostatnich latach znacznie wzrosło
zainteresowanie niekonwencjonalnymi metodami leczenia, ziołami,
parapsychologią i pokrewnymi dziedzinami, które jednych śmieszą, innych
fascynują, a jeszcze innych skłaniają do refleksji nad dobrodziejstwami
współczesnej cywilizacji technicznej. W Polsce nauka o szczególnym
promieniowaniu Ziemi i kosmosu jest stosunkowo młodą dziedziną ludzkich
dociekań. W Chinach, Tybecie, Indiach i innych krajach Dalekiego Wschodu,
geomanci cieszą się dużym poważaniem. W azjatyckim kręgu kulturowym
geomancję określa się jako feng shui, czyli wiatr i wodę. Azjaci uważają
wodę za element skupiający życiodajną energię. Wiatr z kolei jest
traktowany jako najważniejszy czynnik ożywiający cały świat przyrody.
Wpływ geomancji w Chinach na życie codzienne,
był tak przytłaczający, że ludzie byli bardziej skłonni wyburzyć całą
wieś, niż zmienić bieg przepływającej przez nią rzeki. Wierzy się tam
bowiem, że człowiek musi dopasować się do naturalnego rytmu natury, a nie
odwrotnie.
Jest anegdota o twórcy teorii względności,
nieco nawiązująca do tematu artykułu. Nad drzwiami Alberta Einsteina wisiała
podkowa. Jeden z odwiedzających fizyka uczonych spytał, jak tak światły
umysł może wierzyć w tego typu zabobony. Na to Einstein miał odrzec:
„Słyszałem, że pomaga nawet tym, którzy w to nie wierzą.”
K O N I E C
Od Autora Białowieskie miejsca mocy
Kilkanaście lat temu w Białowieży, byłem
świadkiem dość osobliwej sceny. W Parku Pałacowym na górce, przy dawnym
hotelu Iwa, rośnie od stuleci grupa kilkunastu dębów. Leśne olbrzymy tworzą
rodzaj kręgu. Wewnątrz tego właśnie kręgu siedziały trzy młode, urodziwe
dziewczyny. Nie byłoby w tym nic szczególnie frapującego, pomijając, ma się
rozumieć, urodę panien, gdyby nie to, że siedziały jak skamieniałe. Mijały
kolejne minuty, a one nic, tylko siedzą zapatrzone dokładnie nie wiadomo w
co.
Umówiony na spotkanie z pewną wielce
niepunktualną osobą, zasiadłem na ławeczce przed hotelem. Im dłużej
siedziałem, tym bardziej skupiałem uwagę na wzmiankowanych wcześniej
pannach. „Medytują” – pomyślałem, nie znajdując innego uzasadnienia
obserwowanej sceny. Otwartym jednak pozostawało, dlaczego to właśnie miejsce
dziewczyny wybrały do tej niezbyt rozpowszechnionej w Polsce czynności.
Zagadka wyjaśniła się rok później, gdy
poznałem pana Leszka Matulę – międzynarodowy autorytet w dziedzinie
geomancji i radiestezji, autora kilkudziesięciu książek z tej dziedziny.
Dowiedziałem się wówczas, że górka porośnięta dębami to tak zwane
miejsce mocy, drugie zresztą w Polsce, po krakowskim Wawelu, pod względem
natężenia korzystnej dla człowieka energii. W okolicy Białowieży, jak się
później okazało, takich miejsc jest znacznie więcej. W oddziale 495, kilka
kilometrów na południowy zachód od Białowieży, znajduje się kamienny krąg
pochodzący z czasów, gdy białowieską knieją władali Goci. Co ciekawe,
większość drzew rosnących w pobliżu kręgów wyrasta z ziemi w formie
kilku pędów. Inne drzewa rozrastają się tuż nad ziemią w dwa, trzy, a
nawet więcej pni. O ile w Puszczy takie formy drzew są raczej czymś
wyjątkowym, to tu – w miejscu mocy – zjawisko to jest regułą. Do
miejsca mocy, uważanego zresztą za rodzaj leśnego sanktuarium, w którym
odprawiano przed wiekami jakieś bliżej nieznane religijne obrzędy, prowadzi
czarny szlak. Przeczytaliście wcześniej legendę, która z tajemniczymi
kręgami się wiąże.
Komentarze 3 z 3
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

Takie krakanie zmierzłej wiedźmy... Legenda ciekawa, ale forma niestety nie wciąga. Brakuje trochę baśniowego, mrocznego , tajemniczego klimatu - chyba współczesny język i "suche fakty" nie pozwalają wytworzyć się atmosferze... A gdyby tę gawędę napisać raz jeszcze, przyprawić może archaizmami...?? Czy Lasowid to autentyczne imię z legendy? Nasuwa mi się pomysł by go "przechrzcić" na Borowita...
Mimo wszystko podobało mi się. Prolog i dodatek z wyjaśnieniem też

To chyba felieton paranaukowy. Informacji kilka ciekawych, opowiastkę też się znajdzie, i anegdotę z życia. Wreszcie ktoś przygotowuje się do działa, chce coś wartościowego powiedzieć, szkoda jednak, że tak strasznie nieciekawie.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.



Administrator !
18 Luty 2008, 21:48
Geomanta widzi Wisza nie głaz Tak sobie myślę. Geomanta widzi duszę we wszystkim co naturalne i stąd pewnie szczególnie o naturę dba. A druga rzecz: dba nie tylko o swoją dusze - stąd mi przyszło, że dla niego Wisz już nie jest kamieniem. I tak w kółku Macieju.
. A co do oceny, to według mnie opowieść jest przesadnie pełna "suchych" informacji aby mogła być oczekiwanie wciągającą.
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu