Gębala
Kto zliczy rody białowieskich kłusowników? Polowano tu od niepamiętnych
czasów. Litewscy książęta, polscy królowie, sukcesyjni i elekcyjni,
rosyjscy carowie osadzali w Puszczy osaczników do pomocy w łowach. Nazwiska
litewskie, białoruskie, niemieckie, polskie a namiętność jedna. Puszcza
i łowy.
Administracja królewska, carska i rządowa
działała w białowieskich kniejach raz lepiej, raz gorzej. W okresach
bezkrólewia niepodzielnie rządzili kłusownicy. Tak było i po I wojnie
światowej. Ostatnie żubry, łosie i jelenie padły z ich rąk.
Kilka lat później żubry do Białowieży
powróciły. Rozpoczął się mozolny program restytucji „puszcz
imperatora“. Po drugiej wojnie światowej, w zagrodzie Ośrodka Hodowlanego
żyło ich zaledwie szesnaście. Mijały lata. Stado powoli rosło. W 1952 roku
pierwsze dwa osobniki wypuszczono na wolność. Rok po roku kolejne zwierzęta
opuszczały zagrodę, dołączając do tak zwanego stada wolnościowego.
Długo by pisać lepszych i gorszych latach
białowieskich żubrów. Powędruje jednak wprost, jak dawniej mawiano, z mym
piórem i lutnią, do lat osiemdziesiątych, minionego wieku. Żył wówczas w
Białowieży niejaki Gębala, potomek starego kłusowniczego rodu. Ciemny,
zasuszony z krogulczym nosem. znosił do chaty kozły, łanie, dziki. Znosił
bezkarnie. Urządzano na niego zasadzki, rewidowano siedlisko. Wszystko na nic.
Pił samogon, zakąszał dziczyzną i grał na nosie organom ścigania.
Nic, więc dziwnego, że pewnego dnia
zapragnął zapolować na zwierza, będącego przywilejem najbardziej
zasłużonych sekretarzy i dostarczycieli dewiz, bez których ludowa ojczyzna
nie potrafiła się jakoś obejść.
Noc była wyjątkowo ciepła jak na połowę
października. Rogalik księżyca rzucał wątłe światło na szeleszczącą
zwiędłymi liśćmi leśną trybę. Od uroczyska Kosy Most, leżącego w
północnej części Puszczy, dzieliło Gębalę półtorej godziny
niespiesznego marszu. Na miejscu chciał być przed świtem w nadziei spotkania
żubrów, których świeże ślady widział nad Narewką poprzedniego dnia.
Wędrując, w niemal kompletnych ciemnościach, zastanawiał się, z której
strony je podejść, pozostając niezauważonym. W oddali zamajaczyły tory
starej kolejki leśnej, z czasów I wojny światowej. Od skrzyżowania duktu
z wąskotorówką do Kosego Mostu dzieliło go już tylko kilkanaście minut
marszu. Zwolnił, starając się stąpać możliwie najciszej, gdy z lewej
strony usłyszał głośny trzask łamanych gałęzi. Przystanął starając
się odgadnąć, czyje racice odciskają się właśnie w miękkiej, leśnej
glebie. Po chwili trzaski powtórzyły się nieco bliżej drogi, 10, może
15 metrów od miejsca, w którym się zatrzymał. Cisza. Przyglądają się
sobie, tyle, że on nic nie widzi, a zwierz ma go, na żwirowej drodze, jak na
patelni.. Zbliżając się do celu rozważa: żubr to czy jeleń spoglądał
z głębi ciemności, a może to jakiś wyjątkowo duży odyniec narobił tyle
hałasu.?
Zachowanie zwierzęcia i miejsce spotkania
wskazywało jednak na żubra, który to w liczbie ponad 200 byków, krów
i żubrząt niepodzielnie władał białowieską knieją.
Gdy dotarł do Kosego Mostu, niebo na wschodzie
zaczęło blednąć, rozjaśniając bagienne łąki, na których, przycupnięte
niczym wiedźmy, siedziały krzaczaste wierzby. Cisza, że w uszach dzwoni, ani
ptak, ani inny zwierz, ani nawet wiatr nie mąci tej magicznej chwili,
z pogranicza jasności i nocy. Stoi zamarły, w oczekiwaniu na świt,
zastanawiając się, jaki dźwięk otworzy poranny koncert. gdy lewej strony
dobiega głośne chrupanie. Bóbr ogryza z kory gałązkę Stary Nemrod
wytęża wzrok starając się dostrzec zwierza. Po chwili z pobliskiej dąbrowy
dochodzą odgłosy łamanych gałązek. Z trzeszczącego kruszonym posuszem
dębniaka na wąską ścieżkę, świńskim truchtem, wytoczył się dzik.
Odruchowo podrywa do ramienia, sztucer, z obciętą lufą. Za mało światła,
poza tym przecież żubry. Czarny zwierz, na oko ze 120 kilogramów. Szkoda,,
kiełbasy było by do przednówka. Stary dzik zakręcił młynka, fuknął
i tyle go było widać. Wieść o intruzie dociera do stada. Świntuchy
pochrząkując niespiesznie oddalają się w głąb starego lasu.
Dzień coraz bardziej obejmuje w posiadanie
Puszczę. Gębala rusza w kierunku rozległej, dzikiej łąki, która wczoraj
gościła, co najmniej kilka żubrów. Przystanął na skraju wierzbowych
zarośli. W okularach starego NRD-owskiego zeissa, o wyjątkowo jasnych
szkłach zaczęły przewijać się dobrze znane obrazy: parująca poranną
mgłą wstęga Narewki, płat trzcin, kępy turzyc i wysoka poszarpana ściana
mieszanego lasu. Z kępy wierzb ostrzegawczo zaskrzeczała sójka, spłoszone
stado raniuszków poderwało się z kępy grabów.
Kilkadziesiąt metrów za Kosym Mostem ujrzał
pierwszego żubra, młody, może trzyletni byk, czochrał się o pień jesionu.
Nieco dalej za zasłoną kępy świerków grupa żubrzyc z cielętami
wygrzebuje żołędzie pod okapem artretycznie poskręcanego dębu. Zamarł w
bezruchu podziwiając, z odległości kilkudziesięciu metrów leśne olbrzymy
. Z młodnika wyskoczyło stado jeleni: popatrzyły, posłuchały
i pomaszerowały gęsiego w stronę uroczyska Wilczy Szlak.
Ocknął się, z zauroczenia, i zmierzył do
młodego, stojącego pod jesionem, byka. Zanim jednak zrównał muszkę ze
szczerbinką ujrzał, w odległości kilku metrów, wielce osobliwą postać.
Pojawieniu się widziadła towarzyszył świst wiatru, choć drzewa pozostały
nieruchome i, pohukiwanie puszczyka, choć słońce już stało wysoko. Staremu
kłusownikowi koszula przylgnęła do pleców.
Karzeł. Całkiem nagi. Skóra jak kora starego
dębu, włosy wprost październikowe liście dębowe, a oczy nieludzkie,
żółte, wilcze bardziej, pałające nieznaną mocą, przenikliwe i pozbawione
lęku. Zanim zdążył mrugnąć postać zolbrzymiała. Stwór mierzył teraz
dobrze ponad trzy metry i wciąż świdrował wzrokiem.
— Poniechaj, szepnął Gębala.
Demon, bezdźwięcznie rozpłynął się w
ustępujących dniu ciemnościach.
Ile prawdy w tej historii trudno dociec.
Wszyscy w Białowieży jednak zaświadczą, że od tamtej pory Gębala
zaniechał kłusowniczego procederu.
Kto wie, ilu jeszcze myśliwych, kłusowników
spotkało w Puszczy Borowego, a ilu jeszcze powinno go spotkać.?
K O N I E C
.
Komentarze
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Twoja ocena wraz z komentarzem mogą być pierwsze. Nie żałuj sobie.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.


