Piekielne Wrota
| Spis treści utworu |
|---|
| Piekielne Wrota |
| Strona 2 |
W pierwszych dniach stycznia Biebrzę skuł lód. Ucichły bagienne łąki,
pola i torfowiska.
Na otwartych przestrzeniach, mokradeł niewiele
pozostało zwierząt.
Łosie skryły się w olszowych lasach. Wilki
podążyły ich śladem. Tylko orły krążyły wysoko wypatrując zajęcy,
kuropatw, cietrzewi.
Biel i czerń. Tak większość z nas postrzega koloryt stycznia. O śniegu zwykło się, bowiem mawiać, że jest biały.
Bartłomiejowi śnieg nigdy nie wydawał się biały.
O świcie dźwięczał mu odcieniami różu,
by wraz z podnoszącym się słońcem, w głębi cieni, odziewać się w barwę
niebieskawą, z odcieniem paryskiego błękitu.
Gdy chmury nadciągały nad Biebrzę, tak zwana
biel umykała w kierunku zimnego szafiru lub brudnego granatu. Kierując wzrok w
stronę cieni widział go brunatnym. Gdy zaś spoglądał w przeciwnym kierunku,
niby to biały śnieg, zaskakiwał go szeroką paletą odcieni srebra.
Bartłomiej czuł barwy jak mało kto, nie
posiadał jednak ani palet, ani pędzli ani farb, ani wiedzy, którą adepci
sztuki malarskiej zwykle nabywają w warsztacie mistrza.
Miał jednak, w sobie, to, coś, co dla
rasowego malarza jest niezbędne – zmysł obserwacji i nieposkromioną
chęć do opisywania świata, w sobie tylko właściwy sposób.
Urodził się, dawno temu, nad Biebrzą, w okolicach dzisiejszej wsi Wroceń, jako pierwszy i jedyny syn rybaka. Bartłomieje, od wielu pokoleń, żyli na bagnie płodząc synów i przekazując im tajniki rzecznego rybaczenia.
Od wiosny do jesieni, rok po roku, jeździł, z ojcem, na rzekę wąską
drewnianą łodzią, zwaną, w tej okolicy, duszychubką. Stawiał sieci
i wybierał rybę. Zimą naprawiał sprzęt, smołował łódź i pomagał w
gospodarstwie. W wolnych chwilach wypuszczał się samopas na biebrzańskie
pustkowia by oglądać świat.
Kilka razy do roku, od wielkiego dzwonu, a
szczególnie w odpusty wraz z matką i ojcem odwiedzał miasteczko Goniądz.
Tam właśnie, podziwiając freski i obrazy w parafialnym kościele, chłopiec
zrozumiał, że świat można farbami nie tylko opisywać, ale i go
interpretować. W goniądzkiej świątyni poprzysiągł sobie, że pewnego dnia
zostanie prawdziwym malarzem.
Nie podzielił się jednak, tym jakże
osobliwym marzeniem z rodzicami.
Dobrze wiedział, że Bartłomiej, syn rybaka,
w przyszłości może być tylko i wyłącznie rybakiem.
Pewnego wietrznego, październikowego, dnia chłopiec nie pojechał,
z ojcem, na rzekę. Męczył go kaszel i wysoka gorączka. Ojciec z matką
ruszyli na ostatni jesienny połów.
Dwa dni później Bartłomiej odnalazł
odwróconą do góry dnem łódź.
Na goniądzkim cmentarzu odprawiono symboliczny
pogrzeb z pustymi trumnami.
Wkrótce okolicę ścisnęła wyjątkowo
mroźna zima. Dni stawały się coraz krótsze a noce coraz czarniejsze.
Chłopiec przeważnie przesiadywał w drewnianej, krytej trzciną, chacie
patrząc w ogień i zastanawiając się co dalej czynić ze swym życiem.
Pod koniec stycznia, w siedemnaste urodziny, sąsiad, z Wrócenia
zaproponował mu odkupienie ojcowizny, na którą składał się mały kawałek
pola, chata, łódź i rybackie sieci.
Bartłomiej, krotko się zastanawiał i oddał
rodzinną schedę za pierwszą cenę.
W dzień po dobiciu transakcji, siwym zimowym
świtem, z lekką duszą i ciężką sakiewką, ruszył w świat by zostać
prawdziwym malarzem.
Kilka wiorst za Wróceniem napadli go
zamaskowani zbójcy, synowie podstępnego sąsiada. Pobitego i ograbionego
wrzucili, w nigdy niezamarzające, oparzelisko na lewym brzegu Biebrzy. Ciało
chłopca pogrążało się w granatowych wodach rzeki. Opadając ku rzecznej
głębinie poczuł wielki ból w płucach, strach, a po chwili słodkie
ukojenie. Zapadał się w nowym, nieznanym świecie, z poczuciem ulgi. Nagle
jednak, pośród rzecznych alg, ciemności i chłodu zrozumiał, że nie
spełnił jeszcze swego największego marzenia.
Traf, czy też może przeznaczenie, chciało, że narwiańska rusałka Nirve
umówiła się w tym właśnie miejscu, ze swą, wielce niepunktualną siostrą
Bobrą.
Trzeba wam, kochani, w tym miejscu
podpowiedzieć, że w owych czasach Biebrzę, z racji wielkiej obfitości
bobrów zwano Bobrą.
Rzeczne boginki zwykle nie dbają o losy
śmiertelników a niekiedy wręcz przyczyniają się do ich zguby. Nirve jednak,
czy to znudzona czekaniem, czy też może zachwycona urodą młodzieńca
wydobyła go na brzeg, ocuciła i ogrzała oddechem.
Powrócony życiu ujrzał nad sobą piękną
młodą i co wielce osobliwe zważywszy na porę roku, całkiem nagą
dziewczynę o wyjątkowo jasnej karnacji i długich ciemnozielonych włosach
strojnych w wianek spleciony ze świeżych niezapominajek.
— Kim jesteś
Oszołomiony całą sytuacją Bartłomiej
i zachwycony urodą rzecznej boginki nie był w stanie wydobyć z siebie
słowa.
Ułamał, więc źdźbło bagiennej trawy,
zwanej turzycą, i na widmowo cienkiej warstewce śniegu pokrywającego
pierwszą taflę rzecznego lodu, wymalował jej postać.
Później długo rozmawiali i opowiedział jej swoją historię.
— Nie mam pieniędzy, których potrzebujesz
by kupić od ludzi to wszystko, co niezbędne, aby kolorowymi obrazami opisywać
wasz świat. Wiem jednak jak możesz je zdobyć.
Idź na północ, a w widłach rzek; Jegrzni
i Ełku, pomiędzy Czerwonym Bagnem a Lasem Ciszewskim odnajdziesz krąg
siedmiu starych dębów. W pobliżu kręgu jest wielki głaz, u podnóża,
którego znajduje się ukryta w gąszczu głogów szczelina.
Miejsce to zwane jest Piekielnymi Wrotami.
Zejdź w dół korytarzem a u wejścia do piekieł spotkasz diabła Kuwasę.
Jest on nie tylko strażnikiem krainy cieni,
ale i wielkiego skarbu. Kocha się w złocie, w czym nieco przypomina ludzi,
z którymi spędził na ziemi być może zbyt wiele czasu.
Bardziej od złota ceni jednak sobie mądrość
i odwagę.
Tam możesz zdobyć pieniądze, które
utraciłeś. Jeśli jednak nie dadzą ci szczęścia przyjdź nad brzeg rzeki
Narwi i po trzykroć wypowiedz moje imię a pokażę ci inny od waszego, być
może ciekawszy świat.
Dwa dni później, wędrując o chłodzie i głodzie, Bartłomiej dotarł
do Piekielnych Wrót. Łatwo odnalazł, z daleka widoczną, wśród bagien,
wyspę.
Nad Biebrzą miejsca takie zwie się
grądzikiami.
W owych, odległych czasach miejsce to było
porośnięte starymi dębami i lipami, o grubych pniach pokrytych
spękaną korą.
Komentarze
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Twoja ocena wraz z komentarzem mogą być pierwsze. Nie żałuj sobie.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.


