Piekielne Wrota

Tomasz Lippoman Wyróżniony w I Konkursie Literackim BASNIE.pl za "Bagiennik biebrzański" publikacja 20 Listopad 2009, 17:46 Poprawki 20 Listopad 2009, 17:52 Gatunek Obok domu..., Białowieża Czytano 3847 razy
0 głosów
Spis treści utworu
Piekielne Wrota
Strona 2

W pierwszych dniach stycznia Biebrzę skuł lód. Ucichły bagienne łąki, pola i torfowiska.
Na otwartych przestrzeniach, mokradeł niewiele pozostało zwierząt.
Łosie skryły się w olszowych lasach. Wilki podążyły ich śladem. Tylko orły krążyły wysoko wypatrując zajęcy, kuropatw, cietrzewi.

Biel i czerń. Tak większość z nas postrzega koloryt stycznia. O śniegu zwykło się, bowiem mawiać, że jest biały.

Bartłomiejowi śnieg nigdy nie wydawał się biały.
O świcie dźwięczał mu odcieniami różu, by wraz z podnoszącym się słońcem, w głębi cieni, odziewać się w barwę niebieskawą, z odcieniem paryskiego błękitu.
Gdy chmury nadciągały nad Biebrzę, tak zwana biel umykała w kierunku zimnego szafiru lub brudnego granatu. Kierując wzrok w stronę cieni widział go brunatnym. Gdy zaś spoglądał w przeciwnym kierunku, niby to biały śnieg, zaskakiwał go szeroką paletą odcieni srebra.
Bartłomiej czuł barwy jak mało kto, nie posiadał jednak ani palet, ani pędzli ani farb, ani wiedzy, którą adepci sztuki malarskiej zwykle nabywają w warsztacie mistrza.
Miał jednak, w sobie, to, coś, co dla rasowego malarza jest niezbędne – zmysł obserwacji i nieposkromioną chęć do opisywania świata, w sobie tylko właściwy sposób.

Urodził się, dawno temu, nad Biebrzą, w okolicach dzisiejszej wsi Wroceń, jako pierwszy i jedyny syn rybaka. Bartłomieje, od wielu pokoleń, żyli na bagnie płodząc synów i przekazując im tajniki rzecznego rybaczenia.

Od wiosny do jesieni, rok po roku, jeździł, z ojcem, na rzekę wąską drewnianą łodzią, zwaną, w tej okolicy, duszychubką. Stawiał sieci i wybierał rybę. Zimą naprawiał sprzęt, smołował łódź i pomagał w gospodarstwie. W wolnych chwilach wypuszczał się samopas na biebrzańskie pustkowia by oglądać świat.
Kilka razy do roku, od wielkiego dzwonu, a szczególnie w odpusty wraz z matką i ojcem odwiedzał miasteczko Goniądz. Tam właśnie, podziwiając freski i obrazy w parafialnym kościele, chłopiec zrozumiał, że świat można farbami nie tylko opisywać, ale i go interpretować. W goniądzkiej świątyni poprzysiągł sobie, że pewnego dnia zostanie prawdziwym malarzem.
Nie podzielił się jednak, tym jakże osobliwym marzeniem z rodzicami.
Dobrze wiedział, że Bartłomiej, syn rybaka, w przyszłości może być tylko i wyłącznie rybakiem.

Pewnego wietrznego, październikowego, dnia chłopiec nie pojechał, z ojcem, na rzekę. Męczył go kaszel i wysoka gorączka. Ojciec z matką ruszyli na ostatni jesienny połów.
Dwa dni później Bartłomiej odnalazł odwróconą do góry dnem łódź.
Na goniądzkim cmentarzu odprawiono symboliczny pogrzeb z pustymi trumnami.
Wkrótce okolicę ścisnęła wyjątkowo mroźna zima. Dni stawały się coraz krótsze a noce coraz czarniejsze. Chłopiec przeważnie przesiadywał w drewnianej, krytej trzciną, chacie patrząc w ogień i zastanawiając się co dalej czynić ze swym życiem.

Pod koniec stycznia, w siedemnaste urodziny, sąsiad, z Wrócenia zaproponował mu odkupienie ojcowizny, na którą składał się mały kawałek pola, chata, łódź i rybackie sieci.
Bartłomiej, krotko się zastanawiał i oddał rodzinną schedę za pierwszą cenę.
W dzień po dobiciu transakcji, siwym zimowym świtem, z lekką duszą i ciężką sakiewką, ruszył w świat by zostać prawdziwym malarzem.
Kilka wiorst za Wróceniem napadli go zamaskowani zbójcy, synowie podstępnego sąsiada. Pobitego i ograbionego wrzucili, w nigdy niezamarzające, oparzelisko na lewym brzegu Biebrzy. Ciało chłopca pogrążało się w granatowych wodach rzeki. Opadając ku rzecznej głębinie poczuł wielki ból w płucach, strach, a po chwili słodkie ukojenie. Zapadał się w nowym, nieznanym świecie, z poczuciem ulgi. Nagle jednak, pośród rzecznych alg, ciemności i chłodu zrozumiał, że nie spełnił jeszcze swego największego marzenia.

Traf, czy też może przeznaczenie, chciało, że narwiańska rusałka Nirve umówiła się w tym właśnie miejscu, ze swą, wielce niepunktualną siostrą Bobrą.
Trzeba wam, kochani, w tym miejscu podpowiedzieć, że w owych czasach Biebrzę, z racji wielkiej obfitości bobrów zwano Bobrą.
Rzeczne boginki zwykle nie dbają o losy śmiertelników a niekiedy wręcz przyczyniają się do ich zguby. Nirve jednak, czy to znudzona czekaniem, czy też może zachwycona urodą młodzieńca wydobyła go na brzeg, ocuciła i ogrzała oddechem.
Powrócony życiu ujrzał nad sobą piękną młodą i co wielce osobliwe zważywszy na porę roku, całkiem nagą dziewczynę o wyjątkowo jasnej karnacji i długich ciemnozielonych włosach strojnych w wianek spleciony ze świeżych niezapominajek.
— Kim jesteś
Oszołomiony całą sytuacją Bartłomiej i zachwycony urodą rzecznej boginki nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
Ułamał, więc źdźbło bagiennej trawy, zwanej turzycą, i na widmowo cienkiej warstewce śniegu pokrywającego pierwszą taflę rzecznego lodu, wymalował jej postać.

Później długo rozmawiali i opowiedział jej swoją historię.
— Nie mam pieniędzy, których potrzebujesz by kupić od ludzi to wszystko, co niezbędne, aby kolorowymi obrazami opisywać wasz świat. Wiem jednak jak możesz je zdobyć.
Idź na północ, a w widłach rzek; Jegrzni i Ełku, pomiędzy Czerwonym Bagnem a Lasem Ciszewskim odnajdziesz krąg siedmiu starych dębów. W pobliżu kręgu jest wielki głaz, u podnóża, którego znajduje się ukryta w gąszczu głogów szczelina.
Miejsce to zwane jest Piekielnymi Wrotami. Zejdź w dół korytarzem a u wejścia do piekieł spotkasz diabła Kuwasę.
Jest on nie tylko strażnikiem krainy cieni, ale i wielkiego skarbu. Kocha się w złocie, w czym nieco przypomina ludzi, z którymi spędził na ziemi być może zbyt wiele czasu.
Bardziej od złota ceni jednak sobie mądrość i odwagę.
Tam możesz zdobyć pieniądze, które utraciłeś. Jeśli jednak nie dadzą ci szczęścia przyjdź nad brzeg rzeki Narwi i po trzykroć wypowiedz moje imię a pokażę ci inny od waszego, być może ciekawszy świat.

Dwa dni później, wędrując o chłodzie i głodzie, Bartłomiej dotarł do Piekielnych Wrót. Łatwo odnalazł, z daleka widoczną, wśród bagien, wyspę.
Nad Biebrzą miejsca takie zwie się grądzikiami.
W owych, odległych czasach miejsce to było porośnięte starymi dębami i lipami, o grubych pniach pokrytych spękaną korą.



Komentarze RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Twoja ocena wraz z komentarzem mogą być pierwsze. Nie żałuj sobie.

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Losowy tytuł - loteria nieocenionych przez Ciebie. Oceniaj i korzystaj z funkcji do odszukiwania nieczytanych opowieści.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi