Piekielne Wrota

Tomasz Lippoman Wyróżniony w I Konkursie Literackim BASNIE.pl za "Bagiennik biebrzański" publikacja 20 Listopad 2009, 17:46 Poprawki 20 Listopad 2009, 17:52 Gatunek Obok domu..., Białowieża Czytano 4412 razy
0 głosów
Spis treści utworu
Piekielne Wrota
Strona 2

Dzisiaj są to najczęściej młode brzozowe laski z nielicznymi już ostańcami – świadkami dawnych dziejów. Stare lipy i dęby dawno temu wycięto i sprzedano.
W pobliżu wielkiego, na chłopa, takiego, co i pięciu nie podniesie głazu, znajdowało się wejście do piekieł.
Bartłomiej szybko się przeżegnał i bez wahania wpełzł do jamy.
Wędrował ciemnym tunelem odpychając się łokciami kolanami, od wilgotnych i zimnych ścian. Z czasem droga stał się nieco szersza. Zsuwał się wciąż niżej i niżej to zgięty w pół, to pełznąc na brzuchu jak wąż.

Za kolejnym zakrętem tunel się rozszerzył. Mógł już iść niemal wyprostowany, było jednak coraz cieplej. Im bardziej opuszczał się w dół tym trudniej było oddychać ciężkim bagiennym powietrzem.
Pot zalewał mu oczy a płuca przy każdym oddechu wypełniały się bólem. Szedł po omacku, niżej i niżej, ślizgając się po pochyłości. Za kolejnym zakrętem stracił równowagę i runął w czarną czeluść.
Ocknął się na miękkiej wilgotnej i ciepłej ziemi, w sporej pieczarze oświetlonej łagodnym żółtym światłem. Powietrze było tu ciepłe, niemalże świeże z nutą metalicznego posmaku.
Środek pomieszczenia wypełniało czarne, torfowe klepisko.
Z boku tuż pod pochyłą ścianą dostrzegł małe, granatowe jeziorko. Resztę posadzki zajmowały sterty złotych monet, żarzących się niczym dogasające palenisko w wiejskim kaflowym piecu.
W rogu na stosie monet siedział przystojny złotowłosy, niebieskooki, szczupły mężczyzna, o regularnych przyjemnych rysach wyglądający dokładnie tak samo jak Bartłomiej.
— Jak się miewasz Bartłomieju?
— Myślałem, że diabeł ma rogi, ogon, kopyta i szpetną twarz.
— Nie wierz we wszystko, co ludzie powiadają. Mogę wyglądać jak tylko zechcę. Powiedz, mój drogi, co cię do mnie sprowadza.?
— Potrzebuję pieniędzy by kupić wszystko to, co niezbędne prawdziwemu malarzowi.
— Jak widzisz pieniędzy u mnie dostatek. Nie mam jednak w zwyczaju rozdawać ich za darmo. Hmmm… niech pomyślę. Już wiem. Przynieś mi tu taflę lodu z rzeki bym mógł zrobić sobie z niej okno i oglądać przez nie chmury.
Bartłomiej nie zwlekawszy ruszył w drogę powrotną, która zajęła mu niewiele czasu i prawie wcale nie była uciążliwą. Musiały to sprawić kwasowe czary.
Bartłomiej próbował na różne sposoby dostarczyć Kuwasie jego osobliwe zamówienie. Za każdym jednak razem docierał do skarbca z mniej lub bardziej wilgotnym pakunkiem, niezawierającym jednak ani kawałka lodu. Po siódmej próbie wpadł jednak na pewien pomysł.
Głodny i wyczerpany dotarł do Ciszewa, gdzie u zamożnego gospodarza zatrudnił się jako parobek. W stodołach wciąż trwała młócka.
Bartłomiej przepracował kilka dni i za otrzymane wynagrodzenie kupił solidny szpadel i nieco prowiantu, po czym ruszył wprost do Piekielnych Wrót. Był koniec lutego. Wiosna stała za progiem.
Po niebie żeglowały klucze gęsi. Skowronki dzwoniły spod chmur, na zamarzniętych w grudę polach suchym kirrek, kirrek nawoływały się kuropatwy.
Łatwo odnalazł wejście do piekieł i niezwłocznie zabrał się do roboty. Od rzeki Jegrzni dzieliło je nie więcej niż sto kroków. Pracował od świtu do zmierzchu, a na noc wpełzał do ciepłej jamy.
Siódmego dnia otworzył kanał, przy wejściu do piekieł i patrzył jak lodowata woda wpływa do kuwasowego skarbca.
Pod koniec dnia zasypał wejście, wziął wcześniej wyciętą taflę lodu, owiniętą mchem i płótnem i zsunął się w ciemność.
W tunelu wciąż było ciepło, jednak znacznie chłodniej niż za pierwszym razem. Znał drogę na pamięć i wkrótce stanął twarzą w twarz z Kuwasą.
— Mam dla ciebie lód, przez, który chcesz oglądać biebrzańskie chmury.
— Sprytnyś. Bierz złoto i znikaj, muszę tu teraz zrobić porządek.
Bartłomiej wziął tylko kilka garści monet i ruszył w górę.

Nikt nie wie gdzie później terminował. Wiadomo jednak, że został wędrownym malarzem, pejzażystą. Zajęcie to nie dawało mu chyba wiele satysfakcji, bo szybko je porzucił. To, w co wkładał całą swą duszę było wszak dla ludzi niczym więcej niż widoczkami, które służyły do dekoracji wnętrz.
Po kilku latach pojawił się ponownie nad Narwią, w okolicach Waniewa i po trzykroć przywołał rusałkę Nirve. Boginka powitała go jak dawno wyczekiwanego gościa i zgodnie z obietnicą wprowadziła w świat duchów bagienno rzecznej krainy.
I tak Bartłomiej rozpoczął nową odsłonę życia.
Z radością tworzył obrazy duchów malując je na śniegu, lodzie, na trawach pokrytych rosą, a nawet na mgle. Wyczarowywał wizerunki magicznych postaci przy pomocy źdźbła trawy, trzcinowej łodygi, gałązki wierzby.
Portrety mamutów, płanetników, wodników, utopców, polewików, południc, borowych, strzyg….Biebrzańskie mandale. Historia, którą wam opowiedziałem wydarzyła się dawno temu i obrazów Bartłomieja, co oczywiste nie z najdziecie w żadnym muzeum.

Czasem jednak, zimą, gdy wiatry nadciągną z północy Biebrza wygląda jak Bałtyk w sztormowy wieczór.
Nie ma wtedy traw, nie ma drzew, bo wszystko znika, aby chmury stały się Biebrzą, a Biebrza chmurami.
W takie to dni warto spojrzeć w górę i uważnie przyjrzeć się obłokom, bo niekiedy odbijają się w nich dawne obrazy Bartłomieja. Wizerunki płanetników, utopców, polewików, południc…

K O N I E C

.

Komentarze RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Twoja ocena wraz z komentarzem mogą być pierwsze. Nie żałuj sobie.

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Stworopedia to księga baśniowych stworów i słów związanych. Nie znajdziesz tam odpowiedzi zostań autorem wpisu.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi