Jezioro Dadaj
Jakby na skinienie licha, które tu przed setkami lat się spotykały, wyrósł w jednej chwili las gęsty i nieprzebyty. Pośród niego zabłysło jezioro głębokie o wodzie tak smutnej, jak serce zmartwionego ojca…Żaden człowiek tędy nie chodzi, żaden ptak nie przelatuje, żadne zwierzę nie mieszka. A stało się tak dlatego, że… wiele, wiele lat temu, żył pod Krakowem szewc Wojciech, ubogi, gdyż i ludzie wokół niego byli ubodzy. Często z dachu domu deszcz padał mu na szewski warsztat, chleba ani kromki w domu nie znalazłeś, ale największe jego zmartwienie to brak żony i dzieci. Marzył i marzył o nich
ale kto spojrzy na takiego biedaka! Nikt. Kiedyś wybrał się nad Wisłę,
żeby chociaż jej się poskarżyć. Zamknął oczy, twarz wystawił do słońca
i ruszył w świat wyobrażeń, o wiele lepszy niż rzeczywisty. Podmuch
wiatru przerwał jego drzemkę. Otwarł oczy i zobaczył niedaleko od siebie
śliczną dziewczynę, która zwijała długie, złote włosy w warkocz.
Uśmiechy popłynęły w obie strony, zadrżały dwa serca. Pełne młodej
odwagi niedługo kazały na siebie czekać.
Jakby za sprawą dobrych czarów odmieniło się życie Wojtka:
dostatek i szczęście zagościły z Hanką w jego domu, dach naprawiony,
szydło i dratwa tylko migały w pracowitych dłoniach szewca. Na domiar
szczęścia został ojcem Dorotki, która rosła rodzicom na pociechę. Gdy
nauczyła się chodzić i mówić, wołała do wszystkich: Da! Daj!, aż nie
nazywano jej inaczej jak Dorotka Dadaj, a później tylko Dadaj.
Nic co dobre nie trwa wiecznie, Hankę owiało zimne powietrze,
zachorowała ciężko i nie było lekarstwa, które by ją uratowało.
Zostawiła Wojciecha z małą Dadaj samego, a gdy odeszła, szczęście
odeszło razem z nią. Szewc osiwiał ze zmartwienia, broda urosła mu do pasa,
zrobił się zły, skąpy i chytry. Wszystkiego zawsze było mu mało:
i pracy, i chleba, i pieniędzy.
Zamiast zająć się Dadaj, myślał jak stać się bogatym.
Dorotce Dadaj serce pękało z bólu, ale ojciec tego nie widział. Kiedyś
wybrał się do karczmy, by przy tanim winie zapomnieć o smutku i niedoli. W
szklanicy widział swoje odbicie i żalił się do niego, a gdy odbicie
przemówiło, zaskoczony rozlał napitek i… ujrzał w nim małe diable,
przynajmniej na takie wyglądało w mokrej kałuży na stole. Tak zawarli
znajomość: szewc Wojciech i Boruta, potomek czarta Mefistofelesa.
— Cóż za smutki topisz w tym kiepskim trunku, przyjacielu mój? –
zapytał z przewrotnym uśmiechem ogoniasty.
— Nic nie mów, wszystkie troski ci w oczach widać. Znam cię od dawna…
Wiem, że majątku pragniesz bardziej niż wszystkiego na świecie, niż serca
dobrego, kromki chleba w pocie zapracowanej i blasku słońca. Wiesz czego
pragnę, choć nic nie mówiłem… I co? I możesz mi na to coś poradzić?
Jeszcze się taki nie urodził, który by mógł to zrobić… – rozżalił
się szewc.
— Ja wiele mogę. Mogę dać ci to, czego pragniesz, ale ty musisz mi się
odwdzięczyć w ten sam sposób.
— A czego ty możesz chcieć, jeśli masz wszystko? – zdumienie odbiło
się w słowach Wojciecha.
— No, tak dobrze to i ja nie mam. Chcę Dadaj – diabeł wyjawił powód
swej ofiarności.
— Dorotkę?! – Czyś ty oszalał? Moje dziecko? Diabłu?! Nigdy!!!
-Zanim podejmiesz ostateczną decyzję, zastanów się dobrze – radził
przybysz z innego świata.
— Dobrze pomyśl! – krzyknął za odchodzącym w pośpiechu.
Gdy Dorotka spała, on przewracał się z boku na bok. We śnie, kiedy
ten go w końcu zmorzył, oglądał i liczył złoto i klejnoty całego
świata, układał je, przesypywał, dzielił kolorami, kształtami,
wielkością i znów zaczynał od początku. Zbudził się i zaczął
myśleć o biedzie i co może dać jedynaczce. Podjął decyzję
z przekonaniem, że lepiej jej będzie u zamożnego, mimo że wcale nie
pięknego diabła, niż przy biednym, skąpym ojcu, który nic dobrego nie
potrafi dać. Wstał, gdy księżyc bladł coraz bardziej, wyszedł przed
dom – a tu bies jakby czekał na to.
— Zabieraj dziecko moje – zrezygnowanym głosem zwrócił się do niego.
— Mój żeś ty, przyjacielu jedyny! – usłyszał, a po małej chwili wiatr
przyniósł mu wstążkę z włosów córki.
Dorotka zbudziła się w obcym, ciemnym miejscu. Zobaczyła pana
z piekieł i zrozumiała co się stało. Jej łez Boruta niczym nie mógł
ukoić, płynęły i płynęły jak rzeka. Mimo tego nie oddał jej
Wojciechowi. Ten zaś, żyjąc w dostatku, czuł się dobrze. Bardzo dobrze.
Trwało to dotąd, dokąd samotność nie zaczęła mu dokuczać. Wracała w
pamięci twarz córki tak podobna do Hanki, że nie wiedział czasem, która to.
Tęsknił z każdym dniem coraz mocniej i mocniej. Nie chciał pałacu, nie
chciał pieniędzy… Chciał córki. Wiele czasu szukał siedziby Boruty, aż
nadszedł dzień, w którym mu się udało. Wszedł do domostwa ogromnego,
szedł i szedł w nim długo, aż gdzieś usłyszał płacz. Otwarł złocone
drzwi, a za nimi zobaczył swoje dziecko. Radości nie było miary, ale też
i o ucieczce myśleć musieli szybko.
Pobiegli salami, pobiegli korytarzami, pobiegli ogrodem i sadem
wielkim, które dla wybranki diabeł uczynił i wreszcie trafili do domu. Teraz
to nie była dziurawa chałupa, ale kamienica zbytkiem opatrzona, zasobna,
dostojna – i przeraźliwie pusta.
Znów los im się odmienił, życie poweselało, ale nie na długo –
Boruta nie zastawszy w domu Dadaj wpadł w złość. Domyślił się, co się
stało. Przybył do Wojciecha i rzeczywiście – zastał tu porwaną przez
ojca Dorotkę. Parsknął z gniewu tak strasznie, że ogień buchnął z jego
pyska i zapalił kosztowne materie na ścianach, tynk się posypał od wiru
powietrznego, a on śmignął jak meteor trzymając dziewczynę za ręce. Zły,
zdradzony, oszukany, przyniósł ją na polanę po Krzemionkami. Tu machnął
kudłatymi łapami, pomruczał po diabelsku i szast-prast – wokół w jednej
chwili wyrósł potężny las. Dorotka rozpłakała się rozpaczliwie,
szlochała i szlochała, jakby jej życie składało się tylko z płaczu.
Natoczyła tyle łez, że utworzyło się jezioro, które otoczyło ją wodą
jak matka ramionami, aż zamknęło się nad nią.
A Wojciech? Chodził i chodził po strasznym lesie, wołał: Dadaj! Dadaj! a
ludzie mówią, że i dziś, przy pełni księżyca słychać płacz Dadaj,
wołanie Wojciecha i diabli skrzek Boruty.
Komentarze
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Twoja ocena wraz z komentarzem mogą być pierwsze. Nie żałuj sobie.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.


