Legenda o kościele św. Benedykta
Przed kilku wiekami, w naszym zacnym krakowskim grodzie,
żyła piękna, ale zła i okrutna szlachcianka. Bardzo samolubna i pozbawiona
litości kochała jedyną rzecz – pieniądze. W piwnicach jej zamku leżały
ich stosy, stosy złotego i srebrnego koloru. Ludzie wiedzieli, że jest
niezwykle bogata. Gdy niektórzy z nich potrzebowali pomocy, prosili ją
o nią. Ale ona wszystkich wyśmiewała i szczuła psami.
Pewnego dnia rozszalała się niezwykła burza.
Błyskawice raz po raz rozświetlały okolicę. Pioruny trzaskały jeden za
drugim. W końcu jeden trafił w zamek. Ogień szybko brał w posiadanie kolejne
sale. Szlachcianka chciała zbiec do piwnicy, by ukryć się tam. Daremnie.
Podmuch wiatru rzucił snop iskier na jej suknię, która w jednej chwili
rozświetliła się jasnymi płomieniami. Nie miał jej kto pomóc, choć
głośno krzyczała. Sama nie zdążyła opanować ognia. Spłonęła razem ze
swoim zamkiem. Przez długie lata ludzie omijali to miejsce. Uważali, że
śmierć w ogniu i zniszczenie budowli to kara za bezlitosne postępowanie
i chciwość. Wielu słyszało żałosne jęki kobiety. Nikt jednak nie chciał
wejść i sprawdzić, skąd dochodzą. Nikt nie chciał szukać skarbów,
skarbów kiedyś ukrytch w piwnicach zamku.
Wieść o tym miejscu dotarła do pewnego pustelnika. To zakonnik
Benedykt mieszkający w pobliskiej puszczy. Długo się modlił usłyszawszy tę
historię. W końcu postanowił pomóc ludziom i zbłąkanej duszy
księżniczki. Przez wiele tygodni codziennie odprawiał mszę w miejscu dawnego
zamku. Prosił o zmiłowanie dla szlachcianki i odpuszczenie jej grzechów.
Kiedyś przyszła do niego w śnie. Dziękowała za modlitwy, które
jej bardzo pomogły. Prosiła go, by dostał się do piwnicy i zabrał stamtąd
jej majątek. Chciała, by postawił w miejscu jej zamku kościół, w którym
każdy człowiek znajdzie pocieszenie. Benedykt postąpił według jej
wskazówek, dostał się do skarbu, któremu nic w pożarze się nie stało.
Przy pomocy zaufanych ludzi wydostał go na powierzchnię, zakupił materiał,
opłacił majstrów i z pomocą wiernych zaczął budować kościół.
Gdy budowla stanęła gotowa, poświęcono ją. Każdego dnia
odprawiano w niej modły za spaloną kobietę, która dopiero po śmierci
podzieliła się swymi pieniędzmi z biednymi. Zakonnik odprawiał msze za
zbawienie wszystkich grzesznych dusz. Pomagał w ten sposób jednym, a innym
doradzał, potrzebujących wspierał pieniędzmi. Ludzie bardzo go za to cenili
i szanowali. Gdy zmarł, kościół nazwano jego imieniem, a stoi on do dziś
na Wzgórzu Lasoty.
Komentarze
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Twoja ocena wraz z komentarzem mogą być pierwsze. Nie żałuj sobie.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.


