Legenda o kościele św. Benedykta

Kasia Kociela Nie mam konta w czytelni, ale mam opowieść. publikacja 19 Wrzesień 2008, 01:49 Poprawki 24 Wrzesień 2008, 01:47 Gatunek Obok domu..., Kraków Czytano 4790 razy
0 głosów

Przed kilku wiekami, w naszym zacnym krakowskim grodzie, żyła piękna, ale zła i okrutna szlachcianka. Bardzo samolubna i pozbawiona litości kochała jedyną rzecz – pieniądze. W piwnicach jej zamku leżały ich stosy, stosy złotego i srebrnego koloru. Ludzie wiedzieli, że jest niezwykle bogata. Gdy niektórzy z nich potrzebowali pomocy, prosili ją o nią. Ale ona wszystkich wyśmiewała i szczuła psami.
     Pewnego dnia rozszalała się niezwykła burza.

 Błyskawice raz po raz rozświetlały okolicę. Pioruny trzaskały jeden za drugim. W końcu jeden trafił w zamek. Ogień szybko brał w posiadanie kolejne sale. Szlachcianka chciała zbiec do piwnicy, by ukryć się tam. Daremnie. Podmuch wiatru rzucił snop iskier na jej suknię, która w jednej chwili rozświetliła się jasnymi płomieniami. Nie miał jej kto pomóc, choć głośno krzyczała. Sama nie zdążyła opanować ognia. Spłonęła razem ze swoim zamkiem.  Przez długie lata ludzie omijali to miejsce. Uważali, że śmierć w ogniu i zniszczenie budowli to kara za bezlitosne postępowanie i chciwość. Wielu słyszało żałosne jęki kobiety. Nikt jednak nie chciał wejść i sprawdzić, skąd dochodzą. Nikt nie chciał szukać skarbów, skarbów kiedyś ukrytch w piwnicach zamku.    
    Wieść o tym miejscu dotarła do pewnego pustelnika. To zakonnik Benedykt mieszkający w pobliskiej puszczy. Długo się modlił usłyszawszy tę historię. W końcu postanowił pomóc ludziom i zbłąkanej duszy księżniczki. Przez wiele tygodni codziennie odprawiał mszę w miejscu dawnego zamku. Prosił o zmiłowanie dla szlachcianki i odpuszczenie jej grzechów.
     Kiedyś przyszła do niego w śnie. Dziękowała za modlitwy, które jej bardzo pomogły. Prosiła go, by dostał się do piwnicy i zabrał stamtąd jej majątek. Chciała, by postawił w miejscu jej zamku kościół, w którym każdy człowiek znajdzie pocieszenie. Benedykt postąpił według jej wskazówek, dostał się do skarbu, któremu nic w pożarze się nie stało. Przy pomocy zaufanych ludzi wydostał go na powierzchnię, zakupił materiał, opłacił majstrów i z pomocą wiernych zaczął budować kościół.
     Gdy budowla stanęła gotowa, poświęcono ją. Każdego dnia odprawiano w niej modły za spaloną kobietę, która dopiero po śmierci podzieliła się swymi pieniędzmi z biednymi. Zakonnik odprawiał msze za zbawienie wszystkich grzesznych dusz. Pomagał w ten sposób jednym, a innym doradzał, potrzebujących wspierał pieniędzmi. Ludzie bardzo go za to cenili i szanowali. Gdy zmarł, kościół nazwano jego imieniem, a stoi on do dziś na Wzgórzu Lasoty.

Komentarze RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Twoja ocena wraz z komentarzem mogą być pierwsze. Nie żałuj sobie.

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi