Tykociński Utopiec
3 głosy
W początkach XIX stulecia w Tykocinie mieszkało prawie pięć tysięcy Żydów. Stanowili ponad 70 % populacji miasta. Parali się głownie handlem i rzemiosłem. W mieście było niemal pięćdziesiąt sklepów i warsztatów. Jednym ze starozakonnych był Isralel Tiktiner, student miejscowej jeshivy, czyli rabinackiej szkoły. Chłopiec ponoć wielce urodziwy, ciekawy świata i ambitny, pochodzący jednak z ubogiej krawieckiej rodziny. Pech czy też przeznaczenie chciało, że niezamożny student zakochał się i to z wzajemnością, w pięknej i starannie wykształconej Rifce, córce miejscowego rabina.
Tego typu mezalianse nie były wśród Żydów rzadkością. Bardziej od majątku liczył się bowiem intelekt. W tym jednak przypadku, z bliżej nieznanych przyczyn, ojciec dziewczyny zdecydowanie odmówił związkowi błogosławieństwa.
Przyszedł maj. Narew wypełniła kilkusetmetrową, rzeczną dolinę od
brzegu po brzeg. Z kępiastych wierzby płynęły, słowicze kląskania. Nad
wiosennym rozlewiskiem kłębiły się mewy rybitwy. Wyżej nieco beczenie
bekasów kszyków mieszało się z syrenami rycyków. Skrajem doliny pod
czarnym olsem łosze, wodziły tegoroczne łoszaki. W suchszych miejscach, nieco
przydymiona, żółć kaczyńców powoli ustępowała złocistej barwie
jaskrów. Wzdłuż brzegów rozkwitały niezapominajki konkurując barwą
z fioletem łąkowych koniczyn. Buczały trzmiele, brzęczały pszczoły,
bezgłośnie żeglowały pazie królowej. Pachniało wodą miętą, szczawiem
bagiennymi trawami.
Izrael nie cieszył się jednak urokami wiosny.
Od miesięcy zabiegał, o rękę wybranki aż wreszcie utraciwszy wszelką
nadzieję rzucił się w wody Narwi. Ciała chłopca nigdy nie odnaleziono.
Kilka tygodni po jego gwałtownej śmierci w Tykocinie zaczęło się źle
dziać.
W początkach lipca, u wodopoju, utonęło
kilka dorodnych krów.Nieco później odnotowano cztery zagadkowe utonięcia
wśród miejscowej młodzieży. Wiosną przyszłego roku, jeden z najbardziej
doświadczonych miejscowych rybaków, Piotr Łapiński nie powrócił
z połowu. Dwa dni później wąską drewnianą łódź odnaleziono
15 kilometrów w dole rzeki. Wkrótce los Piotra podzieliło kilku innych
rybaków. Pozostali nie chcieli jeździć na „przeklętą“ rzekę.
Sprawa była poważna. Dochody Tykocina, w
dużej mierze zależały od eksportu solonych i marynowanych ryb, sprzedawanych
do wielu miast w dorzeczu Narwi i Wisły.Zebrała się rada miasta. Radzono
długo i bezowocnie. Na jednym z posiedzeń pojawiła się jednak córka
miejscowego szewca - Rahela i rzuciła nowe światło na kryzysową
sytuację.Z zeznań dziewczyny dowiadujemy się, że dnia 29 maja 1829 roku w
pobliżu wsi Morusy, na lewym brzegu Narwi, widziała demona, który z opisu
odpowiadał Utopcowi. Stwór, siedział na nadbrzeżnej wierzbie. Był niezwykle
chudy, pokryty zieloną, oślizgłą skórą i ociekał wodą. Miał duże
spiczaste, odstające uszy, stopy i dłonie bez paznokci spięte brunatna
błoną. Co jednak najciekawsze, pomimo iż twarz demona częściowo
przykrywały długie czarne włosy, usta były bezzębne, oczy żółte
dziewczyna zauważyła, iż jego rysy są bardzo podobne do rysów Isralela.
Uczeni Żydzi długo rozważali zeznania
Raheli. Nie znajdując jednak potwierdzenia powyższego opisu ani w
Pięcioksięgu ani w Talmudzie uznali je za zwykłe fantazje. Tego lata nie
odnotowano więcej tajemniczych utonięć. Rybacy wrócili na rzekę. Wszystko
wydawało się wracać do normy.Mijały lata. Ludzie i zwierzęta od czasu do
czasu tonęli w Narwi. Rybacy niekiedy nie powracali z połowu. Nie kojarzono
jednak tego ze złośliwością Utopca. Nad rzeką tak po prostu bywa.
Przyszedł jednak rok 1832, rok masowych zsyłek po klęsce powstania
listopadowego i rok kolejnej serii tajemniczych utonięć w Tykocinie.
Trzy kobiety piorące tuż przy brzegu, dwie
siostry zażywające kąpieli po pracy w polu, rybak z synem, dwaj studenci
Jeshivy. Wszystko w przeciągu zaledwie trzech tygodni. Ponownie zebrali się
rajcy miejscy i podobnie jak trzy lata wcześniej padło wiele słów, dużo
było machania rękami, wznoszenia oczu do nieba podobnie jak poprzednio nie
było żadnych praktycznych rozwiązań. Obradom, które przerwano w szabas
przewodniczył, jak poprzednio rabin, ojciec Fifki. W trakcie uroczystej
piątkowej wieczerzy, córka przypomniała mu samobójczą śmierć Izraela oraz
zeznania Raheli. Ojciec nie chciał jednak o tym słyszeć. Uważał, ze sprawa
demona, została raz na zawsze rozstrzygnięta. Nieszczęścia jednak nie
ustawały. Tonęły domowe zwierzęta i bogobojni Żydzi. Co ciekawe
nieszczęścia przeważnie omijały goi.
Sprawę roztrząsano z każdej możliwej
strony. Nic jednak dla poprawy sytuacji z tego nie wynikało aż pewnego
sierpniowego dnia zgłosił się do rabina Michał Łopuchowski, znany w okolicy
frant i zabijaka, uchodzący wśród miejscowej braci za obdarzonego
niepoślednim konceptem. Zubożały szlachcic zgodził się za sporą jak na
owe czasy sumę trzystu rubli w złocie położyć kres tajemniczym utonięciom.
Rajcy przystali na propozycję.
Michał, w przeciwieństwie do nich wierzył w
Utopce i wiedział, że ponad wszystko lubują się w trudnych zagadkach. Bez
większych trudności odszukał delikwenta na pochyłej wierzbie w pobliżu wsi
Morusy, w tym samym miejscu, które w swych zeznaniach kilka lat wcześniej
wskazała Rahela. Zawarli ponoć taki układ. Trzy zagadki. Jeśli zwycięży
Utopiec Michał skacze do rzeki. Jeśli Michał Utopiec da spokój miejscowym.
Pierwsza zagadka była taka:
Co to znaczy, gdy ktoś znajdzie cztery
podkowy?
— To znaczy, że gdzieś koń biega na bosaka
po chwili odpowiedział demon. Druga była nieco trudniejsza:
Było coś i nic. Coś wyfrunęło oknem, nic
wyszło drzwiami.
Co zostało?
Nad odpowiedzią Utopiec myślał przez kilka
minut i bardzo z siebie zadowolony tak odpowiedział:
Nie ma coś, nie ma nic, a było coś i nic,
więc zostało i.
A oto trzecia, nad którą duma on
prawdopodobnie do dziś dnia, bo Łopuchowscy, kilka miesięcy później
pobudowali duży folwark niedaleko Tykocina a tajemnicze utonięcia w okolicy,
od tamtych dni, już się nie powtórzyły
Matka jest o 21 lat starsza od swojego
dziecka.
Za 6 lat dziecko będzie 5 razy młodsze
od matki
Pytanie: Gdzie jest ojciec?
Komentarze 3 z 3
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

Spryt i żyd w jednym stali domku Dobre to, ale żeby arcydzieło? Nie. Irytują mnie te dane w liczbach wplatane w wątek. Podobał mi się pomysł z innych opowiadaniach autora, gdzie takie informacje zawiera w nocie bocznej. Powiem też tu: Żydzi wiedzą, że pieniądz łatwiej zyskać i utrzymać dzięki intelektowi (mniej dzięki wiedzy, czy mądrości). Cenią sobie przyczynę bardziej niż efekt bo czują która przyczyna niesie jaki skutek, a posiadanie pieniędzy nie świadczy o stałym w nie zaopatrzeniu. Zawsze pragnąłem posiadać ten spryt (intelekt) żyda, obrzezałem się nawet
, czy to coś dało, okaże się pewnie za kilka lat

Wypadałoby poprawic... Brakuje trzech czwartych przecinków. Są literówki. Bohaterka raz nazywa się Rifka, raz Fifka. Bohater: raz Isralel, raz Izrael. Plus pod koniec tak naprawdę nie wiadomo, czy pytania miał zadawać Utopiec, czy Michał. Okazuje się to dopiero w momencie, kiedy odpowiada demon (brakuje myślnika między odpowiedzią a kwestią narratora).
Od strony fabularnej w porządku - ale tekst sprawia wrażenie, jakby Autor ani razu go nie przeczytał po napisaniu.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.




Wiedźma Nyja:)
24 Czerwiec 2008, 01:43
"Bery i Bojki" w wydaniu żydowskim... Doskonałe
Na górnym Śląsku jest wiele podobnych opowieści, które uwielbiam z dzieciństwa. Ech, brakuje teraz babć, które snułyby ciąg dalszy opowiadania aż do rana...
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu