Baśń No1
2 głosy
| Spis treści utworu |
|---|
| Baśń No1 |
| 2. część |
| dalsza część |
| 4. zakończenie |
Przyszła do mnie i powiedziała tak: – Entliczek – pentliczek, czerwony stoliczek, na kogo wypadnie na tego… – Na tego co? – spytałem. – Bęc! – powiedziała i dała mi prztyczka w nos, po czym zniknęła w mgiełce dymu o zapachu wanilii.
Prawdopodobne że mogłem jej więcej nie zobaczyć. Mówiła, że jest jak
jesienne niebo; każdego dnia miała inny nastrój. Tamtego dnia była radosna,
wesoła i chyba nie potrzebowała niczego więcej. Nie potrzebowała nikogo
więcej. Była samowystarczalna dla swojej własnej radości, dla swojego
własnego jestestwa i nie chciała powiedzieć, czy dla cielesności także.
Jej oczy skrywała tajemnica. Nie sądziłem, że zechce się do kogokolwiek
zbliżyć na dotknięcie serca… Ale kiedy odsłaniała ramiona wyczuwałem
tęsknotę jej nagiej skóry za dotykiem, za pieszczotą mocniejszą niż powiew
wiatru. Miała dość tych wszystkich istot naruszających jej prywatność.
Było takie jedno miejsce, gdzie zawsze mogłem ja zobaczyć. Stara, opuszczona
kapliczka w samym centrum miasta. Były tam drewniane ławki porośnięte
bluszczem, ołtarz z zardzewiałym Chrystusem na krzyżu i z tabernakulum
wypatroszonym jak śnięta ryba. Otwarte Serce Jezusowe zapraszającym gestem
wzywało do siebie, kładło palce na ustach nakazując milczenie.
— Dlaczego zawsze każesz mi milczeć? –
spytała Go kiedyś.
— Tylko tu jestem Ja Prawdziwy –
powiedziało jej Serce. – W tych wszystkich wielkich kaplicach są tylko
marne podobizny moje. Ja jestem w ciszy, w zapomnieniu o hałasie, gwarze
i całym pośpiechu świata. W spokoju ducha, w miłości do drugiego
człowieka…
— Rozumiem, ale dlaczego nie objawisz się
wszystkim, tylko dajesz się poznać nielicznym?
— Wiara to nie telewizja kablowa. Nie każdy
ma do niej dostęp za cotygodniową opłatą. Tego trzeba poszukać, MNIE TRZEBA
POSZUKAĆ! Dlatego ukrywam się przed ludźmi.
— Ale kim ty jesteś, tak naprawdę? –
spytała gryząc stary opłatek.
— Kim jestem? Kimś, kogo większość
zapomniała. Kogo większość uważa za zmarłego, za wiecznie cierpiącego…
Odmawiano mi śmiechu, odmawiano mi kobiet, przyjaciół. Odmawiano mi
najpiękniejszego – człowieczeństwa. Ze wszystkimi wadami i zaletami.
Jestem tylko baśnią, legendą, która stała się najpopularniejszą
wyrocznią współczesnego świata. Z maleńkim jedynie ziarnem prawdy, że
największa wartością jest drugi człowiek, a nie istoty idealne, nazwane
przez ludzi bogami.
— Rozumiem – mówiła popijając opłatek
winem. – Rozumiem i bardzo mi przykro z tego powodu. Straciłeś rację
istnienia w naszym świecie. Ja też nie mam łatwo.
– A ty kim jesteś? – spytało Serce. – Często tu przychodzisz.
— Jestem tym, co u ludzi najpiękniejsze…
I Serce wiedziało, co ma na myśli.
Primavera zawsze wiedziała, jak poznać, że ktoś jest zły. Wystarczyło
jej jedno spojrzenie w oczy. Jakiś dziwny prąd przebiegał wtedy człowieka po
plecach, od czubka głowy po koniuszek kręgosłupa, i złość mijała jak
ręką odjął.
Pamiętam, kiedyś siedziałem na krześle
pośrodku olbrzymiej Hali. Czekałem. Najpierw zaczął padać śnieg. Nieomylny
znak, że nadchodzi. Białe płatki sypały się dookoła, a ja czekałem. Potem
śnieg stopniał. Małe kałuże odbijały nagle słońce. Poczułem ją w
powietrzu. Primavera przyszła nie oglądając się za siebie. Przywitała się
zdawkowym „ cześć „ i oparła o poręcz krzesła, dokładnie tam, gdzie
położyłem dłoń. Chciałem ją złapać za rękę, ale wiedziałem, że nie
będzie tym zachwycona. Szukała czegoś. Ona zawsze czegoś szuka. Krąży
pomiędzy ludźmi i szuka w ich oczach czegoś, czego sama nie potrafi
określić. Po prostu to wyczuwa. Co wcale nie oznacza, że jest nieomylna.
Myliła się wiele razy, wiele razy znajdywała coś, co, jak miała nadzieję,
jest właśnie tym, ale to zawsze była pomyłka. W zasadzie myliła się tak
często, że wszyscy przestali jej wierzyć, że potrafi cokolwiek znaleźć. W
rezultacie Primavera była bardzo zagubiona. A wtedy stała tak po prostu
oparta o krzesło i patrzyła prosto w moje oczy. Czekałem, co mi powie.
Chwila zastanowienia przedłużała się coraz bardziej.
— Miałam dla ciebie jabłko, ale je
zjadłam – powiedziała w końcu. Jak małe dziecko, stale trzeba jej
pilnować, aby czegoś nie zbroiła. – To było moje ostanie jabłko. Więcej
nie mam.
Klapnęła dłońmi po bokach spodni
udowadniając, że nie ma już więcej jabłek.
— Wiem – odparłem. Wiem, ja tez miałem
coś dla ciebie, ale już tego nie mam.
— A co to było? – zauważyłem w jej
oczach ożywienie. Primavera uwielbiała dostawać prezenty.
— Zapomniałem – skłamałem. Dobrze
wiedziałem, co to było, ale jakoś lepiej było tego nie mówić. To nie
miało by żadnego sensu w tym stanie, w jakim znajdujemy się teraz. Wolałem
zachować milczenie.
— Zapomniałeś? – zdziwiła się. –
Wydawało mi się, że masz dobrą pamięć.
— Czasami się zdarza zapomnieć o czymś.
Ty robisz to każdego dnia.
— Nieprawda! – wykrzyknęła – Ja nigdy
nie zapominam! To ty! To wy zawsze zapominacie! Patrzyłem, jak złości się
i jak złapała moją rękę nawet tego nie zauważając. Stała tak
z gniewną miną i ściskała moją dłoń i powoli złość mijała.
A potem od nowa:
— Miałam dla ciebie jabłko, ale je
zjadłam, powiedziała. Maleńkie dziecko znów zaczęło płakać.
— Tak, wiem słonko – dziecko
uśmiechnęło się.
— Widziałeś wczoraj zachód słońca? –
spytała nagle.
Komentarze 2 z 2
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

Ładne. Trochę moralizatorskie (jak na mój gust - może nieco za bardzo), ale naprawdę ładne. Co prawda nie jakoś szczególnie w moim guście, ale wierzę, że może się podobać.
Literówek na tyle niewiele, że wspominam o nich wyłącznie z poczucia obowiązku - nawet ich już nie pamiętam... A nie! było "labo" zamiast "albo". I coś jeszcze, ale tego czegoś jeszcze nie pamiętam.
Tak czy tak - gratulacje.
Dyskusja: 2 odpowiedzi Dodaj komentarz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.



Bartosz Kowa
23 Wrzesień 2008, 21:51
BAŚŃ!!!
Wszystkie wymogi formalne baśni spełnione! Jestem zachwycony. Cieszę się, że przeczytałem tę opowieść. Cieszę się, że znalazła się w tej czytelni. Uwagi krytyczne zostawię innym...
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu