Baśń No1

Adam Blank publikacja 23 Wrzesień 2008, 20:54 Poprawki 10 Listopad 2009, 02:05 Gatunek W blasku ognia, Błogie, smutne Czytano 7410 razy
2 głosy
Spis treści utworu
Baśń No1
2. część
dalsza część
4. zakończenie

– Jezusa. On tam mieszka. Może On ci cos poradzi. Ale wątpię. Już raz z nim rozmawiałam i nic mi takiego nie powiedział. Jest taki sam jak ja. I zniknęła, i tylko kurz na polnej drodze znaczył to miejsce, gdzie jeszcze niedawno stała.

Stara kapliczka na środku miasta. Zapomniana i zniszczona. Ślepe witraże przepuszczały czyste słońce. Zakurzone powietrze wisiało nieruchomo podpierane słupami światła i kurzu.
W środku było pusto. I co teraz? Tak po prostu zawołać? Jezu?
— Jezu – powiedziałem cicho. Coś tam zadrgało w kurzu i z obrazu spłynął Jezus Z Otwarty Sercem.
 – Słucham cię – powiedział.
— Jak sprawić, żeby Primavera była wolna?
— Kto? – zdziwił się Jezus.
— Primavera – powiedziałem – mówiła, że cię zna.
— Primavera, Primavera… – obracał to słowo w ustach i patrzył w sklepienie kościoła. Ach… Primavera! – powiedział w końcu klepiąc się w czoło – wybacz, rzadko widuje ludzi, zapominam o niektórych. Nie do pomyślenia, jak można zapomnieć o Primaverze! Ale to był Jezus. Święty. Oni mają inny system postrzegania ludzi. Widocznie nie zrobiła na nim żadnego wrażenia.
— Rozmawialiśmy zaledwie raz – powiedział Jezus. – Zapytała kim jestem. Bardzo ją to interesowało.
— Mnie powiedziała, że jesteście do siebie podobni.
— Podobni? Nie, raczej nie. Nie wydaje mi się. Ona jest ludzka, mi tego odmówiono.
— Chcę, żeby była wolna, żeby mogła wybrać z kim chce być. Jezus zamyślił się.
— Musisz odnaleźć Stworzyciela.
— Twojego Ojca? Boga?
— Nieee – powiedział – Demiurga, Stworzyciela Primavery. Moim ojcem jest człowiek, nie żaden bóg. Jestem legendą, Primavera jest uczuciem. Jesteśmy podobni, ale różnice są wyraźne. Teraz też jestem tworem Demiurga. Dzięki niemu mam życie wieczne. Primavera została stworzona od początku, podczas gdy ja na początku byłem człowiekiem normalnie urodzonym i normalnie zmarłym.
— Znajdź Stworzyciela! Gdzie?
— Tego nie wiem. Nie odzywał się do mnie od dobrych trzystu lat.
— Primavera mówiła, że do niej się odezwał. Ale ona mi nie powie…
— Jeśli naprawdę chcesz tej wolności dla niej, jest taki jeden sposób, żeby zajrzeć jej w serce. ale musisz być pewien, tego, co do niej czujesz.
— Jestem tego pewien – powiedziałem.
— Dobra – powiedział Jezus popychając drzwi kościoła – to chodźmy! Wyszedłem na ulicę z Jezusem. Jego ubranie zmieniło się nagle, z łachmanów w sandały, dżinsy i flanelową koszulę. Patrzyłem się na ludzi, ale nikt nie zwracał na nas uwagi.
— Dlaczego oni cię nie poznają? – spytałem.
— Bo są zajęci szukaniem Mało Istotnych Szczegółów. Szukają w sobie boga, ale zapominają o człowieku w sobie, zapominają, że szukać trzeba człowieka, nie boga. Bóg nie potrzebuje pomocy. O niego nie trzeba się troszczyć.
— Ale my go szukamy. Jak mamy go znaleźć?
— To powie nam Primavera – powiedział Jezus.
— Ona nigdy tego nie powie!
— Powie, jeśli ją grzecznie poprosisz. Musimy zaczekać, aż zaśnie. Wtedy wszystkiego się dowiesz.
— Ale ja nawet nie wiem, czy ona w ogóle śpi.
— Wierz mi, że śpi. Tak jak ja. Dla przyjemności. Albo z nudów.
— To możemy czekać i tysiąc lat!
— Niekoniecznie – powiedział Jezus. – Spójrz tam. Byliśmy w parku miejskim, naprzeciwko rabatki z bratkami. W samym jej środku leżała zwinięta w kłębek Primavera i spała. Spała! Pierwszy raz widziałem, jak spała. Wyglądała tak samo pięknie, ale jeszcze delikatniej.
— I co teraz? – spytałem.
— Jeszcze raz cię spytam, czy jesteś pewien tego, co do niej czujesz?
— Tak.
— No to witaj w jej śnie! – krzyknął i pchnął mnie w jej kierunku. Zaślepiło mnie na moment światło, a potem upadłem na łąkę pełną dziwnych, fioletowych kwiatów. Słońce jaśniało mocno; nie mogło być inaczej. Czy to jest jej świat idealny? Pośrodku łąki stał dom. Mały, jednorodzinny piętrowy dom. Zupełnie jak mój, pomyślałem. Gdy szedłem do niego miałem wrażenie, że wszystkie kwiaty patrzą prosto na mnie a wraz z nimi patrzy na mnie Primavera. I pewnie nie byłem daleko od prawdy. To był przecież JEJ sen. Dom stał tak po prostu na środku pola. Wszedłem na kamienne schodki. Zawahałem się; zadzwonić czy nie? Tylko po co? ona i tak wie, że tu jestem. Nacisnąłem klamkę.
— Halo, jest tam ktoś? – zawołałem cicho.



Komentarze 2 z 2 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Bartosz Kowa
23 Wrzesień 2008, 21:51

BAŚŃ!!! :upset Wszystkie wymogi formalne baśni spełnione! Jestem zachwycony. Cieszę się, że przeczytałem tę opowieść. Cieszę się, że znalazła się w tej czytelni. Uwagi krytyczne zostawię innym...

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Anna Wołosiak
30 Wrzesień 2008, 13:10

Ładne. Trochę moralizatorskie (jak na mój gust - może nieco za bardzo), ale naprawdę ładne. Co prawda nie jakoś szczególnie w moim guście, ale wierzę, że może się podobać. ;) 
Literówek na tyle niewiele, że wspominam o nich wyłącznie z poczucia obowiązku - nawet ich już nie pamiętam... A nie! było "labo" zamiast "albo". I coś jeszcze, ale tego czegoś jeszcze nie pamiętam. 
Tak czy tak - gratulacje. :)

Dyskusja: 2 odpowiedzi Dodaj komentarz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi