Baśń No1
2 głosy
| Spis treści utworu |
|---|
| Baśń No1 |
| 2. część |
| dalsza część |
| 4. zakończenie |
– Jezusa. On tam mieszka. Może On ci cos poradzi. Ale wątpię. Już raz z nim rozmawiałam i nic mi takiego nie powiedział. Jest taki sam jak ja. I zniknęła, i tylko kurz na polnej drodze znaczył to miejsce, gdzie jeszcze niedawno stała.
Stara kapliczka na środku miasta. Zapomniana i zniszczona. Ślepe witraże
przepuszczały czyste słońce. Zakurzone powietrze wisiało nieruchomo
podpierane słupami światła i kurzu.
W środku było pusto. I co teraz? Tak po
prostu zawołać? Jezu?
— Jezu – powiedziałem cicho. Coś tam
zadrgało w kurzu i z obrazu spłynął Jezus Z Otwarty Sercem.
– Słucham cię – powiedział.
— Jak sprawić, żeby Primavera była
wolna?
— Kto? – zdziwił się Jezus.
— Primavera – powiedziałem – mówiła,
że cię zna.
— Primavera, Primavera… – obracał to
słowo w ustach i patrzył w sklepienie kościoła. Ach… Primavera! –
powiedział w końcu klepiąc się w czoło – wybacz, rzadko widuje ludzi,
zapominam o niektórych. Nie do pomyślenia, jak można zapomnieć
o Primaverze! Ale to był Jezus. Święty. Oni mają inny system postrzegania
ludzi. Widocznie nie zrobiła na nim żadnego wrażenia.
— Rozmawialiśmy zaledwie raz –
powiedział Jezus. – Zapytała kim jestem. Bardzo ją to interesowało.
— Mnie powiedziała, że jesteście do siebie
podobni.
— Podobni? Nie, raczej nie. Nie wydaje mi
się. Ona jest ludzka, mi tego odmówiono.
— Chcę, żeby była wolna, żeby mogła
wybrać z kim chce być. Jezus zamyślił się.
— Musisz odnaleźć Stworzyciela.
— Twojego Ojca? Boga?
— Nieee – powiedział – Demiurga,
Stworzyciela Primavery. Moim ojcem jest człowiek, nie żaden bóg. Jestem
legendą, Primavera jest uczuciem. Jesteśmy podobni, ale różnice są
wyraźne. Teraz też jestem tworem Demiurga. Dzięki niemu mam życie wieczne.
Primavera została stworzona od początku, podczas gdy ja na początku byłem
człowiekiem normalnie urodzonym i normalnie zmarłym.
— Znajdź Stworzyciela! Gdzie?
— Tego nie wiem. Nie odzywał się do mnie od
dobrych trzystu lat.
— Primavera mówiła, że do niej się
odezwał. Ale ona mi nie powie…
— Jeśli naprawdę chcesz tej wolności dla
niej, jest taki jeden sposób, żeby zajrzeć jej w serce. ale musisz być
pewien, tego, co do niej czujesz.
— Jestem tego pewien – powiedziałem.
— Dobra – powiedział Jezus popychając
drzwi kościoła – to chodźmy! Wyszedłem na ulicę z Jezusem. Jego ubranie
zmieniło się nagle, z łachmanów w sandały, dżinsy i flanelową koszulę.
Patrzyłem się na ludzi, ale nikt nie zwracał na nas uwagi.
— Dlaczego oni cię nie poznają? –
spytałem.
— Bo są zajęci szukaniem Mało Istotnych
Szczegółów. Szukają w sobie boga, ale zapominają o człowieku w sobie,
zapominają, że szukać trzeba człowieka, nie boga. Bóg nie potrzebuje
pomocy. O niego nie trzeba się troszczyć.
— Ale my go szukamy. Jak mamy go
znaleźć?
— To powie nam Primavera – powiedział
Jezus.
— Ona nigdy tego nie powie!
— Powie, jeśli ją grzecznie poprosisz.
Musimy zaczekać, aż zaśnie. Wtedy wszystkiego się dowiesz.
— Ale ja nawet nie wiem, czy ona w ogóle
śpi.
— Wierz mi, że śpi. Tak jak ja. Dla
przyjemności. Albo z nudów.
— To możemy czekać i tysiąc lat!
— Niekoniecznie – powiedział Jezus. –
Spójrz tam. Byliśmy w parku miejskim, naprzeciwko rabatki z bratkami. W samym
jej środku leżała zwinięta w kłębek Primavera i spała. Spała! Pierwszy
raz widziałem, jak spała. Wyglądała tak samo pięknie, ale jeszcze
delikatniej.
— I co teraz? – spytałem.
— Jeszcze raz cię spytam, czy jesteś pewien
tego, co do niej czujesz?
— Tak.
— No to witaj w jej śnie! – krzyknął
i pchnął mnie w jej kierunku. Zaślepiło mnie na moment światło, a potem
upadłem na łąkę pełną dziwnych, fioletowych kwiatów. Słońce jaśniało
mocno; nie mogło być inaczej. Czy to jest jej świat idealny? Pośrodku łąki
stał dom. Mały, jednorodzinny piętrowy dom. Zupełnie jak mój, pomyślałem.
Gdy szedłem do niego miałem wrażenie, że wszystkie kwiaty patrzą prosto na
mnie a wraz z nimi patrzy na mnie Primavera. I pewnie nie byłem daleko od
prawdy. To był przecież JEJ sen. Dom stał tak po prostu na środku pola.
Wszedłem na kamienne schodki. Zawahałem się; zadzwonić czy nie? Tylko po co?
ona i tak wie, że tu jestem. Nacisnąłem klamkę.
— Halo, jest tam ktoś? –
zawołałem cicho.
Komentarze 2 z 2
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

Ładne. Trochę moralizatorskie (jak na mój gust - może nieco za bardzo), ale naprawdę ładne. Co prawda nie jakoś szczególnie w moim guście, ale wierzę, że może się podobać.
Literówek na tyle niewiele, że wspominam o nich wyłącznie z poczucia obowiązku - nawet ich już nie pamiętam... A nie! było "labo" zamiast "albo". I coś jeszcze, ale tego czegoś jeszcze nie pamiętam.
Tak czy tak - gratulacje.
Dyskusja: 2 odpowiedzi Dodaj komentarz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.



Bartosz Kowa
23 Wrzesień 2008, 21:51
BAŚŃ!!!
Wszystkie wymogi formalne baśni spełnione! Jestem zachwycony. Cieszę się, że przeczytałem tę opowieść. Cieszę się, że znalazła się w tej czytelni. Uwagi krytyczne zostawię innym...
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu