Baśń No1
2 głosy
| Spis treści utworu |
|---|
| Baśń No1 |
| 2. część |
| dalsza część |
| 4. zakończenie |
Wszedłem dalej. To wszystko było wierną imitacją mojego własnego domu.
I nikogo w nim nie było. Wszystkie okna pootwierane na oścież. Usiadłem w
kuchni na krześle i czekałem. Albo się coś stanie albo się nie stanie. W
co ja się wpakowałem, powiedziałem do siebie, Primavera się obudzi
i zostanę tu na zawsze.
Usłyszałem jej śmiech na górze. Potem
jakieś kroki i trzaskanie drzwi. Pobiegłem na górę. Cisza. Było tam tylko
troje drzwi, nie licząc łazienki. Postanowiłem poczekać. Usiadłem na
schodach i musiałem przysnąć, bo nagle poczułem czyjąś dłoń na
ramieniu.
— Hej! Co ty tu robisz? – to ona. Stała
uśmiechnięta i patrzyła na mnie. – Nie pamiętam, abym o tobie
śniła.
— Jezus mnie tu przyprowadził. Powiedział,
że powiesz mi jak znaleźć Stworzyciela.
— A ty ciągle o tym? Nie możesz się
z tym pogodzić?
— Nie. Tak jak ty nie możesz wybrać. To
moje przeznaczenie. Nie zmienisz go.
– Posłuchaj – powiedziała siadając na schodach obok mnie – jeśli
dasz mi swobodę wyboru, możesz mnie stracić na zawsze. Jesteś tego
świadomy? Nie byłem, ale powiedziałem, że jestem.
— Kłamiesz, ale dam ci szansę. Nie mogę
kłócić się z przeznaczeniem. Wiesz, gdzie jest Stworzyciel?
— No gdzie?
— We śnie dzieci. Proste, prawda?
— Proste.
— Jezus cię tam zaprowadzi. On będzie
wiedział, jakie to ma być dziecko.
— Wiedział od początku?
— Oczywiście! Za kogo ty go uważałeś? On
wie prawie wszystko. Idź już. Wystarczyło, że otworzyłem drzwi. Ocknąłem
się na chodniku. Nade mną stał policjant.
— Hej, kolego – powiedział – nie za
wcześnie na bycie pijanym?
— Nie jestem pijany – wybełkotałem.
Jakoś dziwnie kręciło mi się w głowie.
— Bierz swojego koleżkę i idźcie stąd,
bo izba czeka. Złapał Jezusa za koszulę i poderwał do góry.
— Zostaw go! – wrzasnąłem. – To
Jezus!
— Jasne! powiedział policjant. A ja jestem
Poncjusz Piłat. Spadać mi stąd! Powłóczyliśmy się do kapliczki.
— Alkoholicy! – rzucił za nami. Jezus
tylko się roześmiał.
— Powiedziała, że wiedziałeś
o wszystkim, od początku.
— Oczywiście – odparł – chciałem
tylko sprawdzić, czy mówisz prawdę co do tego, co do niej czujesz.
— I co? Udało się. Nie trzeba było tak od
razu?
— Niestety. Ze snem dziecka będzie jeszcze
gorzej. Zobaczysz Abstrakcję i Pierwotność w najczystszej postaci. Zobaczysz
dzieło stworzenia. Zobaczysz Demiurga. Mam nadzieję, że jesteś na to
gotowy.
— Zobaczymy – powiedziałem. – Muszę
odpocząć. Idę się przespać.
— Dobry pomysł – powiedział Jezus
i zniknął w obrazie. Poszedłem do domu, takiego samego, jak ten ze snu
Primavery. Czekała tam na mnie.
— Cześć.
— Cześć. Nareszcie dopiąłeś swego.
— To jest nie do zniesienia. Albo cię mam,
albo cię nie mam.
— Ale to wszystko będzie moim wyborem,
rozumiesz! – krzyknęła. Nie pomyślałeś o tym?!
— Poproszę go, abyś o mnie zapomniała,
jeśli to nie będę ja. W jej oczach pojawiły się łzy.
— Tak właśnie będzie. Dlatego tego nie
chcę.
— A reszta? Wiedzą?
— Nie. I nie będą. Po prostu odejdę.
Zapomną… Pokiwałem głową. Niech i tak będzie.
— Posłuchaj, wiem, że robisz to dla mnie…
To tylko teraz tak wygląda. ON to wszystko naprostuje. Po prostu zapomnimy
o sobie. Będzie tak jak było, nim się spotkaliśmy.
Rozpłakała się. Złapała mnie za rękę
i kochaliśmy się, być może ostatni raz. Kochaliśmy się tonąc we łzach,
tonąc w łzach szczęścia i smutku i miłości i radości i we wszystkich
łzach świata. A potem odeszła. Flakonik jej łez połyskiwał na biurku.
Zasnąłem. Nocą przyszedł Jezus i powiedział:
— Chodź, to najlepszy moment. Ubrałem się
i wyszedłem na spotkanie Stworzyciela.
Sen dziecka, najpierw zobaczyłem plażę i bezkresne morze. Spokojne. Nie
było światła, a jednak wszystko widziałem. Nie było także nieba, tylko
jednolita czerń. I ponad tym wszystkim unosił się ON – Stworzyciel,
Demiurg, Bóg.
Najpierw powstał problem odnalezienia
właściwego dziecka. To, we śnie którego byłem, miało się urodzić za
kilka dni. Jezus powiedział, że najpierw stwarza się świat dźwięków.
A potem wkracza Stworzyciel i stwarza model świata rzeczywistego. Dziecko
odnalazło się szybko. Po prostu poszliśmy do szpitala. W środku nocy. Nikt
nas nie zatrzymał, nikt nas nie zauważył.
— Teraz uważaj – powiedział Jezus
pochylając się nad śpiącą kobietą. – To będzie niezła jazda. Złapał
mnie za rękę i pchnął w jej kierunku. Najpierw wpadłem w tunel gwiazd,
iskier, drobnych żyłek i pulsujących rzek. Coś jak pępowina. Potem
wszystko zlało się w jednolita masę i wypadłem na plażę. Spokojne morze
i ON.
Zauważył mnie, ale zignorował.
— Halo! Proszę Pana! – zawołałem, bo
zupełnie nie miałem pojęcia, jak woła się Stworzyciela. Spojrzał na mnie
zmęczonym wzrokiem.
— Czekałem na ciebie – powiedział. Jego
głos brzmiał spokojnie i ciepło. Nie pasował do jego wielkości. –
Jesteś na niebezpiecznym terenie. To czysta Pierwotność. Dopiero co
oddzieliłem wodę od ziemi, jeszcze nie ma światła, ale to się zaraz zrobi.
Najpierw ty mi powiedz, z czym do mnie przychodzisz.
— Daj wolność Primaverze! –
wrzasnąłem, bo miałem wrażenie, ze mnie nie usłyszy.
— Nie krzycz. Słyszę nawet twoje myśli.
Obrócił się nagle i machnął od niechcenia ręką i stała się jasność.
Niebo zapłonęło światłem, choć nigdzie nie było słońca.
— Czy wiesz, o co mnie prosisz?
— Wiem. Wiem, że mogę ją stracić, wiem,
co ryzykuję.
— Zwykle ludzie dziękują za nią. Ty
pierwszy pofatygowałeś się do Pierwotności aby prosić o wolność dla
Primavery. Podziwiam cię za to. Ale jesteś naiwnym głupcem, jeśli myślisz,
że ona cię wybierze.
— Nieważne. Nie chcę się nią dzielić w
taki sposób. W żaden sposób.
— Życzenie twoje spełniło się z chwilą,
gdy tu przybyłeś. Tu masz inny problem do rozwiązania. Wiesz chyba jaki?
— Pamięć?
— Dokładnie tak. Ulepił z resztek
światłości ognistą kulę i zawiesił na niebie.
— I co postanowiłeś?
— Jakbyś nie wiedział…
— Słusznie zauważyłeś. Ja wiem. Ale czy
ty wiesz?
— Tak mi się wydaje…
— Musisz być pewien. Choć to i tak już
się dokonało. Teraz nic nie zmienisz. Ech, wy ludzie! Nigdy się nie
zmienicie. Czasami żałuję, że ją stworzyłem. Miała być tylko zabawką, a
tu taki klops! Stała się najważniejszym uczuciem. To jak, jesteś pewien?
— Tak, jestem pewien.
— Amen – powiedział Stworzyciel. –
Uważaj! Za tobą! Porwał mnie do góry w momencie gdy za moimi plecami
z ziemi powstał jakiś olbrzymi twór humanoidalny. Zamachał bezwładnie
kończynami i rozpadł się na kawały ziemi.
— Co to było? – spytałem.
— Dziecko ćwiczy wyobraźnię. To jeszcze
nic… to jeszcze nic… One tworzą rzeczy niezwykłe. Budują z samych tylko
dźwięków… No! Ale na ciebie już pora! I obyś nigdy nie pożałował
swojego wyboru. Ale ja wiem…
— Ja też wiem – przerwałem mu.
Roześmiał się.
— Naiwny głupcze! I z powrotem przez tunel
gwiazd, żyłek, iskier i pulsujących rzek. Zobaczyłem Jezusa. W głowie
wirowało mi jeszcze gorzej, niż po śnie Primavery. Primavery…
Pamiętałem…
— Primavera tu była – powiedział
Jezus. – Powiedziała, że nigdy cię nie zapomni i kocha cię za to, co dla
niej zrobiłeś. Na zawsze…
— Na zawsze… – powiedziałem. – Na
zawsze…Gdzie ona teraz jest? Pokręcił głową.
— To wie tylko ona i ten którego wybrała.
Nie szukaj jej, bo nigdy nie znajdziesz. Nie wołaj, bo nigdy nie usłyszy. Od
tej chwili nigdy dla niej nie istniałeś. Ale zaimponowałeś mu. Może nada
ci jakiś wieczny sens. Na przykład Poświęcenie? Albo Niespełnienie.
Zostaniesz jednym z tych zagubionych Demonów, jak Primavera, albo jak ja.
Dopóki ktoś nas nie wyzwoli, jak ty ją. Czy wiesz, że ona teraz umrze?
— Chyba tak – odparłem niepewnie. – To
nie ma znaczenia. Ona odzyskała spokój.
— Kiedyś zrozumiesz… Poczekaj trzysta
lat.
— Ale, ON chyba nie… nie zamienił
mnie…
— To już dawno się dokonało –
powiedział Jezus. – Wpadnij kiedyś do mnie. Mamy teraz od cholery czasu.
Ech, Primavera! I znów muszę czekać na
ciebie…
KONIEC
dnia 7 VII 2003 w Działdowie .>Komentarze 2 z 2
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

Ładne. Trochę moralizatorskie (jak na mój gust - może nieco za bardzo), ale naprawdę ładne. Co prawda nie jakoś szczególnie w moim guście, ale wierzę, że może się podobać.
Literówek na tyle niewiele, że wspominam o nich wyłącznie z poczucia obowiązku - nawet ich już nie pamiętam... A nie! było "labo" zamiast "albo". I coś jeszcze, ale tego czegoś jeszcze nie pamiętam.
Tak czy tak - gratulacje.
Dyskusja: 2 odpowiedzi Dodaj komentarz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.



Bartosz Kowa
23 Wrzesień 2008, 21:51
BAŚŃ!!!
Wszystkie wymogi formalne baśni spełnione! Jestem zachwycony. Cieszę się, że przeczytałem tę opowieść. Cieszę się, że znalazła się w tej czytelni. Uwagi krytyczne zostawię innym...
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu