Baśń No2

Adam Blank publikacja 23 Wrzesień 2008, 22:15 Poprawki 09 Listopad 2009, 21:57 Gatunek W blasku ognia, Poważnie uśmiechnięte Czytano 7745 razy
3 głosy
Spis treści utworu
Baśń No2
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Zielony smok bardzo ostrożnie wyjrzał ze swej jaskini. Jego karbowany ogon nikł tajemniczo w otchłani jamy.
Stwór oślepiony dniem zamrugał ślepkami i ziewnął rozcinając spokój ranka. Właśnie w tej chwili ktoś, gdzieś na świecie zdążył w jakieś bardzo ważne miejsce. Bo gdy Czas ziewa, zegary cofają się o dziesięć minut.Z kolei gdy kichał zegary skakały do przodu o dziesięć minut. A że liczba kichnięć i ziewnięć równoważyła się w miarę, Czas nigdy nie gubił się na tyle, aby potem nie mógł się odnaleźć. Pierwsze co zobaczył, to ofiarę. Drobna blondyneczka przywiązana do pala. Zapewne dziewica, bo te wieśniaki nie przywiązałyby tu żadnej innej. I jeszcze ten rycerz… Właściwie to był dobrze zaczajony, ale zdradzał go olbrzymi,  kolorowy pióropusz zamocowany na hełmie. Ale Czas musiał przyznać, że robili postępy. Dawniej po prostu stawali dumnie wyprostowani, z mieczem uniesionym wysoko. I wołali „Chodź potworze! Wyzywam cię!”. Wtedy na własnej skórze przekonywali się jak to jest być nadgryzionym przez ząb czasu. Och, jak on ich nie lubił… Wcale nie dlatego, że obrażali go …albo próbowali zabić – Nie. Tu chodziło o zapach. Czas miał bardzo wrażliwy nos. Bo wiadomo, że z czasem wszystko się psuje, a Czas bardzo tego nie lubił. Że niby tacy odważni i w ogóle, a tak naprawdę srali ze strachu w zbroję!  A najbardziej nienawidził zapachu strachu! Duszącego smrodu wywodzącego się z niepewności tego, co on, Czas, pokaże. Bo nazywał się Czas. Nie wiedział dokładnie dlaczego. Podejrzewał, że te wieśniaki go tak nazwały, pewnie dlatego, że gdy kicha albo ziewa coś się dzieje z ich czasomierzami. Ale co go to obchodzi?! To jeszcze nie powód, aby chcieli go zabić! A oni próbują z uporem godnym lepszej sprawy. Walczyć z Czasem! Słyszał by kto. – Ze mną jeszcze nikt nie wygrał – zaryczał.
Dziewoja przybita do pala zaczęła drzeć się histerycznie.
Zadziwiające, pomyślał, takie małe piersi, a tyle wrzasku mogą w sobie pomieścić. Czas miał te przypadłość, że nie zionął ogniem, dymem, nie pluł siarką ani nic z tych rzeczy. On zionął Wspomnieniem Straconych Chwil. Każdy, kto wdychał jego oddech, o lekko gorzkawym aromacie, zaczynał natychmiast się rozklejać i nie był w stanie zrobić absolutnie niczego. – Uspokój się – powiedział do niej. Dziewczyna spojrzała na niego osłupiona i pióropusz za skałą poruszył się nerwowo. Po chwili wyskoczył zza skały ciągnąc za sobą drobnego rycerza. Stanął przed Czasem, wzniósł miecz i wymamrotał: „P-p-p-potworze, w-w-wyzyw-w-w-wam c-c-cię…” i tu odchrząknął jakby dla dodania sobie animuszu. Jął na raz wpatrywać się przenikliwe w oczy Czasu. Jednak nie było to wpatrywanie się: w stylu „zaraz zrobię ci coś złego!”; a raczej w stylu „mam nadzieję, że to, co on mi zrobi nie będzie takie złe…”. Czas westchnął i delikatnie dmuchnął gorzkawym oddechem w stronę rycerza. Ten natychmiast spuścił głowę, jakby zawstydzony. – A chciałem zostać muzykiem – wyszlochał i padł na kolana, płacząc już na całego. Czas pokręcił głową. Wyjątkowo słaba jednostka. Dziewczyna nadal była zdumiona. – Nie bój się. Z mojej strony nic ci nie grozi. Nie rozumiem, dlaczego ciągle składają mi ofiary z kobiet? Przecież ja żywię się straconymi szansami! To bez sensu… Pewnie jesteś dziewicą? Dziewczyna zarumieniła się. – Ach! To kolejny głupi przesąd! Przecież każdy smok wie, że dziewice są jak niedojrzałe jabłka! Ech…! Jak ci na imię? – Adalia. Ale znajomi mówią mi Ada. – Jak zapewne wiesz, jestem Czas. A gdybym miał znajomych mówili by mi Czas. Tak i ty możesz się do mnie zwracać. Pokiwała Czas głową utwierdzająco. – Póki co, nikt nie wymyślił dobrego zdrobnienia czasu i nigdy raczej nie wymyśli. Proszę – wskazał łapą w stronę pobliskiego miasta – jesteś wolna. Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę. – Tyle że… ja… no… – No co? wykrztuś to wreście! – Jestem sierotą! Nie mam domu! Dlatego złożyli mnie w ofierze. Nie mam nikogo, kto by stanął w mojej obronie. – Przeklęte średniowiecze… Poczekajcie, oświecenie zrobi z wami porządek! – Co? – Nic, nic. Tak do siebie gadam… Ech, i co teraz? Zostać tu nie możesz… – Dlaczego? Pytanie zadane zostało tak cicho i nieśmiało, że Czas miał wrażenie, jakby to gdzieś w oddali zaśpiewał ptak, albo w sąsiednim państwie spadła pierwsza kropla deszczu. – A przecież nie puszczę cię z powrotem do tych wilków… zorganizują tu zaraz wyprawę krzyżową i gotowi są powyrzynać wszystko co żyje… muszę pokazać tym wieśniakom, że przyjąłem ofiarę, to mi dadzą spokój na kilka tygodni… (Podczas gdy smok zastanawiał się co począć z Adalią, rycerz zawodził dalej. Jego psychika okazała się słaba jak domek z kart podczas trzęsienia ziemi w Japonii.) Co? Mówiłaś coś? – Że może zostałabym u ciebie… u pana… tu… Czas przyjrzał się jej uważnie. – Chyba chwilowo nie mamy wyboru… Rycerz tymczasem skoczył ze skały wprost do pobliskiej rzeki. Zbroja pociągnęła go prosto na dno. – Ojej – wykrzykneła Adalia. – Znowu będzie na mnie – powiedział Czas. Tak więc Adalia zamieszkała z Czasem. No cóż, zapewne nie było dla niej łatwe przyzwyczaić się do warunków, jakie panowały w jego jaskini. Ciągłe widzenie przeszłości i przyszłości… Zdarzenia pałętały się między nogami, uciążliwe jak gołębie na Starym Rynku. Nie było dnia, żeby nie miała jakiegoś widzenia. Na przykład podczas kąpieli dowiedziała się kto zabił Kenedyego. Z kolei podczas śniadania zdarzało się jej przewidywać wyniki wojen. Zadziwiające było to, myślała Adalia, że w większości Zdarzenia są raczej nieprzyjemne. Zwykle jakieś zabójstwa albo wojny. Jakby cała historia świata była podparta tylko tym wielce niepewnym filarem. 


Komentarze 3 z 3 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Administrator !
23 Wrzesień 2008, 23:22

Bajka!!! Bardzo fajny pomysł, ale niedopracowany jeszcze. Szkoda by się zmarnował. Autorze popracuj nad tym trochę. Poczytaj kilka razy.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Anna Wołosiak
26 Wrzesień 2008, 10:17

Ciekawe Ogólnie znów jakieś błędy typu przecinki i namiętne pisanie czasowników w trybie przypuszczającym oddzielnie, ale poza detalami - raczej poprawnie. :) 
 
Natomiast największe zastrzeżenie, jakie mam, dotyczy Aten: "Miasto pojawiło się nagle. Było prawie całe białe." - Grecy malowali swoje budowle, wszędzie pełno było intensywnych, nasyconych kolorów - czerwonego, niebieskiego, żółtego... Malowano płaskorzeźby na frontonach, kolumny, no co się dało. To teraz wszystko jest białe, wtedy takie nie było. 
 
Ale tak poza tym - ładne. ;)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Maciej Domagalski
03 Październik 2008, 02:50

bajka W sumie całe opowiadanie to sam dialog.  
Co do przegranej bitwy Napoleona pod Waterloo to ileż by się dało by móc to obejrzeć :eek

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi