Baśń No2
3 głosy
| Spis treści utworu |
|---|
| Baśń No2 |
| Strona 2 |
| Strona 3 |
| Strona 4 |
Zielony smok bardzo ostrożnie wyjrzał ze swej jaskini. Jego karbowany ogon
nikł tajemniczo w otchłani jamy.
Stwór oślepiony dniem zamrugał ślepkami i ziewnął rozcinając spokój
ranka. Właśnie w tej chwili ktoś, gdzieś na świecie zdążył w jakieś
bardzo ważne miejsce. Bo gdy Czas ziewa, zegary cofają się o dziesięć
minut.Z kolei gdy kichał zegary skakały do przodu o dziesięć minut. A że
liczba kichnięć i ziewnięć równoważyła się w miarę, Czas nigdy nie
gubił się na tyle, aby potem nie mógł się odnaleźć. Pierwsze co
zobaczył, to ofiarę. Drobna blondyneczka przywiązana do pala. Zapewne
dziewica, bo te wieśniaki nie przywiązałyby tu żadnej innej. I jeszcze ten
rycerz… Właściwie to był dobrze zaczajony, ale zdradzał go olbrzymi,
kolorowy pióropusz zamocowany na hełmie. Ale Czas musiał przyznać, że
robili postępy. Dawniej po prostu stawali dumnie wyprostowani, z mieczem
uniesionym wysoko. I wołali „Chodź potworze! Wyzywam cię!”. Wtedy na
własnej skórze przekonywali się jak to jest być nadgryzionym przez ząb
czasu. Och, jak on ich nie lubił… Wcale nie dlatego, że obrażali go …albo
próbowali zabić – Nie. Tu chodziło o zapach. Czas miał bardzo wrażliwy
nos. Bo wiadomo, że z czasem wszystko się psuje, a Czas bardzo tego nie
lubił. Że niby tacy odważni i w ogóle, a tak naprawdę srali ze strachu w
zbroję! A najbardziej nienawidził zapachu strachu! Duszącego smrodu
wywodzącego się z niepewności tego, co on, Czas, pokaże. Bo nazywał się
Czas. Nie wiedział dokładnie dlaczego. Podejrzewał, że te wieśniaki go tak
nazwały, pewnie dlatego, że gdy kicha albo ziewa coś się dzieje z ich
czasomierzami. Ale co go to obchodzi?! To jeszcze nie powód, aby chcieli go
zabić! A oni próbują z uporem godnym lepszej sprawy. Walczyć z Czasem!
Słyszał by kto. – Ze mną jeszcze nikt nie wygrał – zaryczał.
Dziewoja przybita do pala zaczęła drzeć się histerycznie.
Zadziwiające, pomyślał, takie małe piersi, a tyle wrzasku mogą w sobie
pomieścić. Czas miał te przypadłość, że nie zionął ogniem, dymem, nie
pluł siarką ani nic z tych rzeczy. On zionął Wspomnieniem Straconych Chwil.
Każdy, kto wdychał jego oddech, o lekko gorzkawym aromacie, zaczynał
natychmiast się rozklejać i nie był w stanie zrobić absolutnie
niczego. – Uspokój się – powiedział do niej. Dziewczyna spojrzała na
niego osłupiona i pióropusz za skałą poruszył się nerwowo. Po chwili
wyskoczył zza skały ciągnąc za sobą drobnego rycerza. Stanął przed
Czasem, wzniósł miecz i wymamrotał: „P-p-p-potworze, w-w-wyzyw-w-w-wam
c-c-cię…” i tu odchrząknął jakby dla dodania sobie animuszu. Jął na
raz wpatrywać się przenikliwe w oczy Czasu. Jednak nie było to wpatrywanie
się: w stylu „zaraz zrobię ci coś złego!”; a raczej w stylu „mam
nadzieję, że to, co on mi zrobi nie będzie takie złe…”. Czas westchnął
i delikatnie dmuchnął gorzkawym oddechem w stronę rycerza. Ten natychmiast
spuścił głowę, jakby zawstydzony. – A chciałem zostać muzykiem –
wyszlochał i padł na kolana, płacząc już na całego. Czas pokręcił
głową. Wyjątkowo słaba jednostka. Dziewczyna nadal była zdumiona. – Nie
bój się. Z mojej strony nic ci nie grozi. Nie rozumiem, dlaczego ciągle
składają mi ofiary z kobiet? Przecież ja żywię się straconymi szansami!
To bez sensu… Pewnie jesteś dziewicą? Dziewczyna zarumieniła się. –
Ach! To kolejny głupi przesąd! Przecież każdy smok wie, że dziewice są jak
niedojrzałe jabłka! Ech…! Jak ci na imię? – Adalia. Ale znajomi mówią
mi Ada. – Jak zapewne wiesz, jestem Czas. A gdybym miał znajomych mówili
by mi Czas. Tak i ty możesz się do mnie zwracać. Pokiwała Czas głową
utwierdzająco. – Póki co, nikt nie wymyślił dobrego zdrobnienia czasu
i nigdy raczej nie wymyśli. Proszę – wskazał łapą w stronę pobliskiego
miasta – jesteś wolna. Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę. – Tyle
że… ja… no… – No co? wykrztuś to wreście! – Jestem sierotą! Nie
mam domu! Dlatego złożyli mnie w ofierze. Nie mam nikogo, kto by stanął w
mojej obronie. – Przeklęte średniowiecze… Poczekajcie, oświecenie zrobi
z wami porządek! – Co? – Nic, nic. Tak do siebie gadam… Ech, i co
teraz? Zostać tu nie możesz… – Dlaczego? Pytanie zadane zostało tak
cicho i nieśmiało, że Czas miał wrażenie, jakby to gdzieś w oddali
zaśpiewał ptak, albo w sąsiednim państwie spadła pierwsza kropla
deszczu. – A przecież nie puszczę cię z powrotem do tych wilków…
zorganizują tu zaraz wyprawę krzyżową i gotowi są powyrzynać wszystko co
żyje… muszę pokazać tym wieśniakom, że przyjąłem ofiarę, to mi dadzą
spokój na kilka tygodni… (Podczas gdy smok zastanawiał się co począć
z Adalią, rycerz zawodził dalej. Jego psychika okazała się słaba jak domek
z kart podczas trzęsienia ziemi w Japonii.) Co? Mówiłaś coś? – Że
może zostałabym u ciebie… u pana… tu… Czas przyjrzał się jej
uważnie. – Chyba chwilowo nie mamy wyboru… Rycerz tymczasem skoczył ze
skały wprost do pobliskiej rzeki. Zbroja pociągnęła go prosto na dno. –
Ojej – wykrzykneła Adalia. – Znowu będzie na mnie – powiedział Czas.
Tak więc Adalia zamieszkała z Czasem. No cóż, zapewne nie było dla niej
łatwe przyzwyczaić się do warunków, jakie panowały w jego jaskini. Ciągłe
widzenie przeszłości i przyszłości… Zdarzenia pałętały się między
nogami, uciążliwe jak gołębie na Starym Rynku. Nie było dnia, żeby nie
miała jakiegoś widzenia. Na przykład podczas kąpieli dowiedziała się kto
zabił Kenedyego. Z kolei podczas śniadania zdarzało się jej przewidywać
wyniki wojen. Zadziwiające było to, myślała Adalia, że w większości
Zdarzenia są raczej nieprzyjemne. Zwykle jakieś zabójstwa albo wojny. Jakby
cała historia świata była podparta tylko tym wielce niepewnym filarem.
Komentarze 3 z 3
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

Ciekawe Ogólnie znów jakieś błędy typu przecinki i namiętne pisanie czasowników w trybie przypuszczającym oddzielnie, ale poza detalami - raczej poprawnie.
Natomiast największe zastrzeżenie, jakie mam, dotyczy Aten: "Miasto pojawiło się nagle. Było prawie całe białe." - Grecy malowali swoje budowle, wszędzie pełno było intensywnych, nasyconych kolorów - czerwonego, niebieskiego, żółtego... Malowano płaskorzeźby na frontonach, kolumny, no co się dało. To teraz wszystko jest białe, wtedy takie nie było.
Ale tak poza tym - ładne.

bajka W sumie całe opowiadanie to sam dialog.
Co do przegranej bitwy Napoleona pod Waterloo to ileż by się dało by móc to obejrzeć
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.



Administrator !
23 Wrzesień 2008, 23:22
Bajka!!! Bardzo fajny pomysł, ale niedopracowany jeszcze. Szkoda by się zmarnował. Autorze popracuj nad tym trochę. Poczytaj kilka razy.
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu