Baśń No2

Adam Blank publikacja 23 Wrzesień 2008, 22:15 Poprawki 09 Listopad 2009, 21:57 Gatunek W blasku ognia, Poważnie uśmiechnięte Czytano 8324 razy
3 głosy
Spis treści utworu
Baśń No2
Strona 2
Strona 3
Strona 4

  – Nasze ubrania nie są odpowiednie ani na te czasy, ani tym bardziej na tę porę roku. Przydałoby się coś bardziej odpowiedniego. Poczekaj tu.
 — Co? Chcesz mnie tu zostawić?
 — Przecież ja już wróciłem. O co ci chodzi? – pokazał jej stroje, które trzymał w dłoniach. – Ubierz to.
 Adalia rozejrzała w poszukiwaniu skały, ewentualnie krzaku za którym mogłaby  się przebrać. Znalazłszy właściwy obiekt i przebrawszy się stwierdziła, że ubrania owe są za nadto frywolne.
 — Oni nie mogli się tak ubierać na co dzień. To po prostu niemoralne! Te odsłonięte ramiona i nogi! I nie ma czym zasłonić włosów!
 Tarasque z przyjemnością przywdział togę.
 — Nie narzekaj. Wolisz to czy sztywne gorsety?
 — Nie no, jest w tym jakaś przyjemność…
 Jej długie blond włosy opadły kaskadami na ramiona2. Stała się bardziej piękna w tym wyzwoleniu.
 — A co z rzeczami?
 — Zostaw. W każdej chwili mogę załatwić nowe.
Poszli. Było ciepło, nawet bardzo ciepło. Wapienne skały sterczały tu i ówdzie pośród drzewek oliwnych i niskiej trawy.
 — Gdzie jesteśmy?
 -  W Grecji. A dokładniej zbliżamy się do Aten.
 Miasto pojawiło się nagle. Było prawie całe białe. Wysoko ponad nim wznosił się Akropol, stolica wszystkich starogreckich bogów, bo jeśli Olimp jest tylko mitem, to Akropol jest bez wątpienia wyrazem boskości narodu który to stworzył. Szli dalej w milczeniu obserwując panoramę miasta. W milczeniu weszli do niego. I powtórka: żebracy, straganiarze, ludzie zajęci swoimi sprawami. Zbliżał się wieczór.
 — Chodź, zobaczymy zachód słońca w porcie.

 Gdy zapadła noc udali się do ogrodu na terenie posesji jakiegoś Greka. Ten przywitał ich wylewnie oferując najlepsze, jak się wyraził, miejsca na uczcie, która właśnie się rozpoczęła.
 — Wiecie – mrugnął do nich niebieskim jak morze okiem – będzie wino, tańce, śpiew, kobiety i chłopcy.
 I zaczął szturchać Tarasque w bok. Adalia spojrzała na niego jak na diabła. To nadal nie mieściło się w jej systemie pojmowania świata. Orgia! Coś, przed czym przestrzegano ja wielokrotnie w zakonie Otworanek! A teraz miała wziąć w czymś takim udział? Niedoczekanie!
 — Chodź – powiedział Tarasque i delikatnie popchnął ją w kierunku domu.
 — Ja nie… wolałabym nie… jednak nie… – opierała się.
 — No przestań. Chyba nie myslisz, że ja tu przybyłem na orgię? A po za tym, to ja jestem bardziej zagrożony niż ty.
 — C-c-coo?
 — No tak. Oni woleli chłopców, bo po fakcie mogli sobie pogadać, czego nie można zrobić z kobietą jako istotą głupszą.
 — Naprawdę tak myśleli?
  Tarasque pokiwał tylko głową.
 W środku wszyscy byli już dobrze wstawieni, albo na najlepszej drodze ku temu. Panował ogólny gwar i spiew. Pośrodku podwórza płonęło duże ognisko z pieczystym zawieszonym na rożnie.
 — O! Ten pod ścianą, wpatrzony w cienie na niej, to jest Arystokles.
 — Wygląda na pijanego – stwierdziła z przekąsem Adalia. – Masz ty ciągoty do dziwnego towarzystwa. Co on tak na tę ścianę patrzy?
 — Myśli.
 — Czy tu zawsze jest tak ciepło?
 — Nie, zimy też są. Ale nie tak mocne jak w twoich czasach.
 — Nieźle. Imprezy, ciepły klimat. Co jeszcze oferują te czasy?
 — Oliwki, największe umysły świata, wino. To chyba wszystko.
 — Jak na razie nie jest najgorzej. A może coś jeszcze… Mieliśmy przecież poskakać po czasach!
 — Tak… A gdzie konkretnie życzysz sobie zawitać?
 — Chciałabym zobaczyć przyszłość. Jak się ubierają kobiety w przyszłości. Ale takiej dalekiej przyszłości. O! Najlepiej tam, gdzie ludzie umierają w… w… metrze?       
 W tle tymczasem zawrzało. Ten, który wpatrywał się w ścianę poderwał się nagle z głośnym okrzykiem „Heureka!” i począł skakać na jednej nodze.
 — Mam! Mam! – krzyczał a reszta towarzystwa patrzyła na niego z politowaniem.
 — Te, Barczysty3! Co, znalazłeś kolejną amforę wina?
 Towarzystwo wybuchnęło gromkim smiechem.
 — Nie, nie! Posłuchajcie! A jeśli nasz świat jest jak te cienie na ścianie? Jedynie odbiciem czegoś dużo doskonalszego, na przykład takiego świata idealnego? I ten świat jest gdzieś dla nas teraz niedostepny, bo my oglądamy jedynie jego projekcje cieni.
 — To skąd niby wiesz, że ten świat jest tylko cieniem? – spytał jakiś człowiek z brodą, podobny ogólnie do kozy4.
 — Bo dusza nasza widziała już ten idealny swiat, przed narodzeniem, zanim wstapiła w moje czy wasze ciała oglądała ten idealny świat. I stąd umie rozpoznawać rzeczy. Proste, prawda?
 Ludzie zgromadzeni wokół ognia spojrzeli po sobie.
 — Barczysty? Ty idź lepiej poszukaj kolejnej amfory!
 Arystokles machnął ręką i poszedł sobie.
 Tarasque spojrzał na Adalię.
 — No dobra. Niech ci będzie. Jedziemy!

 Wielkie rzeczy rodziły się zazwyczaj w bólach. Tysiące ludzi budowało piramidy i wielkie katedry. Piach przesypujący się w miliardach klepsydr szumiał cicho, gasł i na każde martwe niejsce było gotowe dziesięć innych klepsydr. Jest już nas tyle, ile gwiazd w Drodze Mlecznej. Na tak małej przestrzeni skupilismy cały Kosmos, znany i ten dopiero odkrywany. Adalia miała okazję podróżować przez gorące pustki Sahary w ciągnących się milami karawanach. Widziała wielkie ruchy bitewne i przegraną Napoleona pod Waterloo. Widziała śmierć Cooka oraz pływała na „Beagle” – statku, który zmienił diametralnie spojrzenie na losy człowieka. Widziała ludzi i cywilizacje, które dziś są już tylko legendą opowiadaną w muzeach albo w książkach przygodowych. Wznosili się ponad stratosferę w kapsułach czasu, osłaniani własnymi mocami magicznymi. Aż w końcu opadli bezsilni na jakiś przystanek metra w jakimś dużym europejskim mieście.
 — Nigdy jeszcze nie widziałam tylu ludzi w jednym miejscu! To jest… te… no…
 — Metro – dokończył Tarasque i podszedł do kiosku prasy. Kupił kolorowy tygodnik. Na okładce zdjęcie z jednej z najnowszych wojen.
 — Oto bestia tych czasów. Wojna, walka, rywalizacja. Poszukiwanie świętych i męczenników zmusiło ludzi do walczenia już nie o idee czy wiarę, ale o pieniądze. Chciałbym przeciwstawić coś temu obrazowi, aby te czasy nie wypadły aż tak źle, ale tu nawet postęp w medycynie dokonuje się dzięki wojnom. To naprawdę dziwne czasy. Kto wie, czy nie najbardziej barbarzyńskie ze wszystkich, choć jeszcze nie widzieliśmy wszystkiego. Są takie rejony czasoprzestrzeni, że nawet ja się tam nie zapuszczam.
 — A wydawać by się mogło, że im dalej w czas, tym lepiej będzie ludziom.
 — Zobacz – Tarasque wskazał Adalii ruchomą reklamę – takie obrazki znajdziesz na całym świecie. Ba! Na całym swiecie je się praktycznie to samo, są te same resturacje, ta sama muzyka… I choć oni usilnie starają się zamienić ten świat w globalną wioskę, to tak naprawdę zamieniają świat w szpital psychiatryczny, gdzie wszystkie cele to izolatki.
 Ekranik i monitor – Wielkie Zapatrzenie. Klawiatury – dotykiem palca przywołam sobie każdy zakątek kuli ziemskiej. Reklamy i pokarmy dla ciała i ducha – wszystko dietetyczne. Spojrzenia samotnych i śmiech tych, którzy tylko udają, że nie są samotni.
 — Te czasy to bagno. Nie chciałbym, abyś tu zostawała.
 — A co jest dalej?
 — Jest tylko gorzej. To równia pochyła. Nie ma buntu maszyn jaki zapowiadali cyberprorocy. Nie ma także buntu człowieka przeciw maszynom. Tak naprawdę, to nie ma nic. Wszystko wchłonęło siebie nawzajem. Jest tylko jedna, bezkształtna masa penetrująca okolice swojego Układu Słonecznego, bo tu, na Ziemii, nie ma już dla nikogo miejsca. Jest stagnacja. Oczekiwanie. Na co? Na to nie otrzymałem odpowiedzi. Ludzkość wydaje się być wieczna, i to będzie jej największe przekleństwo.
 — To ja już wolę popływać z Kolumbem.
 — Słuchaj, mam dla ciebie propozycję. Potrzebuję wspólnika do pilnowannia pór roku i przesileń. Co ty na to?
 — Whodzę w to!
Ludzki wir pozostał w odległej przyszłości. Wrócili do swoich czasów. A ta historia ze świętym Jerzym i smokiem… To bujda. Wujek się podłożył, bo ten koleś był dobrym kandydatem na męża dla córki króla. Ot, i cała historia. Ecce opus finitum!

 

Długo to trwało i dnia 25 II 2004 roku się skończyło.
Ewie Siwek poświęcam.



Komentarze 3 z 3 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Administrator !
23 Wrzesień 2008, 23:22

Bajka!!! Bardzo fajny pomysł, ale niedopracowany jeszcze. Szkoda by się zmarnował. Autorze popracuj nad tym trochę. Poczytaj kilka razy.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Anna Wołosiak
26 Wrzesień 2008, 10:17

Ciekawe Ogólnie znów jakieś błędy typu przecinki i namiętne pisanie czasowników w trybie przypuszczającym oddzielnie, ale poza detalami - raczej poprawnie. :) 
 
Natomiast największe zastrzeżenie, jakie mam, dotyczy Aten: "Miasto pojawiło się nagle. Było prawie całe białe." - Grecy malowali swoje budowle, wszędzie pełno było intensywnych, nasyconych kolorów - czerwonego, niebieskiego, żółtego... Malowano płaskorzeźby na frontonach, kolumny, no co się dało. To teraz wszystko jest białe, wtedy takie nie było. 
 
Ale tak poza tym - ładne. ;)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Maciej Domagalski
03 Październik 2008, 02:50

bajka W sumie całe opowiadanie to sam dialog.  
Co do przegranej bitwy Napoleona pod Waterloo to ileż by się dało by móc to obejrzeć :eek

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Ty też opowiadaj! Publikuj i zarządzaj tekstami. Przeczytaj przewodnik i prezentuj się, rozwijaj dzięki uwagom czytelników. Zostań bajarzem.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi