Czarodziejskie jabłko
3 głosy
W pewnym miasteczku mieszkał chłopiec, Adam. Był dobrym dzieckiem,
pomagał ojcu w pracy przy wyrobie i sprzedaży butów. Nie było to łatwe
zajęcie, zajęcie, ponieważ każdy człowiek w ich krainie chciał mieć
najpiękniejsze, najbardziej niezwykłe i oczywiście najwygodniejsze pod
słońcem.
Najtrudniejszymi klientami byli czarodzieje,
czarownice, wróżki…
…magowie, krasnale, zwierzęta czyli postacie magiczne. Dziwne. Przecież
mogli wyczarować sobie najbardziej niezwykłe rzeczy, a woleli prawdziwe
obuwie… Czyżby tego potrzebowali dla pełnej magii?
Trudno było zadowolić wszystkich. Niektórzy
tak marudzili, że ciężko było wytrzymać. Adam ani jego ojciec nie mogli
okazać niezadowolenie ani zdenerwowania, gdyż tak się nie postępowało w ich
świecie. Dopiero wieczorem mogli odetchnąć przy kolacji, jeżeli udało im
się zaspokoić wymagania klientów.
Kiedyś odwiedziła ich czarownica, której
jeszcze nie znali. Z wyglądu trochę bardziej szara i wyblakła niż inne.
Jej ubranie miało nieokreślony kolor tak jak twarz z wydatnymi kośćmi
policzkowymi i śmiesznym, zadartym mocno w górę nosem. Oczy, sprawiające
wrażenie nic niemówiących, w kolorze burym, bladoniebieskim, jesiennym,
smutnych liści biegały od jednych bucików do drugich, od półki do półki,
od regału do regału i nic. Nie wiedziała czego chce. Takie wrażenie
sprawiała. Nie przywitała się, nie przedstawiła jak było w tutejszym
zwyczaju. Może przelatywała tędy w dalszej drodze i wstąpiła przy okazji?
Ponieważ z takimi istotami należało obchodzić się niezwykle delikatnie
i nadzwyczaj ujmująco, obydwaj ruszyli, żeby zaspokoić jej wymagania.
Siadła na krześle. Machnięciem stopy
zrzuciła pod łapcie i wystawiła stopy. Zwykłe, zużyte, w dość dużym
rozmiarze. Kazała podawać jedną parę butów za drugą: a to trzewiczki
z zakręconymi cholewkami, a to wycinane we wzorki buciki na bal, błękitne
kaloszki z gufrowanymi cholewkami jak otwarty pyszczek węża, w końcu sama
nie wiedziała co wymyślić. I stale się złościła. Kolejne pary zrzucała
ze stóp, biegała boso między półkami sklepu i pracowni szewskiej. Tak
machała rękami i krzyczała, jakby świat się kończył – tylko nikt
nie wiedział o co jej naprawdę chodzi. W sklepie zapanował straszliwy
nieład. Adam nie nadążał odkładać butów na miejsce, a już następne
fruwały w powietrzu.
W końcu zmęczeni zaproponowali, żeby po
prostu opowiedziała jak mają wyglądać wymarzone buty, ale nie potrafiła
tego zrobić. Ojciec zaprosił ją na następną wizytę, do której obiecał
przygotować takie modele, jakich w tej krainie jeszcze nikt nie widział.
Specjalnie dla niej. W końcu udobruchana założyła swoje stare kapcie
przypominające rozdeptanego grzyba, miotłę wsadziła pod pachę i wyszła.
Dobrze, że nie zdążyli nic powiedzieć, gdyż już wróciła. Po sakwę
podróżną zostawioną w kąciku.
Obrzuciła ich groźnym spojrzeniem, pokiwała
głową aż stary, spłowiały kapelusz zjechał jej na czubek nosa. Poprawiła
go jednym ruchem, a wtedy zaczepiła szerokim rękawem o piękną czarę
pełną drobniutki ciasteczek, specjalnie przygotowanych dla gości. Huk,
brzęk – i po wazie i po ciasteczkach! Bez słowa odwróciła się
i zniknęła. Odetchnęli z ulgą. Adam poczuł przypływ złości – mogła
choć przeprosić za stłuczone naczynie i zniszczone ciasteczka. Albo
machnąć różdżką i naprawić szkodę. A nawet nie przeprosiła.
Ojciec zaczął myśleć przy sprzątaniu
nieporządku nad modelem butów dla czarownicy. Nie spał jedną nic, drugą,
nie jadł, nie pił, by zdążyć na umówioną wizytę. Adam pobiegł
zanieść zamówione buty kotu, który został właśnie bez butów. Wracał
szczęśliwy, gwizdał wesoło piosenkę siedmiu pracowitych krasnali. Ale nie
zobaczył ojca w sklepie. Choć drzwi były otwarte szeroko. Wbiegł do środka.
Teraz zobaczył starszego człowieka pochylonego nad leżącym ojcem, w koło
leżały zniszczone buciki.
Przestraszył się. Człowiek pokazał mu
nadgryzione jabłko. Ojciec trzymał je w zaciśniętej dłoni. Domyślił
się, co się stało. Tylko kto i dlaczego to zrobił? Nie potrafił
odpowiedzieć. Przenieśli ojca do domu. Położyli do łóżka. Adam zaczął
myśleć. Jabłko znał. Wiedział do czego służyło. Leżało zawsze na
półce pod ladą. Bezskuteczne, jak się okazało. Pobiegł do sąsiadów
prosić o opiekę na d ojcem. Uznał, że tylko zaprzyjaźniona wróżka może
mu pomóc. Dlatego nie mógł zostać. Nie mógł też zostawić ojca samego.
Nie czekając na zmiany ruszył do krainy
czarów. Nie uszedł daleko, gdy posłyszał szum najnowszej damskiej miotły.
Usunął się z drogi, a to z MP-4 na uszach, na super modnej miotle,
sunęła wystrojona zaprzyjaźniona wróżka. Właśnie leciała w gości do
Kota w butach, wybierali się dziś na koncert zespołu Big-Baja-Benz w Baśni.
Nie musiał długo prosić o pomoc. Z świstem i szumem razem lecieli do
miasteczka. Osiedli przed drzwiami z lekkim stęknięciem zmęczonej miotły.
Teraz wróżka oglądała miejsce zdarzenia i słuchała jeszcze raz opowieści
Adama. Zachowywała się jak prywatny detektyw albo komisarz policji.
Wiedziała, że jeśli ojciec Adama zdążył
sięgnąć po jabłko i ugryźć je, zło nie zadziałało błyskawicznie. Ale
tak szybko, że nie zdążył uruchomić mocy antyczaru umieszczonej w jabłku.
Znakiem tego…
Usiadła w na krześle i szukała rozwiązania
tajemnicy: Kto, dlaczego i czym wywołał paraliż? Adam przypomniał sobie,
że dziś miała się zjawić pamiętna czarownica po buty, a butów nie ma.
Wróżka kazała wszystko opowiedzieć o niej. A potem zaczęła się śmiać.
Tak szczerze i głośno, że zaczął jej się rozpływać makijaż na twarzy.
Zeskoczyła z krzesła i zaczęła tańczyć, a pył podróżny osiadał na
wszystkim w sklepie. Adam osłupiał. Najnowszy model sukni podróżnej wróżki
tak wirował, że kolory pomieszały się ze sobą i nie wiedziały, co się
dzieje. W końcu zmęczona i szczęśliwa usiadła na parapecie. Gdy odzyskała
oddech, wyjaśniła wszystko: To macocha Królewny Śnieżki sypnęła
zaczarowanym proszkiem na ojca Adama. Dlaczego? Z kobiecej zazdrości. Na
wielkim koncercie zespołu Big-Baja w Baśni chciała wyglądać najlepiej ze
wszystkich wróżek i czarownic. Do ich sklepu przyleciała, żeby kupić
najoryginalniejsze buty na tę okazję. Gdy nie potrafiła ani wybrać ani
powiedzieć co chce, postanowiła zniszczyć wszystkie inne, by nikt nie
mógł nowych.
Teraz powędrowali do ojca. Dobra wróżka
pięć razy wymówiła imię ojca Adama. Wtedy otwarł oczy jakby zbudził się
ze snu. Podziękował za pomoc i ocalenie. Bardzo się martwił co teraz
będzie z zamówionym obuwiem. Przyjaciółka poleciła ułożyć zniszczone
buty na półki. Machnęła kilka razy różdżką wyjętą z podróżnej sakwy
i wymruczała coś niezrozumiałego. Zamknęła oczy, pochyliła się mocno.
Zamarła. Gwałtownie wyrzuciła ramiona do góry i krzyknęła coś
niezrozumiałego. Sypnęła pyłkiem, który zawirował w powietrzu jak
tańczące promyki słońca – i buty wróciły do doskonałego stanu. Teraz
wszyscy klaskali i śmiali się z radości.
Zaraz zjawiły się tłumy postaci
baśniowych po swoje buty. Gdy każdy już je otrzymał, dobra wróżka
krzyknęła: A teraz zapraszam na koncert. Przebierajcie się szybko, miotła
czeka.
I w tak nieoczekiwany sposób zakończyła
się niesympatyczna historia z nieokreśloną czarownicą, która wcale nie
była najlepiej ubraną osobą na koncercie zespołu Big-Baja-Benz
w Baśni.
Komentarze 3 z 3
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

a gdzie wilk? Jak dla mnie nie było wielkiego złego wilka. Jak można było pominąć tak ważną postać?

Jabłko w butach Podobają mi się pomysły, humor i potencjał autora. Ponieważ nasza Ania drugi komentarz wyżej zajęła się adiustacją i tak też (za technikę) oceniła pracę, a Maciek niżej powtórzył chyba nie doczytując połowy, ja ocenię opowiastkę za merytoryczność - bdb. dla równowagi.
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.





Anna Wołosiak
30 Wrzesień 2008, 14:19
Jabłka to tu akurat niewiele ;) Niektóre momenty lepsze, niektóre gorsze. Sporo powtórzeń i zjedzonych słów. Ot, choćby zdanie:
"Nie było to łatwe zajęcie, zajęcie, ponieważ każdy człowiek w ich krainie chciał mieć najpiękniejsze, najbardziej niezwykłe i oczywiście najwygodniejsze pod słońcem."- ani nie wiadomo, CO najpiękniejsze chcieli mieć (pozostaje się domyślać, że buty, ale słowo jest zjedzone), ani nie wiadomo czemu jest "zajęcie" dwa razy.
Trzeba uważać na takie potknięcia.
Ot, taka bajeczka. Dobre jeszcze nie, ale niezłe.
Tytuł trochę nie pasuje do treści.
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu