Czarodziejskie jabłko

Adam Włodarczyk Nie mam konta w czytelni, ale mam opowieść. publikacja 23 Wrzesień 2008, 20:03 Poprawki 19 Listopad 2009, 16:00 Gatunek W blasku ognia, stwory i bohatery Czytano 5883 razy
3 głosy

W pewnym miasteczku mieszkał chłopiec, Adam. Był dobrym dzieckiem, pomagał ojcu w pracy przy wyrobie i sprzedaży butów. Nie było to łatwe zajęcie, zajęcie, ponieważ każdy człowiek w ich krainie chciał mieć najpiękniejsze, najbardziej niezwykłe i oczywiście najwygodniejsze pod słońcem.
Najtrudniejszymi klientami byli czarodzieje, czarownice, wróżki…

…magowie, krasnale, zwierzęta czyli postacie magiczne. Dziwne. Przecież mogli wyczarować sobie najbardziej niezwykłe rzeczy, a woleli prawdziwe obuwie… Czyżby tego potrzebowali dla pełnej magii?
Trudno było zadowolić wszystkich. Niektórzy tak marudzili, że ciężko było wytrzymać. Adam ani jego ojciec nie mogli okazać niezadowolenie ani zdenerwowania, gdyż tak się nie postępowało w ich świecie. Dopiero wieczorem mogli odetchnąć przy kolacji, jeżeli udało im się zaspokoić wymagania klientów.
Kiedyś odwiedziła ich czarownica, której jeszcze nie znali. Z wyglądu trochę bardziej szara i wyblakła niż inne. Jej ubranie miało nieokreślony kolor tak jak twarz z wydatnymi kośćmi policzkowymi i śmiesznym, zadartym mocno w górę nosem. Oczy, sprawiające wrażenie nic niemówiących, w kolorze burym, bladoniebieskim, jesiennym, smutnych liści biegały od jednych bucików do drugich, od półki do półki, od regału do regału i nic.  Nie wiedziała czego chce. Takie wrażenie sprawiała. Nie przywitała się, nie przedstawiła jak było w tutejszym zwyczaju. Może przelatywała tędy w dalszej drodze i wstąpiła przy okazji? Ponieważ z takimi istotami należało obchodzić się niezwykle delikatnie i nadzwyczaj ujmująco, obydwaj ruszyli, żeby zaspokoić jej wymagania.
Siadła na krześle. Machnięciem stopy zrzuciła pod łapcie i wystawiła stopy. Zwykłe, zużyte, w dość dużym rozmiarze. Kazała podawać jedną parę butów za drugą: a to trzewiczki z zakręconymi cholewkami, a to wycinane we wzorki buciki na bal, błękitne kaloszki z gufrowanymi cholewkami jak otwarty pyszczek węża, w końcu sama nie wiedziała co wymyślić. I stale się złościła. Kolejne pary zrzucała ze stóp, biegała boso między półkami sklepu i pracowni szewskiej. Tak machała rękami i  krzyczała, jakby świat się kończył  – tylko nikt nie wiedział o co jej naprawdę chodzi. W sklepie zapanował straszliwy nieład. Adam nie nadążał odkładać butów na miejsce, a już następne fruwały w powietrzu.
W końcu  zmęczeni zaproponowali, żeby po prostu opowiedziała jak mają wyglądać wymarzone buty, ale nie potrafiła tego zrobić. Ojciec zaprosił ją na  następną wizytę, do której obiecał przygotować takie modele, jakich w tej krainie jeszcze nikt nie widział. Specjalnie dla niej. W końcu udobruchana założyła swoje stare kapcie przypominające rozdeptanego grzyba, miotłę wsadziła pod pachę i wyszła. Dobrze, że nie zdążyli nic powiedzieć, gdyż już wróciła. Po sakwę podróżną zostawioną w kąciku.
Obrzuciła ich groźnym spojrzeniem, pokiwała głową aż stary, spłowiały kapelusz zjechał jej na czubek nosa. Poprawiła go jednym ruchem, a wtedy zaczepiła szerokim rękawem o piękną czarę pełną drobniutki ciasteczek, specjalnie przygotowanych dla gości. Huk, brzęk – i po wazie i po ciasteczkach! Bez słowa odwróciła się i zniknęła. Odetchnęli z ulgą. Adam poczuł przypływ złości – mogła choć przeprosić za stłuczone naczynie i zniszczone ciasteczka. Albo machnąć różdżką i naprawić szkodę. A nawet nie przeprosiła.
Ojciec zaczął myśleć przy sprzątaniu nieporządku nad modelem butów dla czarownicy. Nie spał jedną nic, drugą, nie jadł, nie pił, by zdążyć na umówioną wizytę.  Adam pobiegł zanieść zamówione buty kotu, który został właśnie bez  butów. Wracał szczęśliwy, gwizdał wesoło piosenkę siedmiu pracowitych krasnali. Ale nie zobaczył ojca w sklepie. Choć drzwi były otwarte szeroko. Wbiegł do środka. Teraz zobaczył starszego człowieka pochylonego nad leżącym ojcem, w koło leżały zniszczone buciki.
Przestraszył się. Człowiek pokazał mu nadgryzione jabłko. Ojciec trzymał je w zaciśniętej dłoni.  Domyślił się, co się stało. Tylko kto i dlaczego to zrobił? Nie potrafił odpowiedzieć.  Przenieśli ojca do domu. Położyli do łóżka. Adam zaczął myśleć. Jabłko znał. Wiedział do czego służyło. Leżało  zawsze na półce pod ladą. Bezskuteczne, jak się okazało. Pobiegł do sąsiadów prosić o opiekę na d ojcem. Uznał, że tylko zaprzyjaźniona wróżka może mu pomóc. Dlatego nie mógł zostać. Nie mógł też zostawić ojca samego.
Nie czekając na zmiany ruszył do krainy czarów. Nie uszedł daleko, gdy posłyszał szum  najnowszej damskiej miotły. Usunął się z drogi, a to z MP-4 na uszach, na super modnej miotle, sunęła wystrojona zaprzyjaźniona wróżka. Właśnie leciała w gości do Kota w butach, wybierali się dziś na koncert zespołu Big-Baja-Benz w Baśni. Nie musiał długo prosić o pomoc. Z świstem i szumem razem lecieli do miasteczka.  Osiedli przed drzwiami z lekkim stęknięciem zmęczonej miotły. Teraz wróżka oglądała miejsce zdarzenia i słuchała jeszcze raz opowieści Adama. Zachowywała się jak prywatny detektyw albo komisarz policji.
Wiedziała, że jeśli ojciec Adama zdążył sięgnąć po jabłko i ugryźć je, zło nie zadziałało błyskawicznie. Ale tak szybko, że nie zdążył uruchomić mocy antyczaru umieszczonej w jabłku. Znakiem tego…
Usiadła w na krześle i szukała rozwiązania tajemnicy: Kto, dlaczego i  czym wywołał paraliż? Adam przypomniał sobie, że dziś miała się zjawić pamiętna czarownica po buty, a butów nie ma. Wróżka kazała wszystko opowiedzieć o niej. A potem zaczęła się śmiać. Tak szczerze i głośno, że zaczął jej się rozpływać makijaż na twarzy. Zeskoczyła z krzesła  i zaczęła tańczyć, a pył podróżny osiadał na wszystkim w sklepie. Adam osłupiał. Najnowszy model sukni podróżnej wróżki tak wirował, że kolory pomieszały się ze sobą i nie wiedziały, co się dzieje. W końcu zmęczona i szczęśliwa usiadła na parapecie. Gdy odzyskała oddech, wyjaśniła wszystko: To macocha Królewny Śnieżki  sypnęła zaczarowanym proszkiem na ojca Adama. Dlaczego? Z kobiecej zazdrości. Na wielkim koncercie zespołu Big-Baja w Baśni  chciała wyglądać najlepiej ze wszystkich wróżek i czarownic. Do ich sklepu przyleciała, żeby kupić najoryginalniejsze buty na tę okazję. Gdy nie potrafiła ani wybrać ani powiedzieć co chce, postanowiła zniszczyć wszystkie inne, by nikt nie mógł  nowych.
Teraz powędrowali do ojca. Dobra wróżka pięć razy wymówiła imię ojca Adama. Wtedy otwarł oczy jakby zbudził się ze snu. Podziękował za pomoc i ocalenie. Bardzo się martwił co teraz będzie z zamówionym obuwiem. Przyjaciółka poleciła ułożyć zniszczone buty na półki. Machnęła kilka razy różdżką wyjętą z podróżnej sakwy i wymruczała coś niezrozumiałego. Zamknęła oczy, pochyliła się mocno. Zamarła. Gwałtownie wyrzuciła ramiona do góry i krzyknęła coś  niezrozumiałego. Sypnęła pyłkiem, który zawirował w powietrzu jak tańczące promyki słońca – i buty wróciły do doskonałego stanu. Teraz wszyscy klaskali i śmiali się z radości.
Zaraz  zjawiły się tłumy postaci baśniowych po swoje buty. Gdy każdy już je otrzymał, dobra wróżka krzyknęła: A teraz zapraszam na koncert. Przebierajcie się szybko,  miotła czeka.
I w tak nieoczekiwany sposób zakończyła się niesympatyczna historia z nieokreśloną czarownicą, która wcale nie była najlepiej ubraną osobą na koncercie zespołu Big-Baja-Benz w Baśni.

Komentarze 3 z 3 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Anna Wołosiak
30 Wrzesień 2008, 14:19

Jabłka to tu akurat niewiele ;) Niektóre momenty lepsze, niektóre gorsze. Sporo powtórzeń i zjedzonych słów. Ot, choćby zdanie: 
"Nie było to łatwe zajęcie, zajęcie, ponieważ każdy człowiek w ich krainie chciał mieć najpiękniejsze, najbardziej niezwykłe i oczywiście najwygodniejsze pod słońcem."- ani nie wiadomo, CO najpiękniejsze chcieli mieć (pozostaje się domyślać, że buty, ale słowo jest zjedzone), ani nie wiadomo czemu jest "zajęcie" dwa razy. ;) 
Trzeba uważać na takie potknięcia. 
Ot, taka bajeczka. Dobre jeszcze nie, ale niezłe. 
Tytuł trochę nie pasuje do treści.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Maciej Domagalski
03 Październik 2008, 01:53

a gdzie wilk? Jak dla mnie nie było wielkiego złego wilka. Jak można było pominąć tak ważną postać?

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Bartosz Kowa
19 Listopad 2009, 18:22

Jabłko w butach Podobają mi się pomysły, humor i potencjał autora. Ponieważ nasza Ania drugi komentarz wyżej zajęła się adiustacją i tak też (za technikę) oceniła pracę, a Maciek niżej powtórzył chyba nie doczytując połowy, ja ocenię opowiastkę za merytoryczność - bdb. dla równowagi.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Stworopedia to księga baśniowych stworów i słów związanych. Nie znajdziesz tam odpowiedzi zostań autorem wpisu.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi