Sowa

Mateusz Natanek Nie mam konta w czytelni, ale mam opowieść. publikacja 19 Wrzesień 2008, 01:46 Poprawki 23 Wrzesień 2008, 17:29 Gatunek W blasku ognia, stwory i bohatery Czytano 4253 razy
1 głos

Dawno, dawno temu, a może wcale nie tak bardzo dawno temu, niedaleko pewnego lasu mieszkał Zbyś. Był bardzo grzecznym chłopcem, pomagał każdemu jak mógł.

 Teraz bardzo się cieszył, ponieważ napadało dużo śniegu i mógł jeździć na sankach. Zabrał sanki z domu, powiedział gdzie idzie i ruszył. Zmęczył się trochę, dlatego stanął. Obok rosło drzewo, teraz ubrane w śnieżną piżamę.     
Zbyś uśmiechnął się, bo ładnie tu było. Wtedy wiatr poruszył gałęziami i biały puch spadł na niego. Dostał się wszędzie. Poczuł, że nawet na plecach coś mu płynie. Otrzepał śnieg, pociągnął sanki i poszedł na górkę. Och, jak wspaniale wiatr świszczał mu w uszach! Tak pędził po stoku,  że zatrzymał się w  lesie. A ten dziś wyglądał inaczej – cały się złocił. Zostawił sanki i ruszył oglądać takie dziwo. Dotknął dłonią krzaka, który wygląda jakby zrobiony ze złota. Poczuł, że nogi odrywają mu się od ścieżki i leci. Nad uszami słyszał pohukiwanie sowy. To ona go złapała za kurtkę i uniosła do dziwnego domku. W nim aż się zdziwił – zobaczył kolegów. Widocznie ich przyniosła wcześniej. – Sowo! Wypuść nas – poprosił.— Nie! – zahuczała.— Przecież nic ci nie zrobiliśmy!    
— Wjechaliście do mojego zaczarowanego lasu. A ja nikogo nie zapraszałam.    
— Ale ja tylko zjechałem z mojej górki! – tłumaczył Zbyś. – Wcale nie chciałem tu przychodzić ani ci przeszkadzać! To się samo tak zrobiło.— Ale do mojego lasu trafiają tylko niegrzeczne dzieci, więc wiatr, który wszystko wie, wieje tylko na takich chłopców.— Ale ja byłem grzeczny! Każdemu pomagałem, sprzątałem , wynosiłem śmieci, uczyłem się dobrze –wymieniał jedną rzecz za drugą zdenerwowany chłopiec.    
— Posiedzicie tu kilka miesięcy, to się zobaczy.— A nasi rodzice? Pomyślałaś, co się z nimi stanie, jeśli nie wrócimy na czas do domu? Wezwą policję, wszystkich sąsiadów i będą nas szukać. I na pewno trafią do zaczarowanego lasu. A wtedy nie będziesz mieć spokoju! I my też ci go nie damy. Sprawdź, czy naprawdę wiatr się nie pomylił.    
   Sowa założyła skrzydła na głowę i znieruchomiała na długo. Chłopcy nie wiedzieli śpi, myśli czy wystawia ich na próbę. Zaczęli się kręcić, szeptać, rozpinać kurtki, bo robiło im się coraz cieplej.      
Nagle coś zaszumiało, zawirowało. Zburzyło delikatne pióra sowy i pohulało po jej domku. Ucichło. Sowa wyprostowała się, otrzepała pióra i przemówiła: Zbyszku, przepraszam, wiatr się pomylił. Właśnie przybył z przeprosinami. Wracasz do siebie.— A oni? – A oni muszą zostać. Będą  się uczyć dobrego zachowania i szacunku dla innych. Kiedy osiągną wyznaczony cel, może pozwolę im wrócić do domów.    
Chwyciła Zbysia za kołnierz i wyfrunęli. Upuściła go na śnieg, pomachała skrzydłami i zniknęła jak duch. Wylądował przy zostawionych sankach. Szybko chwycił za sznurek i pobiegł do domu. Opowiedział, co mu się przydarzyło, ale nikt w to nie wierzył. On wiedział swoje – wcześniej czy później dostaniesz zapłatę za to jaki jesteś dla innych.

Komentarze 1 z 1 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Anna Wołosiak
23 Wrzesień 2008, 09:58

Ładna dobranocka ;) Ujmę to tak: jako literatura - kiepskie i infantylne. Jako bajka dla dziecka na dobranoc - rewelacja. :) 
Ot, taka sobie lekka, zwięzła historyjka z morałem. 
 
W drugim akapicie dwukrotnie gubi się podmiot. Można by to doszlifować tak, żeby nawet jako literatura było miłe. Pytanie, czy to się nie mija z celem. ;)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Źle czytać z monitora? - drukuj pobrane nowele PDF. Zaglądaj do ulubionej treści on-line, może być poprawiana lub rozwijana.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi