Wróżbicha

Sławomir Zieliński publikacja 16 Październik 2008, 16:52 Poprawki 19 Listopad 2009, 22:13 Gatunek W blasku ognia, stwory i bohatery Czytano 10093 razy
2 głosy
Spis treści utworu
Wróżbicha
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10

***

W niskiej i ponurej chacie mimo południa panował półmrok. Siedzący przy palenisku czarny jak smoła kocur, zobaczywszy starą z dzieckiem, wrzasnął jak poparzony i wyskoczył zwinnie na belkę, na której wspierał się dach.
— Jaki tam bękart! – mruknęła Wróżbicha, rozumiała bowiem zwierzęta, i ich mowę lepiej, aniżeli ludzi – małe porzucone dziecko. No no – warknęła w stronę kota – nie waż mi się krzywdy mu uczynić!
Zwierzę, uspokojone słowami staruchy, zeskoczyło na ziemię i poczęło kręcić się wokół znajdy. Przyglądało mu się z zainteresowaniem, wyczuwało bowiem jego wyjątkowość.
— Tak kocie – rzekła starucha – pomiot kikimory. Dlatego musimy go strzec. Dlaczego? Bom ja go znalazłam, i na Peruna, to nie był przypadek. Mówię ci kocie, nie przypadek nie. Kiedyś zabrano mi dziecko, ale poprzysięgłam, że do mnie wróci. I wróciło po wielu latach.
Kot wskoczył na barłóg, na którym kobieta położyła dziecko, zawinąwszy je w skórę, i jął spoglądać w jego oczy. Na widok dzikich ślepi zaczęło płakać. Kot cofnął się niepewnie i spojrzał za staruchą.
— Nie, to nie przez ciebie płacze – odezwała się z rogu izby – głodny jest jeno. Muszę mu dać mleka. Najlepiej koziego. Było tu jeszcze co nieco, jeśli nie wypiłeś do tej pory. Aha, nie wypiłeś? To dobrze. Tylko w czym ja ci maleńki dam tego mleka, żebyś się nie zachłysnął, w czym ci dam?
Zamyślona poczęła się rozglądać po izbie.
— A widzisz kocie, dobrze radzisz! – krzyknęła uradowana. – Róg wydrążony na miód wziąć i zrobić mały otwór u spodu. Mądry kocur – powiedziała podchodząc doń i głaszcząc po grzbiecie. Kot zamiauczał przeciągle. Rzadko stara okazywała mu przywiązanie, więc ten gest powiązał z pojawieniem się dziecka i postanowił je polubić na swój koci sposób. Starucha po chwili miała gotowe jedzenie dla małego. Dziecko było bardzo głodne i zmęczone, dlatego też zaraz po posiłku usnęło.

***

Zbliżał się wieczór, mgła powoli nadciągała znad rzeki i chłód zakradał się do chaty. Wróżbicha podrzuciła drewien do ognia i usiadła przed paleniskiem, wygrzewając stare kości. Kot wskoczył jej na kolana. Oboje w milczeniu patrzyli na śpiącego Sambora. Stara przyglądała mu się z uwagą i po chwili wstała. Podeszła do wiszących pod powałą ziół, zerwała garść wyschniętych liści i starła w palcach na proch rzucając go na rozgrzane gliniane palenisko. Przyjemna woń rozeszła się po izbie, wprawiając Wróżbichę w stan odprężenia. Przymknęła oczy i poczęła kiwać się w przód i w tył, wytężając swój umysł, aby wywróżyć dziecku żywot. Nagle drgnęła rozwierając oczy z przerażenia. Oto po raz pierwszy żadna wizja nie wypełniła głowy, żadne obrazy ni dźwięki się nie pojawiły. Spojrzała na dziecko, które rozwarło oczka przyglądając się jej i spróbowała ponownie. I tym razem jej wizja tonęła w mroku dymu i swądu spalenizny. Dusząca ciemność, którą ją otaczała, wywołała nagły kaszel. Czuła w ustach gorzki smak popiołu i sadzy. Rozejrzała się po izbie. Mrok zalegał we wszystkich kątach i nie dostrzegała nawet żaru w palenisku. Postanowiła spróbować raz jeszcze. Zebrała wszystkie siły, jakie jej pozostały by przeniknąć nicość, która otaczała chłopca i jego dalsze losy. Tym razem ujrzała płomienie spośród których ku górze wzlatywał kruk. A potem znowu popiół i kłęby dymu rozwiewane przez wicher po lesie. Zakaszlała i oprzytomniała. Mały spał. Kot uważnie przyglądał się kobiecie. Jego ślepia były żółte i połyskiwały w ciemności niczym dwie iskierki.
— Hmm…— zamyśliła się stara. – Skąd ten popiół i dym? A kruk? I dlaczego wszystko dym zakrywa? Jakby przyszłość tego malca miała niejasną dla mnie pozostać. Jeno dlaczego?
Kot zamiauczał przeciągle. On też nie pojmował.
— Tym bardziej potrzebuje opieki. – Pokiwała głową.
— Wiem, że dobre imię. – Mruknęła do niego. – Ale czy sobie poradzi? Postarasz się mówisz, ale jak? Mimo, iż dziewięć żyć masz, to jak mu po kociemu pomożesz? Jak go wychowasz, kiedy ja odejdę? A to już niedługo się stanie. Kocur zaczął mruczeć. Wkrótce ciężkie z wysiłku powieki opadły na oczy i zapadła w sen. Nagle poruszyła się i krzyknęła, zapominając o śpiącym dziecku:
— Kto śmiał zbliżyć się do mojej chaty!?
Wstała z trudem i wyszła na zewnątrz. Świtało już ponad drzewami i w szarości dostrzegła zbliżających się ku niej od strony rzeki jeźdźców.
— Celtowie… – pomyślała – czegóż tu chcą?
Jeźdźcy byli ubłoceni a zdrożone konie człapały wyraźnie umęczone długimi poszukiwaniami, nie mniej niż sami ludzie.
— Pokój z tobą Wróżbicho! – odezwał się idący na czele oddziału. – Czy nie narażamy się na twój gniew przybywając o tak wczesnej porze?
— Boicie się gniewu starej baby wielcy wojownicy? I czegóż chcecie ode mnie? – Warknęła starucha. Konie poruszyły się niespokojnie na dźwięk jej głosu.
— Szukamy czegoś – odparł zniecierpliwiony głos. Postaci mówiącego nie dostrzegała wyraźnie.
— Czegoś? A co to wam uszło?
— Samo nie uszło starucho, jeno ktoś to wyrzucił.
— A co? – Zapytała Wróżbicha, domyślając się czego a raczej kogo szukają. – I dlaczegóż to tego szukacie o tej rannej porze u starej kobiety?
— Przepowiednia! – Odezwał się ten, którego brała za przywódcę. – Musimy zapobiec jej wypełnieniu. Czy nie widziałaś w okolicy czego dziwnego?
— Ja same rzeczy dziwne widzę zazwyczaj. Ale wcale się im nie dziwię. Więc nie wiem, o co pytasz.
— Dziecka starucho szukamy. Małego. – Kiedy to mówił, pozostali jeźdźcy już rozchodzili się dookoła chaty rozglądając uważnie. – A wiadomo nie od dziś – kontynuował – że wy, czarownice, z takimi dziećmi różne rzeczy wyprawiacie.
— Stać bachory celtyckie! – syknęła Wróżbicha groźnie. – Bo was wytępię! Bez pozwolenia wtargnęliście na mój teren i bez mojego pozwolenia stąd nie odejdziecie!
Jeźdźcy roześmiali się szyderczo. Jeden z nich, ignorując ostrzeżenie starej, śmiało skierował się ku wejściu. Już miał wejść do chaty, gdy nagle potężny ryś skoczył nań z dachu. Wbił w jego szyję ostre pazury. Zaskoczony Celt upadł na ziemię pod ciężarem kocura, wydając z siebie jedynie zduszony krzyk. Pazury zwierzęcia zmiażdżyły ofierze krtań. Chwilę później zwierzę przegryzło mu szyję, po czym umknęło chyżo w las.
— Mówiłam oj mówiłam! – krzyknęła starucha, śmiejąc się zgryźliwie – że nie odejdziecie stąd bez mojego pozwolenia. – Nie uwierzyliście, dlatego tu się wasze ścierwa ostaną!
— Niedoczekanie twoje starucho! – syknął przez zaciśnięte zęby dowódca. Już miał się przezornie wycofać, gdy nagle z chaty doszedł płacz dziecka. Sambora zbudziły dobiegające z podwórca krzyki.
— Ty podła wiedźmo!– warknął wściekły. – Zaraz cię zatłukę. Nie zdążył jednak spełnić groźby. Starucha wymamrotała pod nosem zaklęcie. Konie spłoszyły się i stanęły dęba po czym zbiegły w las. Na Celtów rzuciło się stado dzikich rysi. Ofiary nie zdołały nawet dobyć broni. Po chwili wszyscy byli martwi. Ich rozszarpane ciała broczyły obficie krwią. Koty uciekły w ciemny las, a starucha zaklęła na wszystkie czarty, jakie znała.
— A tak kocie, zacznie się teraz zacznie – powiedziała – ale dobrze się sprawiłeś. Widzę, że polubiłeś Sambora. Malec nie bał się dać znać, że żyje. I dopomni się o swoje dopomni, oj na zgubę tych, którzy mu śmierć zgotować chcieli. Teraz pewnie znowu głodny, aj głodny jest i jeść mu dać trzeba. Potem posprzątamy tę celtycką padlinę.



Komentarze 2 z 2 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Anna Wołosiak
22 Listopad 2008, 12:47

Długie, ale warto przeczytać Potknięć ciut było, naturalnie, ale czytało się przyjemnie. Po tytule spodziewałam się, że cały tekst będzie o wiedźmie, a tu zaskoczenie: głównym bohaterem jest w sumie ktoś inny. :) 
No i cały czas nie wiem, czy Samo to TEN od Państwa Samona. :) 
Wciągnęło mnie i nie było za bardzo przewidywalne - podobało mi się. :)

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Bartosz Kowa
16 Listopad 2009, 06:36

Dobry film ...Polski No! Proza na poziomie literata. Fabuła jak z bardzo dobrego filmu, ale tu uwaga - polskiego filmu. Co by nie było, nieźle. Nie wiem czy warto tu wymieniać czego brakowało, powiem tylko, że długość tekstu potęgowała te braki. Osobiście nie lubię czytać, stąd tekst musi być naprawdę dobry by wzbudzić mój podziw gdy długi. Ten nie wzbudził, ale czuć potencjał. Jakby przysiąść i poszperać w materiałach... . A może dostaliśmy tu tylko jakiś tekstowy odpad bardzo dobrego autora, co? Do innych autorów, za Anną - warto przeczytać.

Dodaj komentarz Odpowiedz Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Źle czytać z monitora? - drukuj pobrane nowele PDF. Zaglądaj do ulubionej treści on-line, może być poprawiana lub rozwijana.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi