Wilk
3 głosy
Wilki nie cieszą się w Polsce dobrą sławą. Konkurenci przy ludzkim
stole, rabusie, bezwzględni mordercy, pożeracze Czerwonych Kapturków. Nic to,
że od ponad sześćdziesięciu lat nie zanotowano u nas ani jednego przypadku
ataku wilka na człowieka, nic to, że ludzie, którzy spędzili wśród dzikich
wilków wiele miesięcy przekazali nam obraz stworzeń niezwykle rodzinnych,
pełnych poświęcenia dla swoich dzieci, mądrych, odważnych i dzielnych. W
opinii większości ludzi wilk to najgorszy zbój, którego należy tępić
wszelkimi, choćby i najbardziej okrutnymi metodami. Po II wojnie światowej, w
Polsce zorganizowano tak zwaną akcję wilczą. Władze płaciły spore
pieniądze za każdego zabitego wilka. Strzelano, zastawiano sidła, wybierano
wilczęta z gniazd. Wszystko w imię postępu. Wymordowano w ten sposób setki
zwierząt. Wiele z nich zginęło w wielkich cierpieniach. W początkach lat
siedemdziesiątych XX stulecia jedną z ostatnich ostoi wilka były bagna
biebrzańskie, w których scenerii rozegrała się akcja tej oto historii,
dramatu ostatniej, ocalałej z pogromu wilczej rodziny.
Biebrzańskie błota. Mroźny marcowy poranek.
Bezkresna przestrzeń i cisza niemalże doskonała. Nisko padające promienie,
wschodzącego słońca, roziskrzają na źdźbłach turzyc i nagich gałązkach
krzaczastych wierzb miliony lodowych kryształów.
Biel, brąz i mnóstwo ciszy. W tym
przedziwnym miejscu wszystko zdaje się być jakimś snem lub oczekiwaniem.
Biebrza w okolicach Bud, przez tysiące lat,
wyrzeźbiła sobie, dolinę o szerokości kilkunastu kilometrów. Teren to
podmokły, niedogodny dla człowieka, który nigdy nie został do końca
skolonizowany. Królestwo, łosi, bobrów, orłów, błotniaków i…
wilków.
Basior i wadera wyruszyły na poszukiwania rannego łosia, który od wczoraj
znaczył swój trop jasnoczerwoną krwią z przebitego myśliwską kulą
płuca.
Poprzednia noc była mroźna i bezwietrzna.
Z łatwością odnalazły krwawy trop, tuż za zakrętem leśnego duktu. Po
kilkudziesięciu metrach ranny łoś skręcił wprost na bagna.
Po wejściu na otwartą przestrzeń wilki
zaczęły myszkować pomiędzy kępiastymi wierzbami, gęsto porastającymi
skraj lasu i bagien. Biegły truchtem, trop, w trop wciągając w nozdrza,
przesycone lodowymi kryształkami, powietrze. Zaznaczone kropelkami jasnej krwi
ślady prowadziły je równolegle do ściany lasu, skręcając niekiedy w
gęstwinę młodych świerków i kęp olch obficie porastających wilgotny
brzeg moczarów.
W pobliżu wsi Olszowa Droga trop skręcił
prostopadle na zachód prosto w kierunku rzeki.
Gdy tylko wyszły z cienia olsu dostrzegły
go, dorodnego samca, w odległości małych kilkuset metrów. Sylwetka łosia
wyraźnie rysowała się w promieniach zachodzącego słońca. Ruszyły galopem.
Padł strzał. Wadera padła w ogniu. Basior zatrzymał się nad umierającą
towarzyszką życia, matką ich dzieci. Kilkunastodniowych, ślepych szczeniąt
czekających, na powrót rodziców, w norze wykopanej niedaleko od leśniczówki
Barwik.
Stał i patrzył na stygnące ciało wadery,
gdy padł drugi strzał. Kula strzaskała mu lewą, przednią łapę. Strumień
bólu wartko dotarł wprost do mózgu. Uciekać, jak najdalej od tego miejsca,
podpowiadał instynkt. Nie mógł się jednak ruszyć pochylony nad ciałem
towarzyszki. Trącał ją wilgotnym zimnym nosem, lizał zranione miejsce, cicho
skomlał. Padł następny strzał. Ciałem wilka targnęła kolejna fala bólu.
Kątem oka dostrzegł sylwetkę człowieka, powoli zbliżającą się od strony
lasu. Ruszył w stronę Biebrzy. Strzaskana łapa, zwisała bezużytecznie,
krwawy ochłap, nic więcej niż źródło bólu.
Los szczeniąt był przesądzony. Wilk kaleka
nie jest w stanie wyżywić rodziny. Nawet dla pary sprawnych rodziców nie jest
to łatwe zadanie. Biebrzańskie wilki polują głownie na łosie i dziki,
zwierzęta duże i silne, które dobrowolnie nie kładą się na niczyim
talerzu.
Pojedynczy wilk, kaleka, skazany jest na
szybką śmierć lub całodniowe, mozolne polowania na gryzonie, żaby, chore
lisy, udomowione zwierzęta, psy.
Miejscowi nazwali go Kulawikiem. Tropy
kalekiego wilka widywano w południowym basenie Biebrzy do wczesnych lat
osiemdziesiątych. Przez długie lata był jedynym przedstawicielem swojego
gatunku, zamieszkującym biebrzańskie błota.
We wczesnych latach dziewięćdziesiątych
wilki objęto w Polsce ochroną gatunkową. Powoli z roku na rok, ich krajowa
populacja rośnie. Ze stu do małych kilkuset. Myśliwym wciąż jednak
spędzają sen z powiek. Co chwila podnoszą się głosy, ze wilków jest za
dużo, chociaż obecnie jeden wilk przypada na ponad sześćset kilometrów
kwadratowych
Dzisiaj nad Biebrza żyją trzy wilcze watahy,
w sumie nie więcej niż piętnaście zwierząt.
Emerytowany leśnik, z Barwika – Mocarski
opowiada, że jeszcze w początkach lat dziewięćdziesiątych widywał na
bagnach Kulawika. Wilki żyją jednak najwyżej kilkanaście lat. Ile w tym wiec
prawdy trudno dociec. Może to wilk, a może duch, a może jeszcze jedna
biebrzańska legenda?
Komentarze 3 z 3
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz

Chylę czoło Smutna historia, bolesna. Ale tylko takie mogą komuś przemówić do rozumu
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.




ubique
15 Luty 2008, 17:52
Brutalny - Łagodny Ludzie tacy są, jeden zniszczy, a inny uczyni coś pięknego. A czy napisał byś coś tak obrazowego, emocjonalnego - poruszającego o zwierzętach, gdyby jakiś inny (tu myśliwy) nie dał ci motywu? Człowiek z natury jest ludzki i omylny, żeby zdefiniować kogoś jako "dobrego" musi jego życiu towarzyszyć przeciwieństwo dla kontrastu. Jeśli chcemy pozbyć się zła, należy nam przestać nazywać się dobrymi.
przepraszam, taka myśl mnie naszła po lekturze tego tekstu - i się dzielę, a co...
Dyskusja: 1 odpowiedź Dodaj komentarz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu