Góra porzuconych Starców

Bartosz Kowa Więcej w życiu napisałem niż przeczytałem, przepraszam, że to widać. publikacja 04 Styczeń 2008, 01:05 Poprawki 17 Listopad 2009, 19:31 Gatunek W blasku ognia, Z innej Strony Czytano 3311 razy
1 głos

Nie tak znów dawno temu w Japonii, na górze zwanej Obasute, porzucano na śmierć ludzi niezdolnych do pracy, tych zwyczajnie, co już w podeszłym wieku. Pozostawieni bez jedzenia, słabowici czekali na swój koniec w zupełnym spokoju. Okrutny był to zwyczaj. Dziadek Twojego pradziadka byłby Japończykiem, a czekałby go koniec na Obasute-yama.
Władze bardzo pilnowały zwyczaju, a sami staruszkowie i staruszki gdy sześćdziesiąt lat ich życie liczyło, tak mówili miedzy sobą:
— No, już mi czas na Obasute.
— Tak, masz swoje lata, ale i mnie zaraz poniosą na ten szczyt.

Poszło kiedyś dwóch braci ze swoim sędziwym ojcem na górę ostatniego celu…

Drogę mieli przez lasy, skalne wąwozy nad przepaściami po wąskich ścieżkach i w górę, i w górę. Bracia na plecach, raz jeden raz drugi, nieśli swojego drobnego i siwiutkiego ojca, który sam tej drogi by już nie przebył. Szybko się postrzegli, że staruszek nie wisi im na plecach bezczynnie. Co jakiś czasu łamał gałązki mijanych drzew i wyrzucał je za siebie. Dziwili się na to bracia lecz nie doczekali żadnych wyjaśnień, szli dalej. Dzień chylił się ku kresowi, czuło się już chłodny wiatr ze wschodu gdy dotarli do ponurych skał Obasute-yama. Znalazłszy kamienny nawis, posadzili pod nim starca i, niewiele myśląc, ruszyli w drogę powrotną.

Tymczasem zapadł zmrok. W mroku ożyły leśne duchy i mniej zdefiniowane stwory popędzając przestraszonych braci niepokojącymi odgłosami. Szli najpierw szybciej, lecz zaraz biegli kalecząc się o gałęzie i plącząc w zaroślach. Nawet się nie postrzegli, a już, tak zboczyli z drogi, że zwyczajnie zgubili się. Chodzili chwilę w tę i tamtą, ale nie mogli trafić na drogę do swojej wioski w dolinie. Postanowili wrócić do ojca. Ten zawsze miał dla nich jakąś radę.
Chwil trochę minęło, zdołali jednak odnaleźć porzuconego ojca. Siedział pod nawisem skalnym.
Bracia krzyczeli już z oddali:
— Tato! Tato!
Stary człowiek siedział wcale nieporuszony. Zupełnie tak, jak go zostawili.
— Tato, to my.
— A cóż wy tu robicie, moi synkowie – pytał zatroskany.
— Zabłądziliśmy w ciemnym lesie i nie wiedząc co począć wróciliśmy do Ciebie.
— Podejrzewałem, że coś takiego może się zdarzyć. Odłamywałem po drodze gałązki, byście spokojnie mogli wrócić do domu. – Szukajcie tych patyczków, nimi się kierując wracajcie do domu.
— To ojciec dla nas… – zdumiał się starszy brat.
— A my własnego ojca?… – podjął młodszy.
I usiedli przy starcu na kamieniach, a łzy napłynęły im do oczu.
— Tato, przepraszamy, wybacz nam. Wrócisz razem z nami – powiedział stanowczo starszy.
— Będziemy cię karmić sobie od ust odejmując – szlochał młodszy.
— Ależ bez głupstw moi synkowie. Na każdego przychodzi czas, każdy musi odejść na Obasute. Tak głosi powszechny rozkaz sanowany od wieków. – Każdy stary i niezdatny do pracy musi zostać tu porzucony. Nasz Pan z zamku, srogo ukaże was i wasze dzieci, a to potężny dostojnik.
Gdy staruszek mówił te słowa synkowie już go nie słuchali – nieśli z powrotem do wioski mimo, iż starzec opierał się i wierzgał nogami. Nie bacząc już na leśne głosy, wyszukując gałązek, pobiegli do wioski.

W domu uradzili, że wykopią jamę pod podłogą i tam ukryją staruszka. Tak zrobili, staranie jeszcze przykrywając deski matą. Odtąd ocalony cudem człowiek siedział w kryjówce i modlił się do bogów, a jego synowie – zgodnie z przyrzeczeniem – karmili go, sprawiedliwie dzieląc się ryżem. Tak minął rok.
W tym czasie na ich krainę szykował się możnowładca z sąsiedniej ziemi grożąc licznymi wojskami jeśli miejscowi nie poddadzą się dobrowolnie. Już oddziały bezwzględnych samurajów stały w gotowości, już płonęły przygraniczne wioski. A Pan na zamku słał skargi do szoguna, ale zmiękczyły one agresora li tylko do układu takiego: jeśli atakowani podarują mu sznur spleciony z popiołu, to odstąpi od wojny. Ale któż może zrobić to, co niemożliwe?! Mimo to Pan na zamku obwieścił: „Kto wykona tę pracę, uratuje kraj, za co spotka go wielka nagroda“. Oczywiście nikt się nie zgłosił. W końcu bracia zapytali swego ojca, czy nie zna jakiegoś sposobu. Starzec szczękę miał już niemal bez zębów i język się plątał gdy przychodziło mu mówić, mlasnął więc głośno i dalej rzekł:
— To rzecz nadzwyczajnie prosta. Zamoczcie słomę w solonej wodzie i splećcie ją w warkocz długi, a kiedy wyschnie spalcie i zanieście na zamek. Rzeczywiście był sznur z popiołu. Pan bardzo się ucieszył, ale zaraz się zasępił:
— sznur jest, lecz nasz wróg ma drugie żądanie – pragnie by przyniesiono mu muszlę którą zwykle daje się sygnały z przeciągniętą przezeń nicią. I to zadanie było niezwykłej trudności, bowiem każda próba przepuszczenia nici przez mocno skręconą muszlę kończyła się utknięciem jej na pierwszych zakrętach. Ojciec braci znów jednak znalazł na to radę.
— Złapcie mrówkę i przynieście miód. Bracia zrobili, co im rozkazał, a starzec zabrał się do roboty. Delikatnie przewiązał nitkę do nóżki mrówki i włożył ja do środka muszli, którą z drugiej strony posmarował miodem. Stworzonko od razu poczuło ponętny zapach i czym prędzej pobiegło się najeść.
— Ho, ho, ho! – dziwili się bracia. Zadanie znów wykonane. Wnet bracia udali się na zamek. Pan był tak zachwycony, że pozwolił im wejść do sali i usiąść. Powątpiewał jednak, czy sami wpadli na ten pomysł. Bracia naprzód przysięgali, że wszystko wymyślili bez pomocy, lecz przyciśnięci do muru wyznali wreszcie, że zarówno sznur z popiołu, jak i muszla z nicią to dzieło ich starego ojca, którego wbrew rozkazowi nie porzucili na śmierć głodową na górze, lecz ukrywali pod podłogą w domu.
— Wybacz nam, władco – błagali płaszcząc się przy ziemi – zbyt go kochamy, aby porzucić. Daruj nam, prosimy Cię!

Pan na zamku nie tylko im wybaczył, ale ogłosił, że ludzie starzy są godni najwyższego szacunku i że nie wolno już ich zostawiać na śmierć na Obasute-yama, Górze Porzuconych Starców.

K O N I E C

Od autora
Polecam przy tej okazji baśnie japońskie w opracowaniu Kazuko Adachi:
alt Zasmarkane dziecko bogów i inne baśnie japońskie
Ze względu na swój zupełnie azjatycki charakter
nie jest to łatwo/powszechnie dostępna pozycja.

Komentarze 1 z 1 RSS - Prenumeruj komentarze Wróć do tytułu Dodaj komentarz

Administrator
04 Styczeń 2008, 02:28

Wejście strzał, dalej lżej Czytałem Baśnie z tej antologii - porywające! Bywają brutalne (rodzice małych, wybierzcie pierw które czytać swoim dzieciom), ale z drugiej strony mają też ładnie ujęte inne zwykle życiowe ale przemilczane sceny np: "A że byli dziewczynką i chłopakiem i chodzili spać bez ubrania, wkrótce urodził im się śliczny synek..." :) . Zaskakująco dużo jest tam baśni o Mężu i Żonie.

Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu

Dodaj komentarz

Wyświetl okienko na komentarz.

Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.

Pobierz wersję PDF

Stworopedia to księga baśniowych stworów i słów związanych. Nie znajdziesz tam odpowiedzi zostań autorem wpisu.

Do góry
Nowa czytelnia - zgłoś uwagi