Góra porzuconych Starców
1 głos
Nie tak znów dawno temu w Japonii, na górze zwanej Obasute, porzucano na
śmierć ludzi niezdolnych do pracy, tych zwyczajnie, co już w podeszłym
wieku. Pozostawieni bez jedzenia, słabowici czekali na swój koniec w zupełnym
spokoju. Okrutny był to zwyczaj. Dziadek Twojego pradziadka byłby
Japończykiem, a czekałby go koniec na Obasute-yama.
Władze bardzo pilnowały zwyczaju, a sami
staruszkowie i staruszki gdy sześćdziesiąt lat ich życie liczyło, tak
mówili miedzy sobą:
— No, już mi czas na Obasute.
— Tak, masz swoje lata, ale i mnie zaraz
poniosą na ten szczyt.
Poszło kiedyś dwóch braci ze swoim sędziwym ojcem na górę ostatniego celu…
Drogę mieli przez lasy, skalne wąwozy nad przepaściami po wąskich ścieżkach i w górę, i w górę. Bracia na plecach, raz jeden raz drugi, nieśli swojego drobnego i siwiutkiego ojca, który sam tej drogi by już nie przebył. Szybko się postrzegli, że staruszek nie wisi im na plecach bezczynnie. Co jakiś czasu łamał gałązki mijanych drzew i wyrzucał je za siebie. Dziwili się na to bracia lecz nie doczekali żadnych wyjaśnień, szli dalej. Dzień chylił się ku kresowi, czuło się już chłodny wiatr ze wschodu gdy dotarli do ponurych skał Obasute-yama. Znalazłszy kamienny nawis, posadzili pod nim starca i, niewiele myśląc, ruszyli w drogę powrotną.
Tymczasem zapadł zmrok. W mroku ożyły leśne duchy i mniej zdefiniowane
stwory popędzając przestraszonych braci niepokojącymi odgłosami. Szli
najpierw szybciej, lecz zaraz biegli kalecząc się o gałęzie i plącząc w
zaroślach. Nawet się nie postrzegli, a już, tak zboczyli z drogi, że
zwyczajnie zgubili się. Chodzili chwilę w tę i tamtą, ale nie mogli trafić
na drogę do swojej wioski w dolinie. Postanowili wrócić do ojca. Ten zawsze
miał dla nich jakąś radę.
Chwil trochę minęło, zdołali jednak
odnaleźć porzuconego ojca. Siedział pod nawisem skalnym.
Bracia krzyczeli już z oddali:
— Tato! Tato!
Stary człowiek siedział wcale nieporuszony.
Zupełnie tak, jak go zostawili.
— Tato, to my.
— A cóż wy tu robicie, moi synkowie –
pytał zatroskany.
— Zabłądziliśmy w ciemnym lesie i nie
wiedząc co począć wróciliśmy do Ciebie.
— Podejrzewałem, że coś takiego może się
zdarzyć. Odłamywałem po drodze gałązki, byście spokojnie mogli wrócić do
domu. – Szukajcie tych patyczków, nimi się kierując wracajcie do domu.
— To ojciec dla nas… – zdumiał się
starszy brat.
— A my własnego ojca?… – podjął
młodszy.
I usiedli przy starcu na kamieniach, a łzy
napłynęły im do oczu.
— Tato, przepraszamy, wybacz nam. Wrócisz
razem z nami – powiedział stanowczo starszy.
— Będziemy cię karmić sobie od ust
odejmując – szlochał młodszy.
— Ależ bez głupstw moi synkowie. Na
każdego przychodzi czas, każdy musi odejść na Obasute. Tak głosi powszechny
rozkaz sanowany od wieków. – Każdy stary i niezdatny do pracy musi zostać
tu porzucony. Nasz Pan z zamku, srogo ukaże was i wasze dzieci, a to
potężny dostojnik.
Gdy staruszek mówił te słowa synkowie już
go nie słuchali – nieśli z powrotem do wioski mimo, iż starzec opierał
się i wierzgał nogami. Nie bacząc już na leśne głosy, wyszukując
gałązek, pobiegli do wioski.
W domu uradzili, że wykopią jamę pod podłogą i tam ukryją staruszka.
Tak zrobili, staranie jeszcze przykrywając deski matą. Odtąd ocalony cudem
człowiek siedział w kryjówce i modlił się do bogów, a jego synowie –
zgodnie z przyrzeczeniem – karmili go, sprawiedliwie dzieląc się ryżem.
Tak minął rok.
W tym czasie na ich krainę szykował się
możnowładca z sąsiedniej ziemi grożąc licznymi wojskami jeśli miejscowi
nie poddadzą się dobrowolnie. Już oddziały bezwzględnych samurajów stały
w gotowości, już płonęły przygraniczne wioski. A Pan na zamku słał
skargi do szoguna, ale zmiękczyły one agresora li tylko do układu takiego:
jeśli atakowani podarują mu sznur spleciony z popiołu, to odstąpi od wojny.
Ale któż może zrobić to, co niemożliwe?! Mimo to Pan na zamku obwieścił:
„Kto wykona tę pracę, uratuje kraj, za co spotka go wielka nagroda“.
Oczywiście nikt się nie zgłosił. W końcu bracia zapytali swego ojca, czy
nie zna jakiegoś sposobu. Starzec szczękę miał już niemal bez zębów
i język się plątał gdy przychodziło mu mówić, mlasnął więc głośno
i dalej rzekł:
— To rzecz nadzwyczajnie prosta. Zamoczcie
słomę w solonej wodzie i splećcie ją w warkocz długi, a kiedy wyschnie
spalcie i zanieście na zamek. Rzeczywiście był sznur z popiołu. Pan bardzo
się ucieszył, ale zaraz się zasępił:
— sznur jest, lecz nasz wróg ma drugie
żądanie – pragnie by przyniesiono mu muszlę którą zwykle daje się
sygnały z przeciągniętą przezeń nicią. I to zadanie było niezwykłej
trudności, bowiem każda próba przepuszczenia nici przez mocno skręconą
muszlę kończyła się utknięciem jej na pierwszych zakrętach. Ojciec braci
znów jednak znalazł na to radę.
— Złapcie mrówkę i przynieście miód.
Bracia zrobili, co im rozkazał, a starzec zabrał się do roboty. Delikatnie
przewiązał nitkę do nóżki mrówki i włożył ja do środka muszli,
którą z drugiej strony posmarował miodem. Stworzonko od razu poczuło
ponętny zapach i czym prędzej pobiegło się najeść.
— Ho, ho, ho! – dziwili się bracia.
Zadanie znów wykonane. Wnet bracia udali się na zamek. Pan był tak
zachwycony, że pozwolił im wejść do sali i usiąść. Powątpiewał jednak,
czy sami wpadli na ten pomysł. Bracia naprzód przysięgali, że wszystko
wymyślili bez pomocy, lecz przyciśnięci do muru wyznali wreszcie, że
zarówno sznur z popiołu, jak i muszla z nicią to dzieło ich starego ojca,
którego wbrew rozkazowi nie porzucili na śmierć głodową na górze, lecz
ukrywali pod podłogą w domu.
— Wybacz nam, władco – błagali
płaszcząc się przy ziemi – zbyt go kochamy, aby porzucić. Daruj nam,
prosimy Cię!
Pan na zamku nie tylko im wybaczył, ale ogłosił, że ludzie starzy są godni najwyższego szacunku i że nie wolno już ich zostawiać na śmierć na Obasute-yama, Górze Porzuconych Starców.
K O N I E C
Od autora| Polecam przy tej okazji baśnie japońskie w
opracowaniu Kazuko Adachi: |
|
![]() |
Zasmarkane dziecko bogów i inne baśnie japońskie Ze względu na swój zupełnie azjatycki charakter nie jest to łatwo/powszechnie dostępna pozycja. |
Komentarze 1 z 1
Wróć do tytułu
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub zarejestruj. Dopiero wówczas możesz komentować.




Administrator
04 Styczeń 2008, 02:28
Wejście strzał, dalej lżej Czytałem Baśnie z tej antologii - porywające! Bywają brutalne (rodzice małych, wybierzcie pierw które czytać swoim dzieciom), ale z drugiej strony mają też ładnie ujęte inne zwykle życiowe ale przemilczane sceny np: "A że byli dziewczynką i chłopakiem i chodzili spać bez ubrania, wkrótce urodził im się śliczny synek..."
. Zaskakująco dużo jest tam baśni o Mężu i Żonie.
Dodaj komentarz Odpowiedz Zgłoś adminowi Wróć do tytułu